<< Re: Wojna? Niech trwa! >>



Zawsze męczę was długimi wstępami więc dzisiaj, jako że mamy wakacje :), wstęp całkowicie sobie podaruję i od razu przejdę do polemiki.

Tekst by Pewien Gość - kursywą, w cudzysłowie, tym samym kolorem co w oryginale. Tekst by ja - standardowo, srebrną czcionką.

Światła! Kamera! Zaczynamy:


"(...)W każdym razie stereotyp arta w KM wygląda tak: albo ktoś objeżdża jakiś gatunek muzyki, albo jakiś pomylony zwolennik poprawności politycznej nawołuje o tolerancję."

Jako iż o tolerancję nawoływałem stałem się jednym z tych "pomylonych zwolenników poprawności politycznej" i tym chętniej postaram się Tobie, szanowny Gościu, dokopać. ;)

"Ci ostatni w szczególności budzą moje głębokie politowanie. Po cholerę nam ta tolerancja? Jeśli ktoś nie znosi danego gatunku muzycznego, to po co ma udawać, że go toleruje?"

Po cholerę nam tolerancja, pytasz? Dobre pytanie. Po cóż ludzie mają się ze sobą zgadzać i akceptować się nawzajem? Po co mają tolerować gusta innych osób, skoro powszechnie wiadomo, że to właśnie NASZE gusta są tymi właściwymi i tylko NASZA muzyka się liczy? Co nas obchodzą inni? Ma istnieć tylko to, co NAM się podoba, a to, co NAM się nie podoba trzeba zniszczyć!? Czy o to Ci chodzi, drogi Gościu?

"(...)Wyobraźcie sobie, jak wyglądałby KM, gdyby wypełniały go same pieśni pochwalne na temat poszczególnych zespołów. Dla mnie - wiocha."

Faktycznie, totalna wiocha. Na szczęście zawsze znajdzie się ktoś taki jak Ty, Gościu, który na dzień dobry poczęstuje czytelników kilkoma wyzwiskami i wprowadzi totalny chaos. Co my byśmy bez WAS zrobili? Sczeźli chyba.

"(...)Jeśli ktoś nie lubi, gdy jego ukochany gatunek miesza się z błotem (a większość ludziów tego nie lubi), to ma pełne prawo odpuścić sobie dalszą jego lekturę. A jeśli ten ktoś jednak czyta i piana mu wstępuje na otwór gębowy, to powinien się leczyć, a nie uczyć innych tolerancji. Bo piana chyba niewiele ma z tolerancją wspólnego, przynajmniej tak mi się wydaje."

Źle Ci się wydaje. Tolerowanie czyichś gustów to jedno, a bezczynne spoglądanie na licz ukochanego zespołu, czy też gatunku muzycznego to już coś zupełnie innego. Potrafię akceptować to, że ktoś słucha hip-hopu, ale w chwili gdy on zaczyna moją muzykę atakować nie pozostanę obojętny i nie nadstawię też drugiego policzka. Przejdę do obrony. Tolerancja nie może być bezgraniczna. Winna się kończyć tam, gdzie może nam ona zaszkodzić. Nie możesz akceptować tego, że ktoś napluł ci w twarz lub zasypuje cię ciosami. Tylko wariat lub masochista byłby tolerancyjny wobec takich przypadków.

"Każdy, kto choć trochę się ceni, nie boi się negatywnych opinii o tym, czego nie lubi."

Ba, ten, kto nawet trochę się nie ceni, też nie boi się negatywnych opinii o tym, czego nie lubi. :) Ja nie lubię hip-hopu i nie boję się negatywnych opinii o nim. Nie obrażę się o to, że ktoś zbluzgał Britney Spears czy Robbiego Williamsa, bo też ich nie lubię. Jeżeli czegoś nie lubię, to zazwyczaj nie boję się, że ktoś wyrazi na ten temat swoją negatywną opinię, prawda? :D

Dobra, rozumiem, że wkradł Ci się mały babol w postaci jednego "nie" na końcu i że zupełnie zmieniło to treść zdania. Ale mam dzisiaj podły humorek i lubię się czepiać. :)

"Zbytnia tolerancja świadczy o kompleksie niższości, zahukaniu i omamieniu przez to, co mówią inni."

