Szczur
Szczur. Wielki, obrzydliwy, śmierdzący szczur przechadzał się właśnie po moim domu szczerząc zęby.
Pomyślałem, że trzydziestometrowa kawalerka jest za mała dla nas dwóch, więc subtelnie
dałem mu to do zrozumienia, rzucając w jego kierunku butem.
Niestety nie trafiłem. Wystraszony gryzoń zwiał z piskiem.
Chciałem jeszcze poprawić pilotem od telewizora, ale ostatecznie dałem sobie spokój.
Siedziałem przed telewizorem i zastanawiałem się czy to zupełnie normalne, że szczury
grasują w moim domu. Przecież żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku! Leżę na rozkładanej, superwygodnej kanapie przed wielkim trzydziestoparocalowym płaskim kineskopem, delektując się żarciem z torebki
i pijąc piwo, a tu nagle jakieś zwierzę zakłóca mi przyjemną egzystencję.
Skoro udało nam się oszukać śmierć, wystrzelić się w kosmos, skoro przez internet
możemy się łączyć z całym światem, to czemu nikt nie wytłukł tych cholernych szczurów?!
Świat schodzi na psy.... a raczej na szczury. Porażka.
Szczur odwiedzał mnie coraz częściej. Przyzwyczaiłem się do jego parszywego ryjka
i nawet miałem wrażenie, że zaczynam go lubić. W końcu rzadko ktokolwiek mi tu towarzyszył.
Po tym jak zostawiła mnie Ewelina nikogo nie zapraszałem do domu.
Nikogo nie zapraszałem, ale nikt też się nie kwapił, aby mnie odwiedzić.
Moja najbliższa rodzina ograniczała swoje kontakty ze mną to telefonu
na święta wielkanocne i boże narodzenie, znajomi brak czasu tłumaczyli pracą.
Godzinami siedziałem więc samotnie umartwiając się własnym losem.
Jedynym pozytywnym aspektem takiego życia było to, że nie musiałem pracować.
Byłem cudownym dzieckiem polskiej literatury współczesnej.
Wydałem jedną książkę, dzięki której przez rok mogłem żyć z samych profitów.
Istny bestseller. Jedyna i najlepsza książka - rok wakacji. Ale co dalej?
Co będzie dalej? - zapytałem szczura. Spojrzał na mnie swoimi malutkimi, czerwonymi oczkami
i poszedł do swojej norki. Tak, wiedziałem gdzie jest jego norka.
Nie zamierzałem z nim walczyć, tolerowałem go tak jak toleruje się każdego sublokatora.
Wprawdzie nie dokładał nic do czynszu, ani rachunków, ale i tak był w porządku.
Nie zajmował łazienki, nie zostawiał brudnych naczyń w zlewie, nie narzekał.
Żył swoimi sprawami i czasem tylko chodził do mojego pokoju, aby się trochę poprzyglądać.
Kto wie, może byłem dla niego autorytetem? Istotnie wyprzedzałem go o kilka milionów
lat ewolucji, ale to nie znaczy, że traktowałem go z góry. Należał mu się szacunek,
podobnie jak mnie. I obaj to szybko zrozumieliśmy. Ja nie biegałem za nim z miotłą,
a on nie gryzł moich kabli. Trudno mi było jednoznacznie określić nasze relacje.
Nie wiem czy stanowiliśmy dwuosobowe społeczeństwo, czy raczej elementy biosfery
w ekosystemie mojego mieszkania.
Szczur z czasem stawał się coraz większy. Podczas gdy zasobność mojego portfela
ciągle malała, szczur stale przybierał na wadze. Kiedy zaczął przypominać kulkę
na czterech łapkach z małym różowym noskiem i czerwonymi oczami miałem wrażenie,
że coś jest z nim nie tak. Czy ty na pewno jesteś polskim szczurem? - zapytałem go
pewnego dnia. U nas jest recesja, wszyscy strajkują, a pełne brzuchy mają tylko
urzędnicy państwowi. Może jesteś szczurem amerykańskim? U nich nadwaga jest w modzie,
spójrz choćby na ich prezydenta. Mój sublokator słysząc te słowa przyjrzał mi się uważnie.
A może jesteś irackim szczurem i w ramach ataków terrorystycznych roznosisz
broń biologiczną? Może masz bombę ukrytą pod futerkiem?
Nie, wyglądasz mi na porządnego szczura. A tak w ogóle czy wszystkie szczury mówią tym
samym językiem? Weźmy na przykład takie komiksy. W polskim komiksie pies robi hau hau!
