|
Slayer - God Hates Us All |
|
A na płycie dzieje się sporo. Pierwszym utworem jest niespełna półtoraminutowy "Darkness Of Christ". Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest bardzo przekonywujący, podczas słuchania ciarki mogą przebiegnąć po plecach. Z jednej strony mamy tu szybkie granie wzorowane na starych nagraniach zespołu, z drugiej zniekształcone brzmienie całości, a nad całością górują posępne głosy i, jakby urywki rozmów. Brzmi to jak zwiastun nadciągającej zagłady. "Disciple" był dla mnie lekkim zaskoczeniem. Utwór jest podzielony na trzy części: chaotyczny, podbity partiami podwójnej stopy początek, środek który jest jednym z najostrzejszych, najbardziej agresywnych fragmentów płyty i bardzo wolne zakończenie, które brzmi jak chwila na odsapnięcie. Slayer nie nagrywał wcześniej kompozycji o takiej strukturze. Utwór jest po prostu wyśmienity, niesamowite wrażenie robi Tom Araya, który wypluwa z siebie jedną zwrotkę za drugą. "Disciple" mogę słuchać godzinami, tylko szkoda, że jest taki krótki. W dalszej części szczególne wrażenie zrobił na mnie króciutki "Threshold". Powolny, ale szaleńczy kawałek z riffem, który się kręci w kółko jest jednym z moich ulubionych, a w czasie ostatnich tras Slayera był regularnie grany na koncertach. Ważnym utworem z tej płyty był też powoli kroczący "Bloodline", utwór wyróżniający się od reszty specyficznym naładowaniem emocji - brzmi to jak cisza przed burzą. O innych utworach mogę śmiało powiedziec, że każdy jest po prostu niesamowity (wiem, że to trywialne), i mimo, że każdy utwór ma swój odrębny charakter, płyta tworzy zwartą całość. Nad płytą unosi się coś jakby widmo, wypracowany na albumie niepokojący mrok naprawdę zrobił na mnie osłupiające wrażenie. Zakończenie przerosło jednak moje oczekiwania. Kończący płytę "Payback" jest niczym cios w szczękę. Pamiętam ogromne wrażenie, jakie na mnie wywołał. "Payback" jest dla mnie najlepszym możliwym zwieńczeniem, jakie sobie tylko można wyobrazić. Z jednej strony nawiązuje do "Dittohead", a z drugiej brzmi jak ujście całej nagatywnej energii, jaka tylko mogła zostać nagromadzona przez Slayera. Nie wiem dlaczego, ale ilość "złych" emocji, jakie czuję w tym kawałku jest po prostu porażająca. Wiem, że można zarzucić mi skrajny subiektywizm, płyta wywołała niemałe kontrowersje (Slayerowi zarzucano ciągoty w stronę nu-metalu i Slipknota), ale ta płyta ma dla mnie naprawdę szczególne znaczenie. Pomijając apokaliptyczny klimat była to pierwsza płyta Slayera jaką kupiłem "na bieżąco", podczas premiery i jedna z pierwszych takich płyt, na które wyczekiwałem w ogóle. Slayer po dziś dzień robi na mnie ogromne wrażenie jako kapeli, która mimo, że się zmienia z biegiem lat wciąż zachowuje swój kręgosłup (jak wiemy, ta sztuka się nie udała Metallice) i która rozwija swój styl. Była to chyba pierwsza płyta, która udowodniła mi, że ostre i ciężkie to nie znaczy szybkie, i że poprzez dodanie kontrastów typu nieszablonowe tempa, eksperymentalne rozwiązania można uwypuklić najostrzejsze fragmenty, które zyskują na wyrazistości. God Hates Us All słucham zresztą czasami do dziś. Jest to jedna z tych płyt, które mi się nigdy nie znudziły i w które mogę się zagłębiać bez końca. |
| Ocena
10/10
(C) Choke |