:::: Rafał "placeq" Malicki ::::

Diabeł



Kola zapiekła ostro w usta. Starałem się obserwować moje dłonie, jednak z całą pewnością nie szło mi za dobrze. A to w związku z dziewczyną, która przede mną siedziała. Mówię jej żeby przestała się na mnie gapić, a ona nic. Mariola. Po co matka dała jej takie imię. Nieładne. Ona cała jest nieładna. Mówi mi: Placek, ja się wcale nie gapię, tylko staram się zainteresować cię moją osobą. Popatrz mi w oczy. Wkurzyłem się. Dlaczego ona chce, żebym patrzył w jej oczy. Ale zerkam. Jej oczy są oczami ryby, mętne, bez akcentu, mdłe. Makijaż, który je otacza jest jakby dopełnieniem karykatury. Śmiesznie wygląda z tą czarną smołą na powiekach. Ramiączko z koszulki zsunęło się jej z ramienia. Poprawiła. Pytam się jej, czy kiedyś brała jakieś dragi. Ona na to, że nie. To ja jej mówię, że mam grzyby. Dwie porcje, a ona na to się waha. Mówi, że kiedyś paliła ziele, ale to tylko jednorazowo. Ja jej odpowiadam, że po grzybach są niezłe jazdy i fajne haluny wchodzą. Dobra, ciskamy. Zjadła grzybki. Czekamy. Siedzę sobie przy stoliku. Imprezka trwa w najlepsze, słychać muzykę, śmiechy. Słychać jak ktoś głośno puszcza pawia. Śmiechy. Idę na balkon zobaczyć co się dzieje w okolicy. Miasto wzdycha, paruje. Kilka neonów, statoil, burdel. Ot, i cała aglomeracja. Jest i McDonald ze swymi nafaszerowanymi chemicznym gównem frytkami i miłą obsługą przypominającą dom dla lalek. Gdzie Mariola? Mówią, że wyszła. Heh, za kilka minut zacznie się jej faza. Wtedy chyba zdurnieje do reszty. Zupełnie. Po co wychodziła. Wystraszy się halunów i będzie szczać w majtki, siedząc gdzieś w krzakach. Nie wróci tu. Skąd to wiem? Właśnie potrącił ją samochód. A szkoda, mogło być fajnie.

Impreza siadła. Każdy mota się naspidowany lub na grzybach. Wpadli goście z wódką. Wypadli goście z wódką. Rozmowy toczą się dalej brnąc w niebezpieczne zakątki. Rybie oczy prześladują tych, co jeszcze mają ich świadomość. Kogo obchodzi, że za chwilę będzie świtać. Kogo obchodzi, że diabeł wysłał mi właśnie smsa, że wpada. Odpisałem mu, że impra właśnie padła i jest totalny zlew i nie ma nawet po co wpadać. I jeszcze się z nim pożegnałem pisząc dobranoc. Kurde, muszę coś przypić, bo tramp okropny w japie. Znalazłem obok kaloryfera puszkę piwa. Napój złagodził nieco wkurwiające uczucie. Rozglądam się. Zero fajnych lasek, niezłych dup. Zero fazy. Już nigdy nie wezmę grzybów. Pierdolę. Przerzucam się na brown sugar. Na amfę, na kraka. Na cokolwiek chemicznego. Potrzebuję chemii jak mop brudnej posadzki. Myślę sobie, że byłoby fajnie, gdyby jednak diabeł przyszedł. Miałbym przynajmniej z kim pogadać. Nie to co teraz, jebany zlew. Zaraz napiszę, żeby diabeł wpadł, bo nuda i ogólnie kaprawa zabawa i zlew totalny. Na razie idę poszukać kibla. Po drodze zobaczyłem ścianę. Bez owijania w bawełnę: zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Nawijam do niej, że jest fajna i w ogóle, blah, blah, cukier z kieszeni. A ona nic. Myślę sobie, że nic mi po takiej znajomej i powiedziałem jej, że spadam. Znalazłem kibel. Odlałem się. Popatrzyłem w lustro. Odlałem się. Popatrzyłem w lustro i wyszedłem. Koleś, który był ze mną w kiblu i patrzył na mnie z lustra był zadziwiająco znajomy. Cha mu w de. Nie chciało mi się z nim gadać. Nagle odczułem potrzebę stworzenia drużyny. Zagadałem do jakichś zgrzybionych kolesi. Wyszło na to, że idziemy na questa i musimy jeszcze znaleźć maga do drużyny. No to szukamy. Cholera, wygląda na to, że nigdzie w pobliżu nie ma magów. Był za to jeden krasnolud ale co nam po kurduplu. Drużyna się rozpadła. Wysyłam esemesa do diabła. Pisze, że zaraz wpadnie. Spoko. Wreszcie pogadam z kimś na poziomie.

Jest i diabeł. Powitać, powitać. Ale co jest. Co robisz diabeł? Zostaw ich, to nasi. Diabeł wziął i pozabijał wszystkich. No spoko, myślę sobie, to o czym pogadamy? A diabeł na to, że o śmierci. Dobra diabeł, jak chcesz. Ale co ty robisz. Zaczekaj. Diabeł. Nie...

październik 2003


Rafał "placeq" Malicki

rustin_parr@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||