A w amerykańskim woof, woof. Czy to znaczy, że by się nie dogadały?
Wiedziałem, że słucha co do niego mówię. Zawsze mnie słuchał i wracał do swojej dziury
w ścianie dopiero jak kończyłem swój monolog.
O czym napisałbyś książkę? - pytałem szczura. Kończyły się już wpływy z mojej pierwszej publikacji. Najwyższy czas, aby napisać coś nowego. Coś, co pozwoli mi odetchnąć przez następny rok. Nie miałem jednak żadnego błyskotliwego pomysłu, który mógłby spodobać się w wydawnictwie. Szczur również nic nie wymyślił.
Szczur dobrze znał się na muzyce, wiedział co dobre. Kiedy puszczałem mu stare kawałki
Nirvany czy nieśmiertelnych Sex Pistols bardzo chętnie do mnie przychodził.
Gdy serwowałem komercyjne Linkin Park czy Offspring uciekał w popłochu.
Jak na gryzonia miał bardzo dobry gust. Szczerze mówiąc pod tym względem znacznie
przewyższał Ewelinę, która nie umiała rozróżnić metalowej kapeli od boysbandu.
Zastanawiałem się jak wygląda jego życie towarzyskie. Czy przychodzi tylko do mnie
czy może spotyka się z jakąś szczurzą pięknością w swojej norce? Podejrzewałem, że
chodzi na jakieś szczurze imprezy, bo rzadko widywałem go u siebie w soboty i niedziele.
Nie interesowało mnie specjalnie śledzenie jego życia. Po co mi reality show z gryzoniem
w roli głównej, skoro codziennie mogłem oglądać Big Brothera? A mimo wszystko on mi
imponował. Miałem wrażenie, że nie jest zupełnie normalnym przedstawicielem swojego gatunku.
Mój szczur oglądał telewizję, słuchał moich monologów... nie, to mogło mi się przecież uroić, ale było jeszcze coś. Ponad wszelką wątpliwość mogłem stwierdzić, że był punktualny.
Znał mój rozkład dnia i starał się w niego jakoś wkomponować. Wiedział, że posiłki
jadam między trzecią a czwartą po południu, pracując jednocześnie przy komputerze.
Zawsze zjawiał się o tej porze licząc na to, że coś mu się trafi.
Z początku bardzo chętnie częstowałem go jakimś kawałkiem pizzy czy innym niezdrowym
badziewiem. Z czasem jednak stwierdziłem, że to może być niebezpieczne. Mój zwierzak rósł wtedy w niewyobrażalnym tempie. A przy tym był niezwykle spostrzegawczy i elokwentny.
Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie wykorzystać potencjału intelektualnego szczura
i nie nauczyć go na przykład aportować albo chociaż przynosić kapcie.
Byłem pewien, że pojmie to znacznie szybciej niż niejeden czworonożny cudak.
Szybko jednak porzuciłem ten zamiar. Szczur nie był moim poddanym tylko prawdziwym
przyjacielem. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł uczyć podstawowych psich komend żadnego
z moich kumpli z podstawówki. A on był dla mnie nawet kimś więcej niż ludzie,
którzy przepadli gdzieś w mrokach poprzedniej dekady, pijąc tanie wino i paląc L&M.
Nie mogłem tresować przyjaciela, wolałem z nim rozmawiać.
Szczur zaczął mnie przerażać. Pewnego dnia gdy wróciłem do domu uświadomiłem sobie,
że gryzoń ma wielkość psa! Niewątpliwie był największym szczurem na świecie.
Dawno już nie zaglądał do swojej nory, zresztą i tak by się tam nie zmieścił.
Zamieszkał u mnie pod łóżkiem. Wychodził koło południa, oglądał ze mną telewizję i
rozmawiał o polityce. Czasem nawet kładł się na kanapie, kuląc swój łysy ogon.
Kiedy jedzenie, które dostawał ode mnie mu nie wystarczało, sam grzebał w lodówce w
poszukiwaniu czegoś spożywczego. Miał chwytne kończyny, potrafił zamykać i otwierać drzwi, raz widziałem nawet jak wszedłszy na jakiś stołek próbował odkręcić kran.
