|
Możliwe, że wiesz, czytelniku, że fanem twórczości Kazimierza Staszewskiego jestem. Wiedz jednak, że fascynacja owa zapoczątkowana została całkiem nie tak dawno. Dotychczas znałem jednak twórczość pana Kazimierza bardzo wyrywkowo -tyle, co single usłyszane w radiu oraz pliki mp3, które znajdywałem u różnych kolegów czy innych osobników. Nadszedł jednak moment, w którym postanowiłem poznać twórczość Kazika trochę dokładniej. Rozpocząłem więc czynność kompletowania dyskografii lidera Kultu. Wiem, że jest to praktycznie niemożliwe, jako że pierwszych dwóch solowych płyt Kazika w sprzedaży normalnej się nie uświadczy, ale spróbować zawsze można. Pierwszym krokiem jaki poczyniłem ku poznaniu twórczości Kazika było zakupienie płyty ostatnio wydanej, której nazwa brzmi: "Piosenki Toma Waitsa".
Płytę ową przed zakupem przesłuchałem kilkukrotnie, jako że możliwość taką udostępnił mi pewien znany hipermarket umieszczając płytę wśród tych, które można odsłuchiwać na "słupach ze słuchawkami". Przy każdej wizycie w owym przybytku handlu przyswajałem sobie coraz bardziej ową płytę i w pewnym momencie zapragnąłem ją mieć. Wysupłałem więc z ograniczonych mych funduszy złotych 36 i groszy 95 i po lekcjach w szkole mej ukochanej wyruszyłem na wycieczkę do hipermarketu. Nie będę tu dalej opisywał procesu kupna owej płyty, powiem jedynie o pierwszej reakcji mej rodzicielki na wieść o zakupieniu nośnika Audio. Marudziła ona bowiem, że niby "pijacką muzykę" kupiłem, że pieniądze w błoto, że ona by za takie coś pieniędzy nie dała. Na szczęście po pewnym czasie przekonała się do płyty, czemu się absolutnie nie dziwię.
Kiedy wstęp mamy już za sobą, rozpocznijmy właściwą część recenzji. Pierwsza sprawa -okładka. Utrzymana w odcieniach szarości buduje klimat odpowiedni dla tej muzyki, choć okładki płyty "Melodie Kurta Weilla..." była chyba lepsza... Kolejną sprawą jest książeczka. Utrzymana w świetnej szacie graficznej (brawa dla mojego imiennika -Jarosława Chyry! nie po raz pierwszy potwierdziło się, że Jarki to zdolne chopoki...), kolorystycznie nawiązuje do okładki, zawiera wszystkie 18 tekstów oraz trochę dodatkowych informacji. Ogólnie za oprawę płyty należy się plus. Mam jednak jedno "ale". Może dotyczy to tylko mnie, ale książeczka była źle pocięta, przez to w niektórych miejscach kończyła się za wcześnie, w niektórych miejscach tekst jest ucięty. To nie powinno się zdarzać przy profesjonalnych produktach! Ale to i tak niewielki problem, wszak książeczka jest tylko dodatkiem do płyty.
A jej zawartość jest doprawdy wyborna. Płyta zawiera 19 utworów, w tym jeden z nich się powtarza, ale o tym za chwilę. Płyta jest niesamowicie równa -nie ma tu słabych momentów, nie ma też jednak jakiegoś hitu, który zdobywałby pierwsze miejsca na listach przebojów. A może to i dobrze... Przedstawmy więc po kolei utwory z płyty:
1. Czekając na wczoraj -9/10 -utwór bardzo dobry muzycznie, posiada też świetny tekst, ciężko jest coś o nim napisać...
2. Cmentarna polka -8/10 -utwór opowiada o różnych przedstawicielach jednej rodziny. Utwór bardzo zabawny, najlepsze są gadki "dziadka" który w tle śpiewa, pokrzykuje, coś gada przekomicznym głosem. Utwór rozpoczyna się "dziadowym" "Kapela! Gramy!" i jest całkiem fajny. Może muzycznie nie powala, oparty jest głównie na bębnach, ale dziadek naprawdę to rekompensuje.
3. No, klaszcz! -8/10 -piosenka bardzo zakręcona, bardzo ważną w nim, jak i na całej płycie, rolę odgrywają dęciaki.
4. Deszczowe psy I -nie oceniam tej piosenki, gdyż jest to tylko połowa utworu, przerwana przez realizatora nagrań (czy jak się ta osoba nazywa), który pokazuje Kazikowi, jak ten ma śpiewać, ogólnie traktować toto należy jako pewien żart ze strony autorów.
5. Deszczowe psy II -9/10 -to pełna wersja piosenki numer 4. Bardzo lubię ten utwór, jest trochę zakręcony i bardzo rytmiczny.
