lista utworów
- 'Crown Of Horns'
- 'Slit Your Guts'
- 'Graves Of The Fathers'
- 'Dead And Dripping'
- 'Benedictine Convulsions'
- 'Phobophile'
- 'Lichmistress'
- 'Orgiastic Disembowelment'
|
"Drugi album Cryptopsy" - tak niniejszy tekst właściwie powinienem zakończyć bo każdy fan brutalnego rzezania w lot pojmie z jaką mocą ma do czynienia. Otóż tytuł ów to moim skromnym zdaniem jedno z najwspanialszych dokonań chlubnego gatunku jakim jest deathmetal. Kanadyjczycy mieli chyba trudne dzieciństwo, może ktośtam któregoś maltretował, może ktoś głaskał nożem lub uświadamiał nagrzaną lokówką, a może wsadzano młokosów do pieca, w każdym razie jedno jest pewne - żaden zdrowy psychicznie człek nie napisze takiej muzy. Co my tu mamy? Odpowiedź jest prosta - doskonały i chory w swej istocie owoc frustracji niewydarzonych psychopatów. Albumik ten to esencja brutalności i szybkości, to esencja metalowej siły, która w działaniu podobna jest do zmiatającej wszystko z powierzchni ziemi bomby jądrowej. Brzmienie obraca w pył, miażdży, poraża jak prąd z linii wysokiego napięcia. Nie ma mowy o jakiejkolwiek nudzie, przestojach, cackaniu, bezmyślności w tworzeniu poszczególnych kompozycji. Świetnie zagrane aranżacje, rozgniatające tempo i technika perkusisty, który mimo iż obciął włosy nie stracił nic ze swych umiejętności i maestrii toteż nadal grzeje z energią pieska naładowanego Pedigree-Pal, wymiatająca gra gitarowa, kapitalne oraz cholernie skomplikowane "odlatujące" sola i wypluwający coraz ze zdwojoną siłą growl Lorda Worma - tak to się wszystko prezentuje. Riffy świszczą tu jak cięcia wykwalifikowanego samuraja, bas niesamowicie dudni i co chwilę wygrywa bardzo ciekawe motywy a całość to fasada niskostrojonych dźwięków z pokręconą do granic możliwości rytmiką. Mija krótka chwila i już masz ochotę na żywiołowe machanie dyńką. Owa muza wciska w fotel, i to z takim impetem iż nie czuć okołosiedzeniowego zdrętwienia. Krążek ma wszelkie możliwe znamiona akustycznej masakry, ale maskary jak najbardziej inteligentnej, mającej gówno wspólnego z dokonaniami "gwiazd" pokroju pieprzonych sombreros z Disgorge, czy tanich ścierwotwórców z Origin.
Inna sprawa to spaczone do bólu przesłanie niniejszej muzyki. Powiem więcej - słuchając sobie Cryptopsy najdą cię zapewne głębokie myśli o doznaniach fizyczno-psychicznych jakiegoś grzesznego pedofila, który "siedzi" (oczywiście za niewinność) w zakładzie karnym, podczas gdy jego "koledzy" gaszą na nim niedopałki petów lub też przeżycia małego szczylka, którego tatuś nie mając dać mu co jeść, karmi go orzechowymi łupinami i zgniłą kapustą. Dlatego też w teksty Pana Robala lepiej nie wnikać bo choć są niesamowite to jednak ich sens i wymowa jawi mi się jako stek obrazoburczych i ziejących nienawiścią fraz, na które oburzyliby się nietylko księża, katechetki, Rodzina Radia Maryja czy wszelkie inne pedziowate stwory, ale też wszyscy, którzy przestrzegają choćby tak zwanego "prawa naturalnego". Na koniec mogę Wam, bracia ziomale nakazać iż jeżeli kiedyś ktoś zapyta Was jak ma grać zespół deathowy to bez wachania możecie mu odpowiedzieć - "Jak Cryptopsy."
np>> Parricide "Ill- Threat", Al Sirat "Signa Tempori"
Pozdrowienia dla Palownika oraz Roberta Gębali a.k.a. "Gęby".
OCENA: 10/10
|
| w skrócie: Smakuje jak niedosmażony, lekko nadgniły kawałek wołowego mięcha. Kto nie spróbuje niech potępion na wieki będzie bo nie wie co czyni. Albumik jest zdecydowanie szybszy i intensywniejszy od debiutu ("Blasphemy Made Flesh"). Skojarzenia z takim band'ami jak Gorguts, Suffocation, Deranged, Misery Index, Morbid Angel, czy nawet Napalm Death (za czasów "Utopia Banished") jak najbardziej trafne. Zresztą lepiej tej muzy z niczym nie kojarzyć bo to klasa sama w sobie, a o zespołach tej właśnie klasy co Cryptopsy, pewien znany filozof zwykł mawiać - "kult jak corne knieje." Ja się z tym zgadzam bo rzeczywiście kult, i to jak jasna cholera. |