:::: Seth ::::

Szklane łzy



Jej malutkie, delikatne i samotne serduszko drżało. Przecież ona wie tak niewiele. Jest tak młoda i delikatna, a mimo to jest skazana na coś tak wyjątkowego i pięknego. Jest skazana na miłość. Jej spojrzenie jest najlepszym dowodem na to, że jej przeznaczeniem są nieprzespane noce w blasku myśli o osobie zza drugiej strony rzeczywistości. Ona po prostu musi każdego dnia zamykać się w marzeniach. Nie umie się opanować, już nawet nie potrafi powiedzieć, kiedy tak naprawdę to się zaczęło.
Kiedy ich kontakt wymknął się spod kontroli?
Nie wie tego, wie jedynie, że nie chce tego kończyć. Wie, że pragnie zasłużyć na wkroczenie w kolejny etap ich znajomości, oraz że pragnie nie tylko kochać, ale także doświadczyć choćby jeden dotyk. Pragnie nareszcie się spotkać z tym, który jest jej jedynym. Z jej przeznaczeniem.

Nawet nie myśli o tym, co robi. Słowa same wypływają z jej duszy. Nawet nie zauważa, kiedy naciska klawisz "Enter" i wysyła w rzeczywistość zza drugiej strony szklanego lustra pytanie "czy sądzisz, że powinniśmy się spotkać?".

Mija dłuższa chwila, po której wraca jedynie echo jej pragnień. Jeden niemalże niesłyszalny szept oznajmia swoje intencje, lecz najpierw chce zrozumieć zamiary drugiej strony. I powtórzyć odwieczne pytanie - Co dalej.

W jej wilgotnych oczach lekko odbija się pytanie widniejące na monitorze komputera, a na jej ustach maluje się uśmiech pragnący oznajmić odpowiedz na echo jej pytania. Pragnący powiedzieć "Tak".

Potem już nie ma żadnych innych pożegnań. Są jedynie rozmowy. Długie rozmowy. Takie nie o niczym, ale o wszystkim. Takie o życiu i o śmierci. Takie o prawdzie i kłamstwie, o przyjaźni i o miłości. Ale przede wszystkim o rzeczywistości spoza tego punktu widzenia, spoza drugiej strony. Mówi swojemu ukochanemu wszystko. Opowiada każde swoje wspomnienie i marzenie a on odwzajemni się jej tym samym i nawet nie zauważają, kiedy ich rzeczywistość staje się rzeczywistością drugiej strony. Ona tak bardzo chce być wszystkim dla niego.

Powtarza się stare pytanie i stare nadzieje wracają. Ale nie ma już strachu. Bo odpowiedz jest doskonale znana. I tak oto młodziutka niczego nie świadoma szesnastolatka czeka na swojego ukochanego. Jest zimno, ściska swój czerwony szalik i marzy o tym, aby on już tu był w tym parku. Aby wziął ją za rękę i powiedział, że będzie dobrze.

Ale on nigdy nie przychodzi. Nigdy się nie zjawia. Nigdy nie staje się tym, czym byś chce. Jej światem, jej spojrzeniem, jej oddechem, jej dopełnieniem.

Ona zaczyna płakać. Nie chce czekać kolejną godzinę na niego, kiedy wie, że czekała cale życie. Nie chce próbować zrozumieć, kiedy sądziła, że tylko on zasługuje na to, aby ją zrozumieć.

Odchodzi...

Nie ma już nigdy rozmów, bo po ostatniej prawdziwej, szczerej rozmowie pozostało jedynie echo słów żegnaj. Echo jej słów...

Jest jedynie samotny chłopak. Ociera oczy z łez i wtula się w czerwony szalik pozostawiony przez najpiękniejszą dziewczynę na ziemi, na którą on sam nigdy nie zasługiwał. Czuje ten piękny zapach, jej zapach i żałuje tego, że się boi. Tego, że jest sobą.

Widzi właśnie swoje odbicie w malutkim lusterku obok biurka. Widzi swoje smutne spojrzenie i wie, że to on sam wybrał ten smutek. Że taki jest jego cel. Jego przeznaczenie. Chyba od zawsze wiedział jak bardzo jest nieidealny i że nie zasługuje na kogoś idealnego, ale dopiero teraz dostał możliwość poznania kogoś, kto mógł być ideałem.

To nie przez strach. To przez jego brak. To przez wszystkie lata pozbawione szybszego bicia serca. Przez te wszystkie lata, które nauczyły go tego jak brzydki i bezsensowny jest w oczach innych i które utwierdziły go w przekonaniu, że nie zasługuje na szczęście i nie zasługuje na miłość.

On nie zasługuje na bramę do tego innego świata. Świata, w którym jest piękna dziewczyna o zapachu truskawek zatopionych w czekoladzie i osłoniętych blaskiem porannego słońca. Świata, w którym jest dziewczyna, która nie zasługuje na ból. I która cierpi, dlatego bo on nie umie być dla niej.

Bo nie umie zaakceptować swojego odbicia w lustrze. W tym małym lustereczku, które gniew skazał na roztrzaskanie na drobne kawałki. Drobne niczym jego szklane łzy.


[2003-04-17]


PS ten tekst jest dla mnie w pewnym sensie osobisty, ale nie na tyle, aby go komentować. Dlatego napiszę tylko, że mam nadzieję, że teraz po tych wszystkich straconych dniach choćby jedna osoba zrozumiała i doceniła prostotę jego przekazu. Przepraszam...


Seth

prizefighter@op.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||