Z cyklu Winix prezentuje...
PINK FLOYD - "ANIMALS"

--------------------------------------------------

  

Pigs on the Wing 1  
Dogs  
Learning to Fly  
Pigs (Three Different Ones)  
Sheep  
Pigs on the Wing 2  


(Waters)
(Waters/Gilmour)
(Gilmour/Moore/Ezrin/Carin)
(Waters)
(Waters)
(Waters)


Ano, witam zebraną publiczność. W dzisiejszym odcinku postaram się zapoznać was z albumem "Animals" Floyd'ów wydanym 4 lutego 1977 roku. Anglicy wydali płytę która dla mnie jest czymś wielkim, jest to jedna z moich ulubionych pozycji tego zespołu. Słuchając piosenek w nim zawartych od razu czuje się lepiej, są one bowiem przyjemne dla ucha i ogólnie wprawiają w przyjemny nastrój.

ANIMALS mówi o polityce i mediach które beztrosko władają życiem najzwyklejszych ludzi. Zostało to przedstawione na przykładnie zwierząt, czyli teksty piosenek są swoistą metaforą do prawdziwego życia. Z resztą co tam przesłanie, najważniejsza jest melodia, a z tym to akurat Pink Floyd to nigdy problemów nie miał. Otrzymaliśmy trzy utwory "Dogs", "Pigs" (podzieloną na trzy części - jeśli można tak powiedzieć) i "Sheep". Każda z piosenek jest rozbudowana do potęgi.

Każdy kto choć trochę zna bądź interesuje się gitarą powinien posłuchać "Animals", Gilmour bowiem ze swoim sprzętem czyni tu cuda. Jestem zachwycony tym co potrafił i nadal potrafi, zdecydowanie zaliczam go do czołówki najwybitniejszych gitarzystów. Podobnie jest z perkusją Mansona, gość wypracował sobie taki styl gry, że tylko pozazdrościć. Specyficznego klimaciku dodają również klawisze Wrighta. Ale tego wszystkiego nie było by bez świetnych tekstów Watersa. Co do wokalu, naprawdę nie mam zielonego pojęcia kiedy śpiewa Waters, a kiedy Gilmour, powiem wam tylko tyle, że do tej części również nie mam zastrzeżeń, powiem nawet więcej... jest świetnie!

Płyta co prawda nie zyskała tak wielkiego rozgłosu jak "The Dark Side of The Moon" (1973), "Wish You Were Here" (1975) czy "The Wall" (1979), a powód jest tego jakże banalny. "Animals" został wydany w czasie gdy na sceny pełną parą wszedł punk rock. No cóż, jak pech to pech. Płyta nie zyskała jakiegoś większego rozgłosu, ale ja siedzę przed klawiaturą i się nad nią podniecam... heh... jednak ktoś ją docenił :) Powiem wam, że nie jestem odosobnionym przypadkiem "Jest nas wielu" jakby powiedział to czarny charakter z gry "Shadowman". Co tu dużo gadać, płyta to czysty geniusz i jest jedną z najlepszych w dyskografii Pink Floyd.

Na okładce płyty którą z resztą macie na górze jest latająca świnia między kominami elektrowni, taka właśnie świnia była wykorzystywana na koncertach. Po prostu "latała" - jak to robią zwykle latające świnie - nad publicznością. Jest to jeden z kultowych rekwizytów pochodzących z koncertów muzycznych.

Nie będę się rozpisywał na temat utworów zawartych na płycie bowiem każdy jest rewelacyjny i żaden nie wybija się jakoś tak by było to widoczne. Cała płyta trwa ponad 40 minut, a każda piosenka jest długa i co najważniejsze nie nudzi się. Trochę tu denerwuje takie zwolnienie tępa w środku utworu, na początku myślałem, że to po prostu piosenka się kończy, a tu dupa... znów się zaczyna. Nie przeszkadza to jednak na jakąś większą skalę. Nawet niektóre "dziwne" urozmaicenia nie psują efektu końcowego, wręcz przeciwnie, one dodają jeszcze czegoś ciekawego i fajnego. Po raz kolejny powtórzę: "W muzyce Pink Floyd nie ma niepotrzebnego dźwięku", a ten album jest doskonałym tego przykładem.

Krótko podsumowując. Dzieło wybitne, acz nie najlepsze w dyskografii Pink Floydów (tak na 3/4 miejscu). Tak się zastanawiam na czym polega genialność Floydów? Dlaczego ich płyty są takie... wspaniałe? Prawdę mówiąc nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie... są po prostu rzeczy na tym świecie których wytłumaczyć się nie da...

10/10

--------------------------------------------------


Winix
< winix@wp.pl >
< www.am-gry.prv.pl >
[GG: 3191726]


PS. Przepraszam za recenzję "The Wall" z tamtego numeru ;)