:::: Krillin ::::

Har'oloth



rozdział VI

Sarg`lin siedział na drzewie już drugą godzinę i sam zaczynał już ziewać. Klął na siebie cicho za każdym razem gdy powieki zaczynały mu opadać. Misja jaką otrzymał była trudna, choć zdawała się nie być trudniejsza od tych które już mu zlecano. Minęły dwa dni od spotkania z Czerwonym Magiem z Thay. Wczorajszy poświęcił na rekonesans - znalezienie dobrego sposobu wejścia do tej mini-twierdzy, sprawdzenie liczby strażników na zewnątrz i ewentualne przerwy w patrolowaniu, czy też zmiany warty. Czekał teraz spokojnie aż wszyscy domownicy położą się spać, bo w jednym pokoju wciąż migotała świeca. Żałował trochę, że musiał zostawić towarzysza w gospodzie, ale zdawał sobie sprawę z tego że Thord nie nadaje się do misji wymagających subtelności i umiejętności złodziejskich, zręcznością bowiem krasnolud przypominał raczej wór ziemniaków niż wprawnego łotrzyka. Drow uśmiechnał się delikatnie na myśl o tym, jak krasnolud próbowałby wejść za nim na drzewo. Spojrzał ponownie na oświetlone okno i zauwazył w nim cień rzycany na zasłonę. To prawdopodobnie ostatni mieszkaniec udawał się na spoczynek. Po chwili światło urwało się i we wszystkich oknach budynku zapanowała jednolita ciemność.
- "Oloth zhah tuth abbil lueth ogglin" - mruknął do siebie Sarg`. "Ciemność jest wrogiem i przyjacielem" - stare, sprawdzone powiedzenie drowów pasowało doskonale do sytuacji. Choć zdawał sobie sprawę z olbrzymiej przewagi jaką posiadał nad strażnikami dzięki swojej drowiej naturze, nie mógł lekceważyć niebezpieczeństwa, bowiem wiele lat mineło od czasu gdy opuścił Podmrok i nawet teraz niechętnie wracał pamięcia do tamtego okresu. Nie zmieniło to jednak faktu, że w nocy na powierzchni widział znacznie lepiej niż jej mieszkańcy w dzień, a ponadto po jego stronie stała zdolność wykrywania ciepła. Zimne przedmioty jawiły mu się w ciemnych, chłodnych kolorach jak niebieski, czarny czy granatowy, podczas gdy ciepła materia była widzoczna w czerwieni czy żółci. Rozejrzał się raz jeszcze upewniając się czy na jego drodze do "wejścia" nie ma nikogo, po czym zeskoczył z drzewa, wydając przy tym jedynie nieznaczny szmer. Zatrzymał się na chwilę przy dwumetrowym murze nasłuchując kroków, upewniwszy się, że w pobliżu nie ma zabłąkanych strażników kilkoma zręcznymi ruchami wskoczył na murek i położył się na nim. Ludzi ani śladu - tak jak się spodziewał. Zsunął się na drugą stronę muru i bezszelestnie podbiegł do stalowej kraty obrośniętej winoroślami, aż do szczytu budynku, którym była niewielka ozdobna wieżyczka. Wspinanie się po pnączach szło mu niezwykle sprawnie, ale też nie było niczym szczególnie wymagającym. Zatrzymał się przy niewielkim okienku trochę poniżej zwieńczenia wieży i wśliznął się przez nie do środka. Było wystarczająco szerokie dla elfa, człowiek miałby już z tym problem. Tak jak się spodziewał w tym pomieszczeniu nie było straży, wypełnione było po brzegi zakurzonymi księgami i zwojami. Przy ścianie stało biurko z ozdobnym lichtarzem, jednak bez świecy. W dół prowadziły wąskie okrągłe schody, a na szczyt wieży wyjątkowo wątła drabina. Dopiero teraz usłyszał miarowe chrapanie i szybko uświadomił sobie, że na szczycie budynku znajduje się gwardzista.
- Jeśli wszyscy strażnicy są tak entuzjastyczni to po co ja w ogóle się skradam?! - Sarg` poczuł się lekko urażony tym niedocenianiem jego kunsztu, szybko jednak doprowadził się do porządku. Załatwi tę sprawę szybko i sprawnie, po czym postawi kolejkę jego niecierpliwemu przyjacielowi. Po chwili nasłuchiwania ostrożnie zszedł do komnaty znajdującej się poniżej. Była znacznie obszerniejsza i również pełna ksiąg, a przy ścianach płonęły świece. W pomieszczeniu nie było okien, pochodnie i świece były tu więc jedynym źródłem światła zarówno w dzień jak i w nocy. Drow zbliżył się do drzwi naprzeciw schodów i lekko je uchylił. Z daleka usłyszał metalicznie brzmiące kroki, kroki strażnieka odzianego w metalową kolczugę.
