NILE
"Amongst Catacombs of Nephren-ka"


HAAAAAAAhhAAAAAAA! To znowu ja! Znienawidzony przez "fanuf" COB i innych paru spedalonych gości wracam JA, wielki, niepokonany Imperator!

No dobra, dość tego samogwałtu, czas przejść to sedna, czyli recki. Jak pewnie wielu z was wie (lub nie wie) Amongst Catacombs of Nephren-ka jest debiutem jednej z obecnie najlepszych kapel death metalowych na świecie. Panowie ci pochodzą z USA jakby kto nie wiedział. Nile zbudował swój sukces głównie dzięki połączeniu świetnego, brutalnego death metalu z różnymi egipskimi dodatkami (samplami, instrumentami, melodiami itd.) Prawda, że orginalne? Niewiele jest kapel grających krzyżówkę death z egipskim folkiem.

To tyle o zespole, a teraz przejdźmy do płyty. Jak już wspomniałem muza na niej jest bardzo brutalna, ale w pewnych momentach posiada świetne, melodyjne solówki. Płytę otwiera utwór "Smashing the Antiu", który wita nas na sam początek ostrym napierdalaniem bez żadnych wstępów. Nie jest zbyt orginalny, ale pozwala wczuć się w klimat płyty. Jednak im dalej będziemy słuchać płyty tym więcej spotka nas sampli i tym podobnych. Najlepszy kawałek na płycie to wg mnie "Ramses Bringer of War" w początku którego gra taka muzyka, że czujemy się jakbyśmy byli w środku marszu egipskiej armii. Ale po tym klimatycznym wstępie następuje już brutalne napierdalanie w ich stylu. Póżniej następuje trochę wolniejszy, podnioślejszy "Stones of Sorrow" ze świetną solówą w środku. Po tych dwóch genialnych piosenkach, kiedy się wydaje, że już nic bardziej genialnego być nie może to... jednak może. To coś to "Die Rache Krieg Lied der Assyriche", utwór bez gitar same wokale i klawsisze, ale jakie! Słyszymy wokalistę wykrzykującego jakieś słowa a w tle akompaniujący mu chór i klawisze. Do prawdy, toż to jest prawdziwa egipska pieśń wojenna! Następnym wartym opisania utworem jest utwór "Beneath Eternal Oceans of Sand", na początku którego mamy piękne akustyczne granie, które za chwilę przerodzi się w co? Tak, tak dobrze myślicie. Powiem jeszcze tylko, że ten akustyk też wyrąbisty klimat i znowu czujemy się jak byśmy byli na pustyni.

Nile udało się zrobić coś nieprawdopodobnego, udało im się zmieszać niesamowicie brutalny death metal z wspaniałym egipskim klimatem. Słuchając tej płyty przenosimy się w czasie o kilka tysięcy lat wstecz do starożytnego Egpiptu.

Wyszkolenie techniczne zespołu nie budzi zastrzerzeń. Zarówno wokali gitary są bardzo dobre. Ale perkusja, to już jest po prostu zaje*** genialna. Perkusista osiąga niesamowite prędkości i na pewno należy do światowej czołówki.

Ocena: 10/10


© Imperator <imperator1@o2.pl>
np. Arka Noego "Nie lękaj się"