:::: Helmut Sekatorr ::::

Dziennik



>Dziennik kapitański, data gwiezdna... cholera, licznik się popsuł. Techniczny, napraw to, bo znowu ci puszczę Ich Troje! No.

>Dobra, nie jestem kapitanem, tylko zwykłym trepem, kapral Bogusław Nożycki, ksywa Sekator, gdy mi każą gdzieś iść, to idę, chyba, że to jakiś młodszy stopniem się pomyli, jak ten gość w barze na Ziemi. Chciał, bym wy...szedł z baru i wracał na patrol, a potem spostrzegł, że nie jestem szeregowym. Miał szczęście, że kawa mi nie wystygła, bo wtedy byłbym zły...

>Kapitan naszego statku jest całkiem fajny - jak na kapitana statku takiego jak Klapaucjusz (Kto wymyśla takie nazwy!? Podobno jakiś pisarz. Niech go kiedyś dorwę...). Siedzi spokojnie na d...użym fotelu, słucha metalu (I chwała mu za to! Jego poprzednik słuchał techno, dopóki po tygodniu nie znikł w tajemniczych okolicznościach... wersja oficjalna) i od czasu do czasu wydaje rozkaz pacyfikacji jakiejś planetki rebeliantów. Czasem też mamy za zadanie chronić jakichś ważniaków negocjujących z rebelami, ale my - żołnierze - takich misji nie lubimy. Jak sama gadka ważniaków i nasz wygląd wystarczą do postraszenia, to rebele zgadzają się poddać bez walki i wtedy nie ma żadnej zabawy... ważniaków też nie lubimy. Mogą tu opieprzać każdego, z kapitanem włącznie, i często to robią.

>Doszedł nowy do oddziału. Teraz jest nas sześciu - ja, Klajster (kiedyś przykleiliśmy mu do pleców linę, gdy zasnął na krześle; potem wywołaliśmy alarm ćwiczebny, ten się zerwał i oczywiście po krótkiej chwili wrócił na krzesło; zdziwiony zapytał, co to za klajster), Bill Gates (nazywany tak, bo wielbi szatana), Kordian (straszna pierdoła), Lepper (trochę gejowaty, choć zapewnia, że gejem nie jest bo nosi czarne skarpetki) i Nowy.

>Jest zadanie... znowu chronić ważniaków... a może pewnego razu na miejscu ich kropnąć razem z rebelami?
(jakiś głos w tle)
NIE, SIR, NIC NIE MÓWIŁEM!!!
(ponownie ten sam głos)
JA TYLKO GŁOŚNO MYŚLAŁEM, SIR!!!
(ten sam głos, oddalające się kroki)
Zapamiętać: nie nagrywać pamiętnika na służbie.

>Usłyszałem o jakimś faciu, który żył dawno temu i umiał przepowiadać przeszłość. Nazywał się... Nostra...coś tam. Mniejsza z tym. Poszukałem co nieco w archiwum i znalazłem fragment jednej z jego książek. Nawet całkiem dokładnie opisał Ziemię! Tylko, że on nie nazywał się Nostra-coś-tam, tylko Stanisław Lem.

>Ważniaki przygotowują swoje gadki do straszenia, a my szykujemy swoją broń do (miejmy nadzieję) strzelania. Znaczy, szykowaliśmy. Teraz gramy w karty.

>Już po akcji... ale się popieprzyło! A jaka zabawa z tego wyszła! Najpierw ważniaki gadały z rebelami, ci siedzieli i słuchali, my chodziliśmy sobie dookoła. Wszystko było spokojnie, aż nagle rozległ się jakiś ni to pisk, ni to wrzask. I wtedy się zaczęło! Rebele się zerwali, jakby przestraszeni, ważniaki rzuciły się na podłogę, jakby przewidywali, co się za chwilę stanie, a wtedy my rozwaliliśmy wszystkich rebeli. Gdy już było po wszystkim (czyli dwie minuty później; rebele nie żyli po dziesięciu sekundach, ale czemu by sobie trochę nie postrzelać?) zapytałem chłopaków:
- A tak w ogóle to co to było?
- Sory, jak kogoś wystraszyłem - odezwał się Klajster. - Nadepnąłem ich kotu na ogon.

