| Grenjar - Svart Sammensvergelse |
Kolejna średnia kapela z Norwegii, próbująca wskrzesić ducha „starych czasów” – pomyślałem kiedy w moje ręce wpadł „Svart Sammensvergelse”, pod którym to podpisał się Grenjar. Muzycy Grenjar jak widzę szczególnym uwielbieniem darzą kapele typu Darkthrone, (której ja osobiście nienawidzę, za żenująco niskich lotów poglądy oraz wciskanie ludziom od lat tego samego produktu, ze zmienioną okładką tylko) czy Frost. A zatem – surowizna, satanizm i postawa jak najbardziej true (tutaj rzecz jasna pojawiła się szczypta ironii). Surowizna raczej jak mniemam z powodów finansowych aniżeli rzeczywistego zaangażowana ideologicznego, jednakże to akurat jest zrozumiałe, wszak nie wymaga się od podziemnego zespołu nagrywania płyt w Abyss Studio chociażby. A poglądy? Norwegia to bardzo liberalny kraj i każdy ma prawo być głupi. Coż – z reguły kapelki tego typu doprowadzały mnie jedynie do parkosyzmów śmiechu, ale postanowiłem dać Grenjar szanse, zapomnieć na chwilkę o poglądach (poglądy zostawmy dla nekro nastolatków) i jak dla mnie sztucznej postawie i zapodać sobie materiał zatytułowany „Svart Sammensvergelse” wydany przez duńskie Nordstorm Productions.
Stwierdzić muszę na początek, że jestem mile rozczarowany. Co prawda nigdy nie zwykłem skreślać dokonań jakiegoś bandu li tylko ze względu na poglądy czy image (jak to się często zdarza nekro nastolatkom i innym przedstawicielom „płycizn intelektualnych” metalowego światka, często zapominającym, że to muzyka jest najważniejsza, a nie chore ideologie), jednakże do twórczości Grenjar podchodziłem dość sceptycznie, co okazało się podejściem błędnym, bo ta muzyka najzwyczajniej w świecie mi się podoba! Jest to jak można było wywnioskować z moich wywodów, black metal w najczystszej formie – bez klawiszy czy innych tego typu ubarwień, utrzymany w średnich tempach. Nie ma zatem mowy o zapieprzaniu i blastach w stylu Marduk czy Gorgorth. Czasem szkoda, że muzycy Grenjar nie decydują się porządnie przypieprzyć i robi się trochę nudno, co jest winą także niezbyt skomplikowanej struktury poszczególnych utworów. Tym bardziej, że numery (cztery na płycie) są bardzo długie, trwają nawet po 10 minut i czasem naprawdę ma się wielką ochotę ziewnąć, także ze względu na pewne podobieństwo poszczególnych kompozycji, bo jakby nie patrzeć muzycy Grenjar nie są mistrzami wymyślaniu jakiś szczególnie „zagęszczonych” i wirtuozerskich riffów. Od czasu do czasu trafi się jednakże jakiś fajny motyw gitarowy (chociażby w końcówce „Hinsides er All Visdom Forsvun”). Paradoksalnie jednak takie męczenie jednego riffu w kółko przez parę minut ma swój urok! Brzmienie nie należy niestety do najlepszych; czasem perkusja bardziej przypomina walenie ołówkami w ceratę, a wokal chowa się gdzieś za pozostałymi instrumentami. Oczywiście, co dla mnie jest wadą dla innych będzie zaletą; nie brakuje wszakże ludzi, którzy wśród trzasków, pierdów i pojękiwań właściwych, co najwyżej winylowi, a nie CD, odnajdują istotę szatana, a nienajlepsze brzmienie jest dla nich wyznacznikiem kultu, (że przypomnę choćby idiotyzmy typu Darkthrone czy Burzum, których fenomen jest dla mnie niezrozumiały. Z drugiej strony powiadają jednak, że te kapele szanuje się bardziej ze względu na poglądy aniżeli muzę, co również jest dla mnie niezrozumiałe ze względu na niewątpliwy debilizm przekonań tychże.). Ale zostawmy dziecinne przekonania siedemnasto- i osiemnastolatków, którzy metalu zaczęli słuchać, co najwyżej pięć lat temu i sklećmy małe podsumowanie.
Myliłem się troszkę w mej ocenie i Grenjar ma jednak coś do powiedzenia, mimo zupełnego braku oryginalności i nadmiaru głupoty. Dla człowieka takiego jak ja, który co prawda woli bardziej intensywne doznania w stylu Marduk, Dark Funeral, Myrkskog czy Legion, „Svart Sammensvergelse” jest zaledwie (?) dobrym albumem, ale jeśli czas zatrzymał się dla was w 1993/94 roku i tniecie się przy produkcjach Burzum będzie to płytka niemal wymarzona, doprowadzająca prawie że do spultania co mroczniejszych i bardziej true fanów (znowu ta ironia:). Nie ma tutaj jakiś szczególnie skomplikowanych riffow, nie ma rozmachu kompozycyjnego, wszystko jest wręcz ascetyczne, surowe i brzmiące co najwyżej średnio. Granie takie jednak ma swój urok i może się podobać, dlatego sądzę, że z czystym sumieniem mogę polecić to wydawnictwo wszystkim fanom black metalu i chyba tylko im, jako że z racji pewnych niedoskonałości „Svart Sammensvergelse” nie ma raczej szans dotrzeć do zwolenników trochę innej muzy niż black metal. Nie zmienia to jednak faktu, że w swojej klasie jest to materiał ciekawy i wart posłuchania, stąd ocena całkiem wysoka jak na album tego typu.
Ocena - 8/10
Likurg
shagrath@go2.pl