Serio? Ja zawsze byłem zdania, że tolerancja świadczy o niezwykłej empatii. Zawsze myślałem, że żeby być tolerancyjnym trzeba umieć postawić się w sytuacji innych i rozumieć ich zachowania. Że trzeba pojąć, że nie jesteśmy pępkiem wszechświata, i że istnieją na tym świecie ludzie tacy jak my - mający własne systemy wartości, własne myśli i własne gusta, które winniśmy akceptować. Najwyraźniej się myliłem.

"Nie wiem, gdzie uczą takich postaw, może w "Bravo Girl"? Istota rozumna powinna czasem robić użytek z tego, co nosi na karku, a nie czytywać głupie pisemka i potulnie pozwalać im sobą sterować, jak baran prowadzony na rzeź."

Wyjątkowo z ostatnim zdaniem się zgadzam. Istota rozumna powinna od czasu do czasu zrobić coś, by zasłużyć na to dumne określenie. Powinna czasami pomyśleć. A myślenie rodzi wątpliwości - jeżeli Ty, Gościu, nawet cienia wątpliwości co do własnego zachowania nie masz, znaczy to, że coś mało się starasz by być godnym noszenia miana "istoty rozumnej".

"Trzeba mieć wyjątkowo niskie mniemanie o sobie, żeby mówić, że toleruje się np. hip-hop, podczas gdy tak naprawdę nienawidzi się tego pseudogatunku."

Nie rozumiem co niska samoocena ma wspólnego z tolerancją. A to, że ktoś nienawidzi hip-hopu nie zmusza go do chwycenia za miecz i ruszenia na krucjatę. Może on równie dobrze powiedzieć: "Nienawidzę tego gatunku muzyki, jednak wiem, że jest wielu, którzy go słuchają i uwielbiają. Nie rozumiem ich, ale nie przeszkadza mi to. A jeżeli mi to nie przeszkadza, to po jaką cholerę mam niszczyć i bluzgać na coś, co dla licznych osób jest pasją, a mi żadnej poważnej szkody nie wyrządza?" - i wtedy stanie się człowiekiem tolerancyjnym. Takie to trudne? Można czegoś nienawidzić i jednocześnie to tolerować - nie ma w tym żadnej sprzeczności.

"Jeśli masz jakieś przekonania, na przykład że hip-hop to dno, a dopiero rock jest prawdziwą muzyką, to powinieneś być w 100% pewnym tych przekonań i dumnym z ich głoszenia. Przecież to twoje własne poglądy!"

To, iż dana osoba będzie miała własne poglądy nie oznacza wcale, że poglądy te będą słuszne. Wyobraź sobie jakiegoś nieuka ze wsi, do której nie dotarła nasza wspaniała cywilizacja. Nieuk ten może dumnie głosić, że wywnioskował iż Ziemia jest płaska. Będzie to jak najbardziej jego własne przekonanie, a on sam wierzył w to będzie w stu procentach. Czy jego pogląd będzie właściwy? Raczej nie. I dlatego bardzo ważnym czynnikiem przy tworzeniu poglądów jest wiedza. Jeżeli ktoś gówno wie na temat hip-hopu i nie czuje tego gatunku tak, jak czują go jego fani to nie powinien głosić, że jest to dno.
Dla jednych hip-hop jest najwspanialszy, dla innych zaś rock, jeszcze inni uznają tylko metal... Najważniejsze jest to, że w pewnym sensie wszyscy tutaj mają rację. Jako, że wszystko jest względne, nie da się tak jednoznacznie powiedzieć co jest dobre, a co złe. Wszystko zależy od punktu widzenia.

"Powiedzmy sobie szczerze, że z tą szeroko pojętą tolerancją nie chodzi o żadne szczytne idee. Jest to po prostu zwykłe tchórzostwo. Kto uważa się za tolerancyjnego, po prostu boi się wypowiadać negatywnie o innych zespołach, żeby przypadkiem nie narazić się ich sympatykom."