6. Bóg wyjechał w interesach -8/10 -utwór bardzo dziwny. Co prawda w porównaniu z wersją Waitsa to i tak pikuś... Jest bardzo szarpany, nie ma jakiejś melodii, opiera się na perkusji i jakichś dziwnych odgłosach w tle. Ogólnie do tego utworu przekonywałem się dość długo, ale po wielokrotnym wysłuchaniu zaczyna się podobać.
7. ODejdę, gdy zapieje kur -7/10 -ciężko jest mi coś powiedzieć o tym utworze. Ot, dobra, przeciętna piosenka. Przy czym przeciętna dla tego albumu to naprawdę wysoki poziom i pewnie w innym towarzystwie nota byłaby wyższa.
8. Tuż za oknem mym -10/10 -ten utwór jest po prostu świetny. Wprowadza przyjemną, sielankową atmosferę i pozwala się odprężyć. Bardzo dobry jest też tekst, który pokazuje, że w każdym miejscu na świecie problemy są takie same. Jeśli mogę mieć jakieś zastrzeżenia, to tylko co do długości -partie instrumentalne, bez wokalu, na początku i końcu piosenki są trochę za długie jak na mój gust.
9. Underground -9/10 -i znów bardzo dobry kawałek, o którym ciężko coś napisać. Ja najbardziej lubię w tym utworze moment, w którym na pierwszy plan wysuwa się fortepian. Od jakiegoś czasu (od usłyszenia "Krutkiego kazania...") jestem wielkim fanem Grudy grającego na tym instrumencie.
10. W brzuchu wieloryba -8/10 -tu z kolei pochwalić muszę tekst, który jest wprost genialny. Muzycznie też fajne, ale bez błysku.
11. Część, której masz już dość -11/10 -poza skalą! Przebłysk geniuszu, wykonanie lepsze niż oryginał. Kazik nie jest ponoć zadowolony z tej piosenki, ale wybitnie nie ma racji. Piosenka niebywale smutna, zaśpiewana (?) pełnym emocji, rozedrganym głosem. Poza tym efektu dopełniają skrzypienia w tle. Najlepiej słuchać tego na słuchawkach, bo słychać wtedy wszystko, co usłyszeć należy.
12. Rybi puzon -10/10 -i znowu arcydzieło. Tekst jest po prostu genialny, także i w tym utworze towarzyszy nam smutny nastrój, mimo to piosenka się nie nudzi.
13. Bourbon mnie wypełnia -8/10 -po dwóch tak wspaniałych utworach ciężko jest się pokazać, ale i ten utwór jest dobry. Trochę zakręcony, poza tym świetne są tu trąbki.
14. W głębokim dole -6/10 -chyba najsłabsza pozycja albumu. Po prostu nudzi. Choć tekst naprawdę dobry.
15. Niewinna, kiedy śpi -7/10 -zaśpiewana przez kilku wokalistów, inaczej niż na singlu, przez co jest godna uwagi. Kazik śpiewa tu trochę rubasznym głosem, co bardzo mi się podoba.
16. W koloseum świata -9/10 -tu z kolei padam na kolana przed tekstem. Może muzycznie nie jest to arcydzieło (ale rytm ma świetny) to tekst rekompensuje to w pełni.
17. Telefon z Istambułu -8/10 -utwór zakręcony zarówno tekstowo, jak i muzycznie. Są momenty, w których urywane są końcówki wyrazów. Nie wiem, czy jest to pomysł Kazika czy też tak zrobiono również w oryginale. Tak czy siak, dobry pomysł.
18. Singapur -8/10 -utwór nie wybija się na tle innych, choć tekstowo jest bardzo fajny, bardzo ciekawy jest też sposób śpiewania przez Kazika.
19. Rozpacz płynie rzeką poprzez świat -9/10 -rozpoczyna się toto jakimiś kakofonicznymi dźwiękami, później Kazik śpiewa, jakby się dusił, ale może dlatego tak lubię ten utwór? No i tekst...
Ocena ogólna: 9/10
Dałbym 10, ale nie są to autorskie kompozycje, musiałem więc ocenę obniżyć.
Plusy:
+bardzo równa, brak słabych punktów
+teksty
+książeczka i okładka
+Kazik po raz kolejny przedstawia wysoką muzyczną półkę w sposób przystępny
Minusy:
-momentami nużąca
-brak jednego wielkiego przeboju
-nie są to kompozycje autorskie
-problem z książeczką i jej pocięciem
Patrząc na te minusy, to muszę powiedzieć jedno: czepiam się.
Zachęcam wszystkich do kupienia płyty "Piosenki Toma Waitsa" nie jest to jednak płyta na jedno przesłuchanie -po kilku pierwszych przesłuchaniach byłem nią trochę rozczarowany. Za to później oczarowuje zupełnie.
Kefir
Wszystkie błędy, tak stylistyczne, jak i merytoryczne są zamierzone, za wyjątkiem tych, które nie są zamierzone.
Tekst pisany w dniu 07.12.2003r. |