*** Virgin: "To ty" ***
teledysk
Po składzie samego zespołu spodziewałem się już wiele - jeden z moich ulubionych basistów (a przynajmniej ex-basista jednej z ulubionych kapel) Krzysztof Najman, Piotr Pniak z Proletaryatu. Fiu fiu - pomyślałem sobie, może być coś. Do tego mamy jeszcze Dorotę Rabczewską - skandalistkę z "Baru" (podobno, bo "Baru" nigdy nie oglądałem i nie zamierzam oglądać) o całkiem niezłych warunkach wokalnych. No więc ciach - płyta do napędu i zamieniam się w słuch. Niestety, płyta jest nierówna jak polskie drogi. Z tendencją spadkową - zaczyna się świetnie a kończy się... no nieważne, bo to nie płyta tylko teledysk z tejże płyty ma być teraz przeze mnie opisywany. A teledyskiem jest "To ty".
Cały teledysk podzielony jest na dwa ujęcia - jedno w którym możemy obejrzeć sobie sesję fotograficzną Doroty, a drugi przedstawiający kapelę grającą w jakiejś zrujnowanej hali (coś jak postpegerowska montownia traktorów:). Zacznijmy od ujęcia z sesją - ma się ni jak ni siak do teledysku. Cały czas zastanawiałem się po kiego grzyba, że się tak wyrażę, jest ono w tym teledysku. Przecież nawet przy maksymalnym pobudzeniu wyobraźni piosenka nie opowiada o Rabczewskiej na okładce jakiegoś magazynu z kalendarzem. I doszedłem do wniosku, że to ujęcie ma za zadanie ściągnąć przed TV całe rzesze śliniących się małolatów których nie będzie obchodziło co tam grają (może nawet w ekstremalnych przypadkach wyłączą sobie dźwięk) tylko żeby popatrzeć na Dorotę. I to jest moja koncepcja - oczywiście pewnie twórcy klipu mieli inną, ale niestety jest on dla mnie tajemnicą. W sumie drugie ujęcie, to z halą i zespołem, wcale nie odbiega od ujęcia z sesją. Żeby wynagrodzić nam "katusze" patrzenia na pozostałych, "męskich" członków zespołu Dody jest jeszcze bardziej kuso ubrana, co na pewno zatrzymuje wzrok przy telewizorze, ale czy tak właśnie powinien przyciągać porządny klip? Na jeszcze jedną chwilkę wrócę do tej nieszczęsnej hali - nie wiem czy to tylko moje odczucia, ale ten sam (albo przynajmniej podobny) budynek widziałem już w teledyskach Kangaroz i Pudelsów. Nie wiem kto pierwszy wpadł na ten pomysł, ale kapela grająca w opustoszałej hali jest pomysłem chybionym - jeszcze żeby wpuścić tam fanów i okrasić to dobrym pomysłem (coś typu "Acidofilia" Acid Drinkers - przy okazji gratulacje dla G. Sadurskiego za genialny teledysk) to wychodzi całkiem znośnie (czasem nawet bardzo dobrze).
Podsumowanie: teledysk dolatuje do końca a my mamy w pamięci tylko Dorotę co jest jawną niesprawiedliwością ponieważ powinniśmy mieć w pamięci kawałek który jest jednym z lepszych na płycie. Tymczasem historia opowiedziana w piosence została delikatnie olana, a nazwa kapeli będzie wiązana zamiast z piosenkami z Dorotą Rabczewską, co też jest niesprawiedliwością wobec pozostałych członków zespołu. Szkoda, bo piosenka jest fajna a teledysk do niczego. Może to za sprawą debiutu, może chęć pokazania się w MTV - nie wiem. Mam nadzieję że już nie będę musiał więcej takich klipów oglądać. Sam osobiście mam z dwa pomysły na klip do tej piosenki i wydaje mi się, że każdy inny od obecenego był by lepszy.
Ocena: 4/10 (z czego ci, którym nie podoba się Dorota mogą sobie spokojnie odjąć 3 oczka - lepiej puścić sobie płytę i nie męczyć oczu skoro nie chce się na nią patrzeć; ci którzy są gotowi oświadczyć się jej w każdej chwili mogą ze 3 oczka dorzucić :)
PS. Autor tej recenzji jest NORMALNYM facetem, bez żadnych zaburzeń seksualnych. Po prostu oczekuję od teledysków czegoś innego niż można znaleźć w "różowych" programach emitowanych po godzinie dwudziestej czwartej.