Iron Maiden – Dance Of Death

Na tą płytę trzeba było czekać 3 lata! Szczerze mówię „warto było!”. Co prawda od początku miałem małe obawy, związane raczej z mało ważnymi sprawami jak najgorsza w historii zespołu okładka, kiczowaty teledysk. Jednak wszystkie obawy minęły już po kilku przesłuchaniach. Album zaczyna się od szybkiego singla Wildest Dreams. Jest on poprawny, jednak poza świetnym zwolnieniem w solówce Adriana się nie wyróżnia. Tekst utworu mówi, że powinniśmy dążyć do spełnienia naszych najskrytszych marzeń  („Niech się spełni mój najskrytszy sen!”). Następnym utworem jest również szybki Rainmaker. Moim zdaniem jest on lepszy od utworu promującego album. Już pierwszy gitarowy riff potrafi powalić na kolana. Trzecia piosenka No More Lies przypomina nieco swoją budowa utwory z The X Factor. Najpierw powolny wstęp, a chwilę później piosenka nagle „rozkręca się”. No More Lies pokazuje po co w zespole jest trzech gitarzystów. Każdy ma w nim swoją solówkę. Kolejny godny uwagi utwór (w zasadzie też kolejny utwór) to Montsegur, który opowiada o średniowiecznej cytadeli. W utworze zwraca szczególną uwagę świetnie wyśpiewany refren. Następnie mamy do czynienia z piosenką tytułową. Dance Macabre jest bardzo charakterystycznym utworem, co ciekawe nie ma on refrenu! Ma za to po raz kolejny trzy solówki. Kolejnym ciekawym utworem to New Frontier, będący piosenką-protestem przeciw klonowaniu („Bawiąc się w Boga bez miłosierdzia, bez strachu. Tworząc bestię, człowieka bez duszy”).  Paschendale – kolejny utwór uważany jest przez wielu za najlepszy na tej płycie. Jest to kolejny długi utwór charakterystyczny dla basisty i lidera Iron Maiden – Steve’a Harrisa. Jest to godny następca takich piosenek jak The Rime Of The Accient Mariner czy The Clansman. Słuchając tego utworu można odnieść wrażenie, że jest się na polu walki, w pewnym momencie wydaje się, że nad nami w powietrzu latają pociski artylerii, a do tego jeszcze ten świetny pacyfistyczny tekst („Dom daleko. Od wojny - szansa na dalsze życie. Dom daleko. Ale wojna - bez szans na dalsze życie”). Klimat tego utworu jest potęgowany przez orkiestrę symfoniczną, która także nagrała swoje partie do innych utworów. Na końcu albumu zaprezentowany jest dosyć ciekawy utwór – Journeyman. Jest to pierwszy akustyczny utwór w historii zespołu.

Ogólnie płyta Dance Of Death jest bardzo dobra. Ciężko jest porównać ją z którąś z poprzednich. Określenie jej jako Brave New World z lepiej wykorzystanymi trzema gitarami oraz orkiestrą symfoniczną może byłoby trafione, ale DoD to coś więcej. Co prawda jest to dla mnie płyta gorsza niż poprzednie dzieło Ironów, ale Harris i spółka poszli do przodu pod względem muzycznym. Pokazali, że mimo tego, że grają z sobą już ponad 20 lat to potrafią się rozwijać, zachowując przy tym swój własny, opracowany już dawno temu styl. Każdy kto lubi gitarowe granie, nagłe zmiany tempa, świetny wokal, ciekawe teksty powiniene sięgnąć po ten album. Teraz pozostaje już wszystkim czekać na koncert we Wrocławiu.

Ocena: 10/10

The LasT Child | snick@muzyka-am.prv.pl | GG: 3702202 | www.HTFfan.prv.pl