Doprawdy, rozbawił mnie ten argument nieludzko. Czego niby mamy się bać? Większość piszących teksty działa incognito, a ksywka niedość, że niewiele mówi o autorze, to w każdej chwili można ją zmienić. Zastanawiam się jednak nad jednym - czy równie otwarcie namawiałbyś do nietolerancji i rzucał wyzwiskami gdybyś musiał podpisać się pod tym własnym nazwiskiem, i czy byłbyś zdolny do czegoś takiego w rzeczywistości, twarzą w twarz? Nie sądzę.

Poza tym, nawoływanie do rozejmu jest tchórzostwem??? No patrzcie, kolejnej ciekawej rzeczy się dzisiaj nauczyłem.

"(...)Zresztą czy różnica zdań na temat muzyki i nawet wzajemne obrzucanie się wyzwiskami przez zwolenników różnych kapel prowadzi do katastrofy ogólnoświatowej?"

Nie, o ile na samych wyzwiskach się kończy. Jest to jednak rzadkością, gdyż zazwyczaj najpierw lecą bluzgi, a później mocniejsze, dobitne argumenty. Nikt nie chce pozostać dłużny i odpłaca drugiemu z nawiązką. Już nieraz miałem okazję się o tym przekonać. Co prawda z katastrofą ogólnoświatową niewiele ma to wspólnego.

Na dodatek obrzucanie się wyzwiskami niezbyt dobrze świadczy o inteligencji i wiedzy takich osób. Wiadomo - tam gdzie kończą się argumenty zaczynają się bluzgi. A jak ktoś sypie samymi bluzgami żadnych dobrych argumentów nie podając, znaczy, że niewiele ma w tym swoim zakutym łbie. Bluzgać potrafią nawet dzieci w przedszkolu - i to w jaki sposób one to robią! Sam kiedyś aż się zarumieniłem słuchając, jak kilkuletni podrostek sypie przekleństwami, których nie powstydziłby się krasnoludzki szewc.

"Tylko kibole tak "na poważnie" tłuką się z miłośnikami innych drużyn."

Nie tylko. Gdy spotkają się dwie spore grupy fanów całkiem odmiennych zespołów ciężko przewidzieć do czego między nimi dojdzie, nawet jeśli ci nie mieli wobec siebie wrogich zamiarów. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak nieobliczalnie zachowują się ludzie w tłumie. Wystarczy tylko jeden niewielki impuls, by wywołać totalny chaos. Tłumu nie da się potem zahamować.

"(...)Można by się jeszcze przyczepić, że teksty obficie nasączone jadem nawet jeśli nikomu nie przeszkadzają, to są zbędnym dodatkiem, który tylko zajmuje cenne kilobajty Kącika. Jednakże moim skromnym zdankiem to właśnie dzięki tego typu twórczości KM trzyma się kupy, że się tak niezgrabnie wyrażę. Jak już wspomniałem, wypełnianie całego Kącika wazeliną to byłaby mogiła dla tegoż."

Jasne, jak tylko Hex narzeka na brak tekstów to zaraz ukazuje się art podobny Twojemu, Gościu, który wywołuje całą lawinę polemik. To, że te próby polemiki są zazwyczaj nędzne (wystarczy spojrzeć na ten art - samokrytyka rulez!:)) już znaczenia nie ma, prawda? Byleby tylko zapchać miejsce kolejnymi bluzgami do bluzgów, które są odpowiedzią na bluzgi zbluzganego autora. Po co mają się ukazywać biografie zespołów i ciekawostki na ich temat skoro możemy rozpocząć gównianą wojnę i zasypać tonami łajna wszystko i wszystkich? Piszących nigdy nie zabraknie (vide ten art), gdyż każdy urażony będzie chciał dorzucić coś od siebie.

I kto tu mówi o zapełnianiu całego KM wazeliną? Można przecież pisać w normalny sposób - bez wazeliniarstwa i bez nadmiernej agresji. Można pisać RZETELNIE. Ale kto by tam czytał takie nudne teksty, prawda? Kącik Muzyczny zaraz by się rozpadł, gdyby znajdowały się w nim jedynie "suche" informacje. Jak dobrze, że jest tyle osób, które chętnie wylewają tutaj swoją żółć. Jakże oni są niezbędni do dalszego działania KM. I jakże pożądani!