Tak zdolna istota mogła być dla mnie pożyteczna, więc już zaczynałem planować kolejne
czynności, których nauczę mojego małego przyjaciela. Na pierwszym miejscu było odbieranie
telefonów. Rzadko chciało mi się podnosić słuchawkę, a tym bardziej słuchać czego ode mnie
chcieli. Dzwonili do mnie rodzice, żeby pomarudzić, że się dawno nie odzywałem,
firmy ubezpieczeniowe, aby mnie na coś naciągnąć i ludzie którzy z jakichś powodów
myśleli, że to agencja towarzyska. Nikt nigdy nie słuchał co ja mam do powiedzenia,
więc szczur mógł odbierać za mnie. Kiedy głębiej się nad tym zastanowiłem z
trwogą uświadomiłem sobie, że jak tak dalej pójdzie, ten mutant nauczy się nawet mówić!
Cóż, między pomocnikiem domowym, a głową domu była niewielka granica i zauważyłem, że on
zaczął ją powoli przekraczać. Wyjadał resztki z lodówki, zostawiał brudne ślady w
przedpokoju, coraz częściej rozwalał się na sofie i oglądał jakieś głupie teleturnieje.
A ja? Prałem, sprzątałem, zmywałem... Stałem się gospodynią domową w domu rządzonym
przez szczura!! W dniu kiedy to sobie uświadomiłem spadł na mnie kolejny potężny cios.
Kiedy wróciłem z zakupów zastałem w moim pokoju szczura, który, nic nie robiąc
sobie z mojej obecności, pożerał zdechłego gołębia.
A więc obudziły się w nim pierwotne instynkty, przeprowadzony przeze mnie proces
socjalizacji był niekompletny. A to oznaczało, że mutant może być niebezpieczny!!
Wtedy zrozumiałem, że nadszedł czas, aby stąd uciec. W normalnej sytuacji dałbym
ogłoszenie do gazety, sprzedał mieszkanie, porozumiał się z firmą od przeprowadzek,
wziął meble i pojechał do innego miasta. Już kilkakrotnie tak robiłem.
Uciekałem przed pracą, przed rodziną, przed odpowiedzialnością, ale jeszcze nigdy
nie uciekałem przed gigantycznym szczurem z wielkim ilorazem inteligencji.
Nie miałem pewności, że mogę czuć się bezpiecznie. Każdej nocy mógł przecież podkraść się
do mojego łóżka i rzucić się na mnie z zębami. Byłem więc narażony na jego atak.
Nie mogłem tak po prostu wyjść i nie wrócić do domu. Nikt w mojej sytuacji materialnej
nie mógł sobie na to pozwolić. Musiałem gruntownie przygotować się do wyjazdu.
Ale jak? Skoro szczur wszystko widział, wszystko musiałem robić potajemnie.
Nie mogłem tak po prostu zacząć się pakować, bo on od razy wywęszyłby co się dzieje.
Potrzebowałem misternego planu. Zauważyłem, że rano gryzoń śpi dłużej ode mnie.
Postanowiłem to wykorzystać i codziennie około siódmej wstawałem z łóżka brałem jakiś
potrzebny przedmiot i chowałem go do piwnicy.
Potem pakowałem te rzeczy do reklamówek i wreszcie do dużej podróżnej torby,
która miała mi służyć przy przeprowadzce.
Po kilku tygodniach udało mi się zgromadzić w piwnicy znaczną część moich ubrań,
czajnik elektryczny, suszarkę, telefon i kilka książek z mojej kolekcji.
Jednocześnie starałem się o kredyt bankowy, który pozwoli mi rozpocząć nowe życie,
kiedy się nie udało, zacząłem ubiegać się o drobną pożyczkę od dawnych przyjaciół.
Razem z moimi oszczędnościami zebrałem kilkanaście tysięcy złotych. Wystarczało na wynajem
jakiegoś małego mieszkanka, nie było tak źle.
Szczur wciąż nic nie podejrzewał. A ja byłem coraz bliższy zrealizowania mojego celu.
Miałem już spakowane najważniejsze rzeczy, miałem pieniądze i bilet kolejowy.
Droga ucieczki stała otworem. W dniu, kiedy miałem na zawsze opuścić swoje mieszkanie
znajdujące się pod władaniem szczura mutanta, nagle zrobiło mi się go żal.
Co z nim dalej będzie? Jak ucieknę i przestanę płacić rachunki wreszcie przyjdzie tu
komornik. Zobaczy gryzonia potwora i pewnie wezwie na pomoc policję, wojsko i bóg wie
co jeszcze. Zabiją mojego szczura, powiedzą o tym w wiadomościach i koniec.
Czy tak powinien skończyć ten szczurzy geniusz ewolucji? Po chwili jednak oprzytomniałem.
