|
Rolling Stones - Forty Licks |
|
Zakres składanki obejmuje nagrania z lat 1962-2002 i aż trudno uwierzyć, że zespół w tak długim czasie zdołał powstrzymać się od znaczących zmian stylistycznych (owszem - grupie zdarzały się wycieczki w różne muzyczne rejony, ale były one krótkotrwałe), jednocześnie nie brzmieć po prostu zamierzchle. Jak widać cyfrowy remastering potrafi zdziałać cuda. Płyta pierwsza obejmuje materiał z lat sześćdziesiątych, z czasów kiedy zespół stawiał pierwsze kroki na scenie, a w prasie był lansowany jako przeciwieństwo The Beatles. Każda z tych piosenek zapiera dech w piersiach, słuchanie ich jest niesamowitym przeżyciem, słychać wyraźnie różne oblicza grupy: bluesowe korzenie, młodzieńcza werwa, wreszcie wycieczki w rejony psychodelii. Nie ma sensu rozpisywać się o każdym utworze z osobna, ponieważ niektóre kawałki, jak np. "(I Can't Get No) Satisfaction" zna niemalże każdy. Druga płyta to wybrane nagrania z trzech późniejszych dekad. Zespół nie był już w tym czasie tak aktywny jak w latach 60, po końcu epoki dzieci - kwiatów i idealistycznych haseł funkcjonował raczej na zasadzie pamiątki z burzliwej epoki. Mamy jednak na otwarcie drugiej płyty "Start Me Up" z 1981 roku, drugi najbardziej zapisany w świadomości słuchaczy przebój, którego aż wstyd nie znać. Z żalem musze przyznać, że wielu utworów z drugiej płyty nie zdołałem sobie przyswoić. Dla mnie niepodzielnie królują utwory Stonesów z lat sześćdziesiątych. Nowsze utwory są niekiedy bardzo wtórne, nudne po prostu. Obiektywnie trzeba przyznać, że lata 1971 - 1989 nie były zbyt dobre dla rozwoju grupy. Trudno było Stonesom zyskać wtedy coś, co by się naprawde przebiło (wyjątkiem jest wspomniany "Start Me Up"). Żyli w ciągłym narkotycznym odurzeniu i od czasu do czasu wydawali mierne płyty. Dopiero 1989 przyniósł Steel Wheels i - w pewnym sensie - "uzdrowienie" grupy. Kawałki z ostatnich lat jak "You Got Me Rocking" czy "Anybody Seen My Baby" są natomiast o wiele bardziej urozmaicone, bardziej na czasie po prostu. Wsłuchiwałem sie w nie z prawdziwą przyjemnością, brzmią one jak przypomnienie sobie o swojej energii na stare lata. Nie archiwalne nagrania a cztery całkowicie nowe piosenki stanowią o charakterze tego albumu. "Don't Stop", "Keys To Your Love", "Stealing My Heart" i "Losing My Touch" zostały skomponowane specjalnie na tę płytę i każdy z nich dostarczy sporo frajdy fanom Jaggera i spółki. Piosenki te zostały tak nagrane i wkomponowane między stare nagrania, że nie odstają od - ogranych przecież - klasyków. Co więcej, ma się wrażenie, że nowy materiał jest w istocie fragmentem jakiejś nieistniejącej płyty Stonesów. Jak się okazuje, to jest po części prawda, z wywiadu z Charlie Wattsem dowiedziałem się, że pierwotnie zostało skomponowanych aż 25 nowych piosenek, z których ostatecznie wybrano cztery. A trzeba przyznać, że "Don't Stop" i reszta, rozbudziły bardzo mój apetyt. Nowe piosenki są przednie i po odsłuchaniu ich pozostaje ochota na więcej, tym bardziej, że ostatni studyjny album weteranów został wydany w zamierzchłym 1997 roku. Brakuje na rynku takiej muzyki: prostej, ale jednocześnie wyrazistej, trafiającej w samo sedno, a nowe kawałki mimo aranżacji zdecydowanie staromodnych brzmią po prostu świeżo. Równie ważna jak sama płyta był powrót Rolling Stones na sceny. W ramach trwającej niemal rok trasy koncertowej zwiedzili kawał świata, wszędzie mimo podeszłego wieku zapełniając największe stadiony. Nie pojawili się w Polsce jak kilka lat temu (Polska to jednak pod względem koncertów zadupie; kapele takiego formatu pojawiają się u nas raz na 10 lat, a sąsiednie Niemcy goszczą u siebie sławy raz na tydzień). Najbliżej nas pojawili się w Pradze w sierpniu. Niektórych fakt ten może troszkę irytować, że nie u nas, ale cóż - takie życie. Podsumowując, trudno ocenić mi jednoznacznie tę płytę. Nie jest ona szczególnie nowatorska a sam pomysł kompilacji był zapewne obliczony na maksymalny zysk przy minimalnym wysiłku i trochę mi to przeszkadza. Rolling Stones żyją przeszłością i zdają się ignorować fakt, że wciąż mają wiele do powiedzenia. Dlatego postanowiłem nie stawiać oceny. Sama muzyka jest w gruncie rzeczy ponadczasowa. |
| Ocena
--/10
(C) Choke |