>Ale dostał się opieprz od dowódcy! Najgorzej oczywiście miał Klajster. Ważniaki powtórzyły wszystko dowódcy, a on ma tego pecha, że musi być służbistą jak nie chce być odesłany do jakiegoś posterunku na galaktycznym zadupiu. Wyzywał więc nas od debili, idiotów i nieoczytanych matołów. Tak, nawet od tego! Stanął przed Klajstrem i zapytał:
- A czytałeś kiedyś Mickiewicza?
- NIE, SIR!!!
- A wiesz chociaż, kto go napisał?
- NIE, SIR!!!
Potem poopieprzał nas jeszcze chwilę i poszedł do siebie... pewnie układać pasjansa z kart, które nam zabrał.

>Dowódca powiedział, że ten facet od przepowiedni nazywał się Nostradamus. Hmm... może Stanisław Lem to był jego pseudonim?

>Dziś wielki dzień! Przynajmniej tak powiedział dowódca. Jajogłowi z naszego statku zakończyli prace przygotowawcze do wysłania sondy w przeszłość. Ma polecieć do roku... chyba 1908 i dowiedzieć się co wtedy spadło na jakąś Tunguskę. My zaś będziemy obserwować to na monitorach.

>Okazało się, że jajogłowi coś schrzanili i gdy sonda znalazła się w roku 1908, to zamiast wisieć w miejscu leciała w kierunku Ziemi z dużą szybkością. I doleciała - ale był wybuch! Dowództwo nie było zadowolone, ale też nikogo nie opieprzali za utratę sondy - w końcu teraz już wiemy co spadło na Tunguskę.

>Znalazłem kolejną książkę tego gościa od przepowiadania. TO TEN SK&$%#@&# NOSTRADAMUS WYMYŚLIŁ NAZWĘ "KLAPAUCJUSZ"!!! I na dodatek nic mu nie mogę zrobić, bo już nie żyje.

>Po obiedzie rozległ się alarm. Jakiś metalowy obiekt długości około dwóch metrów leciał w kierunku statku. Jajogłowi wzięli go do laboratorium w śluzie, by w razie czego móc od razu wyrzucić to w kosmos. Ciekawe, co jest w środku?

>Jajogłowi otworzyli to i zrobili zdziwione miny. W środku był sztywniak. Jakiś dziwny gościu ze spiczastymi uszami. Ech, cholerni pionierzy robiący pogrzeby w kosmosie... Nie pomyślą, że jeżeli oni dotarli tam, dokąd nie dotarł jeszcze żaden człowiek, to potem mogą tam dotrzeć inni!

>Kolejna misja, znowu chronienie ważniaków. Dowódca kazał nam, a zwłaszcza Klajstrowi, patrzeć pod nogi.

>W mordę jeża!... Negocjowaliśmy, wszystko było spokojnie, i nagle rebele zrywają się i wyciągają broń. Oczywiście nasz refleks był znakomity - my strzelamy, a ważniaki na podłogę. Tylko, że... hmm... jeden ważniak nie zdążył.

>Bill Gates tłumaczył dowódcy, że załatwił gościa przypadkiem. Po prostu ten ważniak zamiast paść na glebę biegał, i coś ze dwadzieścia razy przebiegł mu przez linię strzału. Dowódca chyba uwierzył. I tak ja później nieoficjalnie opieprzyłem Billa, gdy nikt inny nie słyszał. No bo dlaczego przebiegł mu przed nosem tylko jeden!?

>Kordian przechodzi załamanie nerwowe. Próbował nawet popełnić samobójstwo, ale tylko się zranił w głowę. Lekarz (i przy okazji kolekcjoner literatury) gdy zobaczył go i usłyszał jego pseudonim tylko pokiwał głową i mruknął "Co za pierdoły... obaj nie umieją nawet popełnić samobójstwa."

>Misja bez ważniaków. Relaks. Sześciu nas, żołnierzy, czterdzieści granatów zaczepnych, dwadzieścia dwa granaty burzące, dwie godziny ciągłego ostrzału z moździerzy, osiemdziesiąt granatów kaliber 20mm, siedem tysięcy pocisków kaliber 7,62mm, dwie duże baterie do gatling lasera. Wszystko to wystrzelono, nic nie zmarnowaliśmy. Reeelaaaks! Choć rebele nie pozostawali nam dłużni. Obaj wystrzelili może z pięćdziesiąt nabojów z pistoletów.

>Odkryłem prawdę o tym gościu od przepowiedni i Klapaucjusza (co za nazwa... wrrrr!!)! Nostradamus to jego pseudonim, a Stanisław Lem to jego prawdziwe imię, nie odwrotnie! Jestem pewien, że pisał pod prawdziwym imieniem, a potem nie wiedzieć czemu napisał jakieś nawiedzone pierdoły i na wszelki wypadek opublikował to pod pseudonimem!

