TERAZ POLSKA!
Czyli to, co (polskie) tygrysy lubią najbardziej...
Że Polska jest krajem specyficznym, każdy wie. Fani w naszym kraju zaliczają się raczej do fanatyków, czego bynajmniej nie uważam za wadę. Ale bardziej ode mnie powinny cieszyć się z tego zespoły "faworyzowane" przez Polaków. Sympatię z naszej strony naprawdę trudno jest zdobyć, ale sztuka ta udała się już kilku formacjom wręcz wzorcowo. Jakim?
System Of A Down
Ormianom zaskarbienie sobie naszej sympatii przyszło chyba najboleśniej. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo zamiast tradycyjnie - chlebem i solą, grupa została przyjęta samym chlebem, wycelowanym dokładnie w Serja Tankiana. Działo się to w 1998 roku gdy zespół grał jako support przed Slayerem i nawet nie śnił o dzisiejszej popularności. Zostali wtedy solidnie wygwizdani, co, trudno się dziwić wpłynęło fatalnie na nasz wizerunek w ich oczach. Sami artyści uważają ten koncert za najgorszy w dotychczasowej karierze. Polska przekonała się do Systemu dopiero po pokazaniu się płyty Toxicity, która przeszła jak burza przez rockowe (i nie tylko) listy przebojów. Dziś przyjeżdżając do Polski Ormianie spełniliby najskrytsze marzenie wielu z nas. Mam nadzieję, że zrobią to przy okazji promocji następnej płyty.
Metallica
Tu zaczęło "iskrzyć" już za sprawą pierwszych krążków. Kill'em All, Ride The Lightning i Master Of Puppets zawładnęły młodymi ludźmi w równym stopniu jak wystraszyły ludzi starszych. Inna sprawa, że pomógł im ówczesny boom trashu. Jednak to Metallica zaznaczyła się w naszych umysłach najbardziej. Nietrudno zgadnąć, że stało się tak w dużej mierze ze względu na koncerty grane przez grupę w Polsce na których chłopcy sumiennie obopólną sympatię pielęgnowali. W rozmowie z zespołem można wyczuć ogromne oddanie i szacunek dla naszych fanów.
Iron Maiden
Druga maskotka Polskich metalurgów. Co tu dużo pisać, znów liczne koncerty w naszym kraju, oraz zamiłowanie Polaków do metalu daje o sobie znać. Choć sam niezbyt lubię ten zespół to faktu ogólnej przychylności dla "Żelaznej Dziewicy" nie da się podważyć. Najwięcej czarnych koszulek widzę właśnie z nadrukiem Iron Maiden oraz sympatyczną, przekiczowatą buźką Eda.
Tool
Ha, popularność tej formacji zaiste dowodzi dobremu gustowi oraz inteligencji muzycznej naszych słuchaczy. Daleko Tool'owi może do popularności poprzedników, niemniej jednak grupa posiada u nas wierne i oddane grono fanów. Ich płyty sprzedają się u nas dobrze, a koncert ściągnął więcej ludzi, niż grający w tym samym czasie o niebo bardziej "masowy" Sting! Ci którzy na nim byli z pewnością nie żałują. Okazuje się, że tak naprawdę Polska bogata jest w ogromną liczbę fanów muzyki ambitniejszej, bardziej eksperymentalnej. To powód do dumy dla nas, jak i dla zespołu, który odpłaca nam dużą (jak na siebie) wylewnością w wywiadach dla naszych rodzimych czasopism. A trzeba wam wiedzieć, że grupa słynie na świecie z niezwykłej niechęci do wszelakich mediów i dziennikarzy.
Pearl Jam
Mam wrażenie, że w tym wypadku wzajemne przywiązanie z roku na rok słabnie, jednak mimo wszystko grupa w dalszym ciągu ma w naszym kraju dużego plusa. Wszystko to dzięki płycie Ten, która zaczarowała w swoim czasie cały naród. Późniejsze płyty choć przyjmowane bardzo dobrze nie powtórzyły sukcesu debiutanckiego krążka. Pearl Jam, jak i większość poprzedników, przypunktował naszej publiczności również podczas koncertów. Zwłaszcza te z 15 i 16 czerwca 2000 roku w Katowicach, z których zresztą zespół zrobił koncertówki. Nie było mnie tam, co prawda, ale podobno atmosfera była iście magiczna.
Nirvana
Dokładnie odwrotnie niż z Pearl Jam było z Nirvaną. Nigdy nie gościli w Polsce, a ich popularność, choć duża, nie mogła równać się z popularnością Eddiego i spółki. Sytuacja odwróciła się dopiero po śmierci Kurta. Od tamtej pory mit rockowego męczennika zaczął działać, a osoba i muzyka Cobaina fascynuje i inspiruje całe hordy nastolatków. Grupa choć nie istnieje jest wręcz czczona przez masę osób. I bardzo dobrze, Kurtowi się to należy.
Rage Against The Machine
Druga formacja w zestawieniu już nieistniejąca. Pobyt w Polsce skwitowali stwierdzeniem, że nigdy go nie zapomną. My ich też nie... Popularności grupy w naszym kraju doszukiwałbym się przede wszystkim w ich politycznym zaangażowaniu. Walka była w postkomunistycznej Polsce czymś pożądanym, bo przywodzącym dumę, że nam się już udało. A, że Rage był zgoła lewicowy to już nieważne, bo chodziło o sam fakt. Fakt boju o sprawiedliwość. Drugim czynnikiem mógł być też nieśmiały rozwój skateboardingu i innych spraw związanych z kulturą hip-hopową. Bo Zack przecież rapował, prawda. Ale patrząc na to dziś, zastanawia mnie jeden problem. Mianowicie mała popularność Audioslave. A może tylko mi się zdaje?
Red Hot Chilli Peppers
Popularność tej grupy trudno mi jest przeanalizować, ale, że jest wielka każdy widzi. Zespół wygrywa wszelakie plebiscyty, a jego płyty sprzedają się doskonale. Może Polakom imponuje ich luz, humor i bezpośredniość? Nie odpowiem na to pytanie - nie potrafię.
Więcej zespołów nie przychodzi mi już do głowy i nie sądzę, że kogoś pominąłem. Bo kogo? U2, Depeche Mode, Guns'n Roses? Dwa pierwsze zespoły mają co prawda wielu oddanych fanów, ale to już chyba nie to. A Guns'n Roses chyba większość z nas bardziej irytuje swym lenistwem i wyraźnym brakiem szacunku dla fanów, niż fascynuje muzyką. No, więc mamy osiem szczęśliwych bandów i osiem grup ich fanów. Dużo to, czy nie dużo - nie mnie osądzać. Wszak nie ilość ważna, a jakość. A ona: "dobra bo polska".
Na zakończenie dopada mnie jeszcze jedna refleksja. Czy przypadkiem nad Polską wiernością nie dominuje nasza druga zbiorcza cecha - nieufność? Czy przypadkiem nie przeszkadza nam ona w poznawaniu nowych, młodych zespołów z całego świata? Czy nie ona kazała nam wygwizdać i zrazić do siebie System Of A Down? Choć to już temat na inną okazję, pozostawiam wam te pytania pod rozwagę.