|
Deicide - In Torment In Hell |
|
W zasadzie ciężko jest dodać cokolwiek więcej, jeśli cel wydania płyty każdy może sobie wywnioskować. Płyta jest po prostu zapchajdziurą, pustą, nieciekawą z której nuda i banał wylewa się całymi litrami. Całość brzmi tak sztucznie, że aż trudno uwierzyć, wokal jest chyba nagrany w studni, bo zamiast porządnego growlingu słyszymy niewyraźne mruczenie. O ile gitary brzmią w miarę selektywnie to dźwięk perkusji po prostu woła o pomstę do nieba. Tak pusto brzmiących i nudnych bębnów jeszcze nigdy nie słyszałem. Cała płyta brzmi jakby była składana z gotowych partii w programie na przykład: "Death Metal Music Maker 2.0" i to przy bardzo ubogim zestawie sampli. Autentyczności tu nie uświadczysz za grosz, Deicide gra po prostu na odwal się i to słychac w każdej sekundzie. To jest smutne, ale taka jest prawda, Glen Benton chwalił się w innym wywiadzie, że wydał na nagranie płyty tylko 5000$, toż to niemalże grosze :). Ale to chyba nie chodzi o to, kto nagra tańszą płytę tylko czy będzie się jej dało słuchać. A np. debiut Black Sabbath powstał swego czasu za 600 funtów, a dystansuje tę miernotę na całej linii. O poszczególnych utworach nie można również powiedzieć nic dobrego. Jest to chaotyczny zlepek nie pasujących do siebie riffów. Sama rozpiska jest z kolei schematyczna do bólu: intro, zwrotka, refren, zwrotka, refren i cześć. W kapeli punkowej to przejdzie ale tutaj po przesłuchaniu paru kawałków odpadają uszy. Tam gdzie się dało wciśnięto drętwe, nieciekawe blasty a tam gdzie nie dało kombinowano chyba tylko po to, żeby Glen udowodnił, że potrafi pisać wolne kawałki. Muzyka na tej płycie jest ZŁA, i to nie w sensie, że groźna i mroczna a w tym, że po prostu mierna. Wszystkie utwory są niemalże identyczne, tak nudne, że człowiek zaczyna się zastanawiać po co w ogóle nagrywać takie płyty. Do tego dodano takie patenty i rozwiązania, że podczas słuchania można niemalże pęknąć ze śmiechu (posłuchajcie choćby początek do "Let It Be Done"). Tym smutniejsze jest to, że Deicide podchodzi do swojej muzyki na sto procent poważnie, bez jakiegokolwiek dystansu. Trzeba naprawdę dużej cierpliwości i samozaparcia, żeby dotrwać do końca tej płyty z wytrwałą miną. Ostatnia jak dotąd płyta Deicide jest przykładem najczystszej kpiny ze słuchacza, Deathowe Disco Polo po prostu. Wywrzaskiwanie o szatanie dla 12 letnich dzieciaków stało się tutaj pokazane tak, że jest parodią samego siebie. Tej płyty nie ratuje naprawdę nic. Szczerze, odradzam ją każdemu. Powinni ją puszczać w Iraku jeńcom zamiast Metalliki. |
| Ocena
1/10
(C) Choke |