>Jajogłowi z naszego statku zaprosili wszystkich na pokaz za dwie godziny. Mówią, że wynaleźli sposób stłumiania eksplozji granatów, dzięki czemu rebelom na nic się już nie przydadzą.

>Obeszło się bez ofiar. Pancerz zewnętrzny wytrzymał. Kapitan zakazał jajogłowym robienia czegokolwiek do samego powrotu na Ziemię.

>Przeczytałem "Powrót z gwiazd" proroka Lema. Hm, to musi się odnosić do jeszcze dalszej przyszłości. Nie mogę się doczekać pojawienia się gliderów! Może choć trochę zrekompensują mi nadchodzącą kretyńską modę...

>Ważniaki zabrały dowódcy karty, które on zabrał nam. Ich szef opieprzył dowódcę przy wszystkich, że się "bawi w czasie służby w budowanie jakichś piramidek".

>Lepper chciał mieć wolne do końca kursu, jak jajogłowi, i zdetonował granat w barakach. Częściowo udało mu się. Znowu jest nas pięciu w oddziale.

>Znowu chronić ważniaków...

>I znowu coś się popieprzyło! I nawet nie wiemy co. Idziemy sobie z ważniakami w kierunku rebeli, potem pilnujemy ich w czasie negocjacji. Trzymaliśmy się trochę na uboczu, i nagle jak nie huknie!!! Oczywiście zaczęliśmy strzelać, ale nie było już do kogo strzelać i nie było nikogo, kto mógłby przebiec przez linię strzału. Wracamy na statek. Ciekawe, co powie dowódca...

>Dowódca nawet nie pofatygował się po nas... będzie źle. Idziemy do jego biura.

>Wiecie co? Dowódca nawet nie krzyczał! Gdy powiedzieliśmy mu, że wszystkie ważniaki nie żyją, odpowiedział tylko:
- Nie chcę już nic od was słyszeć, jestem bardzo zmęczony! Dajcie mi więc wrócić do lektury, bo... eee... rozpracowuję... metody rebeli.
Nie wyglądał na zbytnio zmartwionego, wręcz przeciwnie. Zanim zasłonił się książką zobaczyłem, że się uśmiechnął. Rzuciłem okiem na tytuł - "Podręcznik sabotażu".

>Ale jest fajnie bez ważniaków! Na misjach tylko relaks. Poza tym, zabraliśmy z byłej kabiny ich szefa karty, które zabrali kapitanowi, który zabrał je nam.

>Teraz to się dopiero popieprzyło! W czasie przelotu nad planetą rebeli stwierdziliśmy, że wystrzelili w naszą stronę głowicę nuklearną. Wydawało się, że już jej nie uciekniemy. Biegniemy wszyscy do kapsuł ratunkowych, a tu okazuje się, że w tej, do której wbiegłem, zepsuły się silniki i nie odlecimy. Nowy pyta się mnie co się w ogóle dzieje. Ja spoglądam na zegarek i mówię, że za dokładnie 125 sekund uderzy w nas głowica nuklearna. Ten zaraz wybiegł z kapsuły w stronę pomieszczeń reaktora wrzeszcząc coś o ratowaniu honoru. Że nie pozwoli, by nas rebele zabiły, czy coś takiego. No nic, ja próbowałem pomóc tym, którzy starali się jakoś odczepić od statku naszą kapsułę. I udało się nam! Odsunęliśmy się nieco od Klapaucjusza (ta nazwa... wrr!), który po chwili wybuchł. Lepsze fajerwerki, niż to, co my zwykle zrzucamy na rebeli! Ale mniejsza z tym. Wkrótce po tym połączył się z nami kapitan.
- Wszystko u was w porządku? - zapytał. Był dziwnie blady.
- Żyjemy, przecieków w kapsule nie ma. A co u pana? - odpowiedziałem.
- Też, też... ale jakim cudem?... Jak to się mogło stać?... Na własne oczy widziałem, że pocisk jednak ominął statek... Hm, ja chyba wiem, jakim cudem... ale może teraz dostanę przydział na jakąś jednostkę o normalnej nazwie.

>Dowiedziałem się, że mój następny przydział to ciężki krążownik Nostradamus... ten facet chyba się na mnie uwziął!


Helmut Sekatorr

maulstard@tenbit.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||