"(...)Tak więc: niech wojny muzyczne trwają sobie, bardziej lub mniej spokojnie, po wieki wieków!"

Wojny i tak trwać będą. Taka już ludzka natura. Ktoś powiedział kiedyś: "Wojny wybuchają po to, byśmy docenić mogli pokój"(*). Nic dodać, nic ująć.

"(...)Muzyka, jak sama nazwa zresztą wskazuje, polega na graniu i śpiewaniu."

Hmm... Errr... Yyyy... Tak, oczywiście: dwa hamburgery i brzytwę poproszę - tyle samo w tym zdaniu sensu co w Twojej sentencji. Sama nazwa wskazuje? Gdzie? Jak? Od kiedy? Może wspak?
Nijak nie potrafię się doszukać w słowie "muzyka" wskazówek na to, iż odnosi się ona do grania i śpiewania (pomijam już nawet fakt, że wszystkie nazwy są umowne). Z tego co pamiętam słowo "muzyka" wywodzi się z greckiego, ale raczej nie mówi ono o graniu i śpiewaniu. PRZYJĘTO iż tą nazwą będzie się określać sztukę tworzenia dźwięków, układania ich w jedną kompozycję. Nie ma tam słowa o śpiewaniu (o graniu w sumie też, gdyż dźwięki można wydobywać nawet "mięśniem stolcowym" a nie spotkałem nikogo, kto takie tworzenie dźwięków nazwałby graniem:)).
Dla Ciebie zatem, Gościu, twórczość Chopina czy Bacha nie jest muzyką (bo nie ma tam śpiewu)? Czymże zatem jest? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny, listopadowy poranek? Nie? To może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza?(**)

"(...) jeśli koleś, który za samą twarz powinien dostać dożywocie, próbuje się produkować na scenie, to pozostaje tylko zapytać: jak nisko ten świat upadł?"

Właśnie. Jak nisko ten świat upadł, skoro ludzi ocenia się już tylko podle ich wyglądu zewnętrznego? Jak nisko on upadł, skoro nie jest ważne to, co masz we łbie, tylko to, w co jesteś przyobleczony i jak prezentuje się twoja buźka? Kiedyś, w starych, dobrych czasach, zanim się kogoś oceniało wypadało wysłuchać co ów człek ma do powiedzenia i jakie są jego racje. Ale to, jak już wspomniałem, były stare, dobre czasy. Które najwidoczniej nie wrócą.

BTW: Osobiście znam wielu wykładowców uniwersyteckich, którzy wyglądają jak pospolici, nałogowi alkoholicy (czyt. żule). Znam też wielu gładkich, pięknych i modnie ubranych chłopaczków, którzy głowy używają co najwyżej do wbijania gwoździ (to była metafora - aczkolwiek niezbyt przesadzona). Pozory, jak widać, często mylą.

"(...)Tak się bowiem składa, że metal(...)nie przypomina mi w niczym odgłosu rzygania kozy bagiennej, czego uświadczyć możemy w przypadku Linkin Parków i innych badziewi."

Jeszcze nigdy nie słyszałem odgłosu rzygania kozy bagiennej, ale skoro porównujesz go z twórczością Linkin Park to musi on brzmieć iście imponująco. Może ktoś kiedyś zmobilizuje się do nagrania tego wspaniałego dźwięku - z chęcią kupię płytę. Strasznie utalentowana bestia z tej kozy.

"(...)Przeanalizowałem wnikliwie kilka popularnych piosenek i nic - jedyne przesłanie, jakie mi się nasunęło, to autoostrzeżenie o kiczu, tandecie i fajansiarstwie."

