GRIND MANIFESTO
Lublin, 25.09.2003 r.
Nigdy nie miałem wcześniej okazji być na prawdziwym undergroundowym kocercie doświadczonych zespołów. Taka możliwość nastąpiła 25.09.2003 roku w moim mieście co sie zowie Koźli Gród, czyli Lublin. Był to koncert grind core'owy i choć to nie moja muzyka to uważam, że warto na coś takiego chodzić.
Organizacja typowo undergrounowa: z 5 kapel które miały zagrać przyjechały 2. Dziwne nie? Koncert który miał się zacząć o 18.00 został przesunięty na 19.30. O 19.45 organizator szuka po lublinie pieców i mikrofonów. Tragedia. Miejsce: lewy klub w piwnicy kamienicy na starówce, gdzie nikt nic nie widział oprócz tych co stali w drzwiach. Cena biletów obniżona co się chwali, bo w końcu produkt niepowównywalnie mniejszy. Przejdźmy jednak do meritum.
Skład początkowo był taki: amerykański Catheter oraz polskie Antigama, Third Dergee, Pignation, Rzeźnia. Zagrały tylko Antigama i Third Degree. Zagrały świetnie, choć niewątpliwie brzmienie było do dupy. W przypadku Antigamy, która grała pierwsza było jeszcze w porządku, choć gitary i bas były słabo słyszalne. Przy drugim zespole niestety wogle nie słyszałem obu wokali- tak obu, co pewnie musiało fajnie brzmieć.
Antigama zagrała około 30 minutowy set w tym covery: świetny Siekiery (zimnofalowego zespołu z Puław) oraz bodajże Mortician. Ten 4-osobowy skład zrobił genialny hałas. Szczególne wrażenie zrobili na mnie woklista, który skrzeczał wyśmienicie i perkusista, wymiatający lepiej niż stado ultraszybkich drummerów death metalowych. Szkoda, że tak krótko zagrali, publika chciała więcej. Third Degree również zagrali ekstremalnie szybki, krótki set, również zarali cowery, wszystko fajnie tylko, że nie słychać było wokali co bardzo okaleczyło utwory. Równie dobry perkusista, może jeszcze szybszy, ale mniej efektowny.
Podsumowując bardzo dobry koncert, można chodzić na takie dla samych perkusitów ;). Bardzo energiczne świetnie nadają się do pomachania głową jak ktoś lubli. Mimo problemów organizacyjnych ten gig dostaje znak jakości P.