Mogłem albo zostać i być gospodynią domową narażoną na kaprysy mutanta albo dalej
wieść życie cudownego dziecka współczesnej literatury. Jako urodzony egoista
wybrałem swoją karierę. Żeby mieć czyste sumienie napisałem pożegnalny list. Jak nauczy się
wyjmować listy ze skrzynki i czytać to dowie się co o nim sądzę, pomyślałem sobie wrzucając
do skrzynki list zaadresowany do samego siebie. Napisałem mu coś o polityce,
teorii ewolucjonizmu Darwina i o przyczynach mojej przeprowadzki.
Na koniec dodałem, że będę szczęśliwy, kiedy wrócę tu po latach a on poczęstuje mnie
gorącą herbatą. Wyjechałem i rozpocząłem nowe życie. Szybko znalazłem pracę,
napisałem cztery kolejne powieści z których trzy doczekały się wydania a jedna ekranizacji.
Z początku było łatwo, ale to były tylko pozory. Szczur nawiedzał mnie we wspomnieniach
i w snach, straszył mnie, torturował. Musiałem wydać grube miliony na psychoanalityków,
którzy wreszcie wmówili mi, że nigdy go nie było, a mój lęk jest wynikiem przeżyć z
dzieciństwa. Mijały kolejne lata. Udało mi się założyć rodzinę, ustatkować się, znormalnieć.
W końcu nadszedł dzień, w którym byłem bogaty i szczęśliwy. Właśnie wtedy po raz ostatni
przypomniałem sobie o cudaku z mojego dawnego mieszkania i zapragnąłem znowu go odwiedzić.
Coś podpowiadało mi, że wbrew wszelkiej logice szczur jeszcze żyje, gdzieś w zakamarkach
zrujnowanego domu. Postanowiłem wyruszyć w podróż do zakamarków mojej podświadomości.
Skłamawszy, że jadę na zjazd absolwentów mojej szkoły wbrew wiedzy i zgody rodziny
pojechałem odwiedzić dawną kawalerkę.
Szczur dawno tam nie sprzątał. Kiedy otworzyłem drzwi zobaczyłem na podłodze ogromną
warstwę kurzu i brudu. W przedpokoju nie było niczego nowego - ten sam matowy dywan,
stare drewniane meble i poustawiane w rzędach buty. Zapaliłem światło. Ku mojemu zdziwieniu
znajdujący się nad moją głową żyrandol rozbłysnął jasnym promieniem i rozjaśnił
całe pomieszczenie. Niesamowite! Szczur płacił rachunki za prąd i wymieniał żarówki.
Zaintrygowany tym niezwykłym odkryciem poszedłem szukać lokatora. Zastałem go w kuchni.
Z trudem domyśliłem się, że to był on. Istota, którą zobaczyłem miała około półtora metra
wzrostu, stała na dwóch nogach i wpatrywała się we mnie swoimi czerwonymi ślepiami.
Jej futro było już mocno wypłowiałe, ciało stare i schorowane. Na widok szczura zaniemówiłem
z wrażenia. A on tylko się uśmiechnął i pozbawioną pazurów łapą wskazał mi miejsce po
przeciwległej stronie stołu. Z wyraźnym wysiłkiem podszedł do kredensu i wyjął dwie
filiżanki. Czy to możliwe żeby przeczytał list?! Zagotował wodę w czajniku, wrzucił torebki
i postawił na stole cukierniczkę. Kiedy chciałem mu pomóc, powstrzymał mnie gestem dłoni.
Chciałem zadać mu tyle pytań: jakim cudem jeszcze żyje? Jak płacił rachunki?
Przez internet? Z czego się utrzymywał? Gdzie się tego wszystkiego nauczył?
Ale zamiast tego wygłosiłem kolejny monolog o polityce, mojej ostatniej książce i
perspektywach na przyszłość. W pewnym momencie zauważyłem, że już mnie nie słucha.
Siedzi tylko bezwładnie na krześle i zaciska pokrytą futrem łapę na uchu od filiżanki.
Nie był w stanie nic już powiedzieć, nie miał nawet siły na mnie patrzyć.
Odszedł w niepamięć, tak jak odchodzili inni niezwykli bohaterowie - pijąc herbatkę i
rozmawiając o nonsensach. Tak dokonał się żywot najdziwniejszej istoty świata.
Szczur nigdy już nie powróci...
Maciek "black grzywa" Partyka
blackgrzywa@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||