Tak to już jest, jak się nie zna języków. :) Tekst wpierw należało przetłumaczyć na polski, a dopiero potem doszukiwać się w nim przesłania. Inaczej nawet jednego sensownego zdania tam nie znajdziesz. :)
Ja natomiast nie natknąłem się w tych utworach na żadne autoostrzeżenie o kiczu, tandecie i fajansiarstwie, ale to pewnie dlatego, że nie potrafię wyciągać właściwych wniosków i dostrzec ukrytych znaczeń. Tak dobrze ukrytych, że nawet sami autorzy o nich nie wiedzieli. Ty, Gościu, to masz iście detektywistyczny talent.

"Każdy jeden kawałek takich Linkinów jest dziwnie podobny do drugiego, a teksty zajmują się sprawami oklepanymi i banałami."

Z pierwszym się zgadzam, z drugim po części też. Jednak miłość też jest tematem niezwykle oklepanym, ale jakoś nikomu nie przeszkadza to, że wiele zespołów to zagadnienie porusza. "Oklepany" nie znaczy "zły" - wszystko zależy od samego utworu.

"(...)Wszyscy słuchający tego czegoś robią to dlatego, że wszyscy ich koleżcy również słuchają."

Jest jeszcze grupa ludzi, która słucha tego, bo to LUBI. Ale kto by się tam nimi przejmował?

"(...)Ja MAM coś przeciwko hip-hopowi i nu-metalowi, UWAŻAM że wszyscy którzy tworzą te gatunki to pedały i złamasy, CHCĘ żeby fani tychże się na mnie obrażali. A upoważnia mnie do tego nasza Konstytucja."

Konstytucja, o ile mnie pamięć nie myli, mówi o wolności słowa, ale nie ma tam wpisu, który zezwalałby na publiczne i bezkarne znieważanie innych osób. Przynajmniej tak było kiedyś. Czyżby wprowadzono jakąś znaczącą poprawkę w tej kwestii?

"(...)Co więcej, nie będę ani odrobinę pogardzał takim kolesiem w worach - pod pewnym warunkiem. Mianowicie, jeśli tylko on i nikt inny będzie w takich szmatach chodził. W takim wypadku ubiór kolesia byłby całkowicie unikalny i można by go podpiąć pod ekstrawagancję czy też nieszkodliwe dziwactwo. Ale posiadaczy takich łachów namnożyło się ostatnio niczym niekastrowanych kundli, a zatem nie jest to już ekstrawagancja, lecz bezmyślne małpowanie zachowania innych. Małpowanie zaś, jak sama nazwa sugeruje, do cech pozytywnych się bynajmniej nie zalicza."

W ten sam sposób można by wyśmiewać szkotów i ich kilty, arabskie kobiety i ich czarne, szczelne odzienie. Można by się wyśmiewać z ludzi noszących niebieskie dżinsy, flanelowe koszule itp. itd. Ty w pewien sposób także małpujesz i nie wmawiaj mi, że ubierasz się tak, a nie inaczej z własnego widzimisię. Ubierasz się tak, bo podlegasz pewnym normom, kulturze, zwyczajom itp. Gdybyś tylko włożył do swojego ubrania trochę własnej inwencji, gdybyś tylko w wyraźny sposób się wyróżnił zostałbyś najpewniej wyśmiany przez ludzi na ulicy, wyglądałbyś jak błazen, odbiegałbyś od normy. Każdy z nas dokonując wyboru odzienia chociaż przez chwilę zastanawia się nad tym jak zareagują na to inni ludzie. Podlegamy normom. Wszyscy, bez wyjątków. Inną kwestią jest fakt, że sami częściowo możemy te normy kształtować.

Ale czy to źle, że ktoś chce się wyróżnić? Może nie każdemu pasuje taka normalność? Może taki osobnik nie chce być identyfikowany z całą masą, tylko chce należeć do mniejszości? Może nie odpowiada mu bycie szarym człowiekiem w szarym społeczeństwie?

Choć, prawdę mówiąc, zgadzam się z Tobą iż noszenie workowatych spodni stało się teraz niezwykle modne. Co drugi dzieciak w mieście idąc zamiata nogawkami ulice i tylko patrzeć jak zapląta się we własne szmaty, połamie kończyny i powybija zęby. Ale to ich problem. Ich wybór i życie. Nic Ci do tego.