- Wael Rivvil... - uśmiechnął się do siebie Sarg`lin - te ich wspaniałe kolczugi są jak ogłoszenie "Uwaga, idę! Zrób na mnie zasadzkę!". W mojej ojczyźnie miałbyś już na głowie wszystkie drapieżniki w promieniu dwóch kilometrów. Sarg rzucił okiem na biurko znajdujące się zaraz obok drzwi i na spoczywającą na nim księgę - "Volo - Przewodnik po Podmroku". Drow uśmiechnął się ponownie chowając księgę do torby - może dowiem się czegoś ciekawego. Kroki strażnika stały się coraz głośniejsze, drow przypomniał sobie o niebezpieczeństwie i schował się pod blatem stołu. Może pojedyńczy strażnik nie był dla niego niebezpieczeństwem, ale gdyby zaczął hałasować, mogłoby się stać gorąco. Gdy tylko minął stół i zmierzał w kierunku przeciwległych drzwi, drow wyszedł z ukrycia i bezszelestnie zaszedł gwardzistę od tyłu. Jego ręka przypominała smugę gdy z prędkością błyskawicy odciął klucze, które strażnik miał przywieszonym do pasa, przy użyciu niewielkiego ostrza o kształcie półksiężyca, które dotychczas miał ukryte między palcami. Zdążył ponownie schować "sierp" i jeszcze złapać wolną ręką spadające ku ziemi klucze. Uśmiechnął się ponownie - to było zbyt łatwe. Strażnik przeszedł przez drzwi nie zadając sobie nawet trudu by się odwrócić. Tymczasem drow przeszedł przez drugie drzwi - te które znajdowały się w pobliżu jego "drewnianej kryjówki". Mijał teraz kolejno pokoje sypialne dla służby Khazz`rama. Z tego co wiedział, w budynku nie było członków jego rodziny, tylko sam mag z ochroną i służbą. Zatrzymał się przy jednym z pokojów słysząc rozmowę jednego strażników (wywnioskował to z tego, że przy gestykulacji słyszał brzęk kółkowej zbroi) ze służącą. - ...Potem dorzuć do pieca i postaw w jego pobliżu kilka wiader z wodą. Wkrótce naszego pana odwiedzi jakiś gość z, jak to powiedział "odległego miejsca" i podobno bardzo nie lubi suchego powietrza. To podobno bardzo ważne negocjacje, więc nie zawiedź. - Słysząc te słowa Sarg`lin zaklął cicho. Oznaczało to, że mag jeszcze nie spał, a z tego co wiedział on nigdy nie rozstaje się ze zwojem, po który drow został tu przysłany.
- Dobrze, zaraz się do tego wezmę. Coś jeszcze?
- Tak... Lepiej żeby nie było cię w pobliżu gdy ów gość przybędzie. Wierz mi, że tym razem mówił *bardzo* poważnie. - Dobrze, dzięki za ostrzeżenie. Idź już, bo spóźnisz się na obchód.
Sarg` nerwowo rozejrzał się po korytarzu - nie miał gdzie się ukryć. Do najbliższego pomieszczenia było zbyt daleko, tym bardziej, że kroki strażnika stawały się coraz głośniejsze i już prawie przechodził przez drzwi. Korytarz także był zbyt oświetlony, by udało mu się ukryć. Drow przywarł do ściany zaraz obok wejścia i zauważył wychodzącego strażnika, który po chwili skręcił w jego stronę stając w odległości kilkudziesięciu centymetrów od mrocznego elfa. Wyraz jego twarzy przeszedł zdumiewającą przemianę z wielkiego znudzenia, aż po niebotyczne wręcz zdziwienie gdy dostrzegł spokojnie stojącego naprzeciw niego drowa. Prawą dłoń zacisnął na rękojeści miecza i już miał krzyknąć gdy stracił oddech i tylko cicho jęknął. Łokieć drowa tkwił w splocie słonecznym gwardzisty. Kolczuga nie była dość sztywna by powstrzymać taki cios, strażnikowi zaćmił się wzrok i utrzymując zdziwiony wyraz twarzy osunął się na ziemię nieprzytomny. Drow błyskawicznie przeskoczył strażnika i stanął wewnątrz pomieszczenia, z którego przed chwilą wyszedł gwardzista. Naprzeciw stała przerażona rudowłosa dziewczyna otwierająca usta do krzyku. Sarg`lin z impetem kopnął w dzielący ich stół, który przesuwając się uderzył w brzuch dziewczyny, pozbawiając ją tchu. Odbił się od stołu i wykonał zręczny skok stając za plecami dziewczyny i zasłonił jej usta dłonią. Ta była tak wystraszona, że zrezygnowała z walki. Drow zakneblował jej usta kawałkiem fartucha, po czym dokładnie związał i zamknął wraz z nieprzytomnym strażnikiem w szafie na sprzęt kuchenny.
- Ufff... Było blisko. Nienawidzę tej roboty - Drow westchnął i otarł pot z czoła. Po chwili uśmiechnął się. - Ale wciąż mam czyste konto. A teraz... Do pracy.


Krillin

krilanek@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||