"Nie cieszcie się, dumni metalowcy. Dokładnie takie samo zdanie mam bowiem o was. Te czarne stroje, kiczowate koszulki z ulubionymi zespołami, wisiorki w kształcie trupich czaszek i ekstremalnie niewygodne obuwie - to wszystko przyprawia mnie zawsze o wybuchy niekontrolowanej radości."

Po pierwsze, nie potrafię pojąć na czym polega kiczowatość koszulek z nazwami zespołów. W czym taka koszulka jest gorsza od koszulki z napisem "Adidas" czy "Big Star"? Jakością tkaniny? Kolorem? Bo nie jest "firmowa"? Bo nie trzeba było wydać na nią całej fortuny? A może to POZERSKIE, co? Mierzi Cię to, Gościu, że ulicą przechadza się metalowiec w koszulce jakiegoś zespołu oznajmiającej: "Tak, słucham tego i wcale się tego nie wstydzę"? Mierzi Cię, że łatwiej mu w ten sposób nawiązać kontakt z innymi, słuchającymi podobnej muzyki ludźmi?
Po drugie, z czego się nabijasz? Z tego, że ktoś ubiera się i wygląda inaczej niż Ty? Może to oni powinni się nabijać z Ciebie? Może to Twoje wartości, którymi się kierujesz przy dobieraniu ubrań są gówno warte? Może ta Twoja normalność wywołuje "wybuch niekontrolowanej radości" u innych? Nigdy się nad tym nie zastanawiałeś?

"Rozumiem, że chcecie być groźni, ale cosik wam nie wychodzi, bo wszyscy normalni obywatele się z tego nabijają. Chcecie imponować, ale jesteście pośmiewiskiem."

Metalowcy, jak i członkowie wszystkich innych subkultur młodzieżowych, ubierają się w specyficzny dla siebie sposób nie po to, by komuś imponować. Ubranie jest po części znakiem rozpoznawczym i świadectwem przynależności do grupy - stąd czasami te głupie kłótnie, że jeżeli ktoś nie ma na sobie czarnego odzienia i tony złomu nie może uchodzić za metalowca, a jeśli krok jego spodni nie sięga kostek to nie jest hip-hopowcem. O ile dobrze pamiętam to sam Hex miał z tego powodu niemiłe doświadczenia (bo słucha metalu a ubiera się zwyczajnie - Hex, popraw mnie jeżeli się mylę) i został przez jednego z prawdziwych metalowców (true, grim & necro) wyśmiany. Ubiór jest diablo ważny, ale, moim zdaniem, ważniejsze jest to co się ma w sercu i czy czujesz się do danej grupy przynależnym.

A tak na marginesie, to niewiele znam osób, które z metalowców by się wyśmiewały. Znacznie częściej słyszę u ludzi jęki strachu na widok długowłosych w glanach. Wyjątkiem jest lato i czterdziestostopniowe upały - wtedy zazwyczaj ludzie zaczynają metalom współczuć. :)

"Nic bowiem nie jest bardziej dziecinne od żałosnych prób udawania powagi."

Najprawdziwsza prawda. :) Choć lepiej i bardziej ogólnikowo brzmiałoby to: "Nic nie jest bardziej sztuczne od żałosnych prób udawania prawdziwości." - taką myśl można by wtedy oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. :) Dzięki za podsunięcie pomysłu na fajne hasło.

"Kreując się na strrrasznych facetów demaskujecie swoją słabość psychiczną, bezbronność i zagubienie. Ot co. Gdybyście naprawdę byli tacy, jak chcecie się pokazać, nie potrzebowalibyście wspomagania w postaci "przerażających" wisiorków i ciężkich butów."

Jeżeli wrażliwość określasz mianem słabości psychicznej, zamykanie się w sobie i umiejętność odpierania ataków - bezbronnością, a próby dociekania sensu życia i szukanie właściwej ścieżki - zagubieniem, to mogę się z Tobą zgodzić. Zresztą nie wszyscy metalowcy ubierają się tak, by kreować się na strasznych facetów (a co z dziewczynami? czy też kreują się na "straszne"?:)). W opisany przez Ciebie sposób postępują tylko pozerzy. Cała reszta robi to z przyjemności, bo tak chce, bo to ich kręci. Za "czarnością" kryje się bardzo często określona ideologia. Te wisiorki i ciężkie buty nie są zwykłymi wisiorkami i zwykłymi butami - są czymś więcej. Są zazwyczaj symbolami, których najwyraźniej nie potrafisz pojąć. Kiedyś też tego nie rozumiałem. Teraz rozumiem.

"(...)Tytułem podsumowania powtórzę jeszcze: na pohybel tolerancji,"

Zaufaj mi, nie chciałbyś żyć w świecie pozbawionym tolerancji. To byłoby istne piekło.

Zresztą, najłatwiej mówi się o rzeczach, o których pojęcia się nie ma i wnioskuję, że nie miałeś jeszcze okazji doświadczyć nietolerancyjności na swej własnej skórze. Gdybyś raz, czy drugi idąc ciemną uliczką natknął się na wyjątkowo nietolerancyjnych hip-hopowców, metalowców (itp.), zapewne zmieniłbyś zdanie. Chociaż, kto wie? Z Twej pewności siebie wynika, że prędzej dałbyś się ugotować we wrzącej smole niż zmieniłbyś poglądy. Są to w końcu jedyne słuszne poglądy, prawda?

"niech żyje szowinizm"

Czy Ty się dobrze czujesz? Nie masz przypadkiem gorączki? Czy słonko za mocno w wakacje Cię nie przypaliło? Pytam dlatego, że zaczynasz bredzić.

"i Iommi!"

Hę??? Czegoś tutaj nie rozumiem - wpierw oznajmiasz, iż jego postawa Ci imponuje, a później piszesz, że jest on pośmiewiskiem, słabym psychicznie, bezbronnym, zagubionym i "strasznym" facetem (tak wyraziłeś się o metalach, a +iommi+ bez wątpienia do nich należy). Imponują Ci zatem słabe psychicznie, bezbronne i zagubione osoby wystawiające się na pośmiewisko??? Hmmm... Interesujące. Bardzo interesujące. :)

"PS. I tak, jestem rasistą. Jestem też nikczemnym prowokatorem, narcystycznym egoistą oraz masochistą."

Pees całkowicie zbędny. Wystarczy spojrzeć na Twój art, by się o tym jaki jesteś przekonać. Wszystko się zgadza. Ogłosiłeś to jednak w taki sposób, jakby były to zalety. Rzeczywiście, masz się czym chwalić.

"I naprawdę pragnę przeczytać, jak się na mnie wkurzacie."

Wiem, Twój tekst był najzwyklejszą w świecie prowokacją, a ja, głupi, sprowokować się dałem. Zapewne nie jako jedyny. Czy to daje Ci powody do radości?

Niemniej jednak pozdrawiam i na przyszłość życzę Ci, Gościu, więcej szacunku dla innych ludzi. Może w późniejszych latach zaczniesz doceniać ich własne poglądy (i obalać je przy pomocy nie bluzgów, a wyważonych argumentów :)).


(*) - tak szczerze to nie pamiętam, żeby ktoś coś takiego powiedział. Bardzo prawdopodobne jest zatem, że cytowałem sam siebie. :)
(**) - cztery zdania żywcem zerżnięte z tomiku "Ostatnie Życzenie" A. Sapkowskiego. Wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać.


"Pomylony Zwolennik Poprawności Politycznej" - Kulturny << kulturny@interia.pl >>

PS. Z początku, Gościu, chciałem być dla Ciebie bardziej okrutny. Zmiękłem jednak po przeczytaniu Twoich artów w AM i troszkę złagodziłem polemikę. Po lekturze "Noża w plecach" tym bardziej jednak dziwi mnie Twoja postawa wobec innych gatunków muzyki. Bycie tolerancyjnym nie oznacza przecież godzenia się na wszystko wokół, tutaj nawołujemy JEDYNIE o tolerancję wobec gustów muzycznych. Czy to tak wiele?