HOT HOT HEAT
"Make Up The Breakdown"


Kiedy po raz pierwszy usłyszałem termin dance-punk złapałem się za głowę i dedukowałem czy to przypadkiem nie wyjątkowo podły żart. Szybko przekonałem się, że jednak nie, a w moje łapy wpadła debiutancka płyta Hot Hot Heat i historia poniekąd się powtórzyła.

Po pierwszym jej przesłuchaniu byłem wręcz zniesmaczony. Co to ma być? Do bólu przewidywalne melodyjki przyprawione wokalem a'la Robert Smith. Nie powróciłbym do niej już nigdy, gdyby nie entuzjazm branży i, bez wyjątku, dobre recenzje w najważniejszych europejskich czasopismach. Postanowiłem się zmusić do przesłuchania jej jeszcze raz. Pomyślałem wtedy, że faktycznie, może coś w tym jest i włączyłem "Make Up The Breakdown" jeszcze raz. Wtedy już nie myślałem, a kiedy w okolicach piątego numeru odzyskałem świadomość, z niemałym zaskoczeniem odkryłem, że pląsam po pokoju dziwacznie ruszając przy tym kuprem i innymi częściami swego ciała. Byłem w szoku.

W poprzednim akapicie właściwie odkryłem przed wami cały urok tej płyty. Po prostu zmusza ona do relaksu i tańca. Początkowy, pozorny infantylizm melodyjek staje się tu największym plusem.

Naprawdę nie ma najmniejszego sensu analizować utworów na płycie, bo do analizy mamy tu naprawdę niewiele. Lekkie gitarki, czasem słodziutko funk'ujące, równo wystukująca rytm perkusja i dyskotekowe klawisze, za które do tej pory zmieszałbym z błotem każdego. Ale teraz nie zrobię tego bo odkryłem dance-punk.

To samo można napisać o piosenkach, które są przeraźliwie przebojowe i w swej konwencji niezastąpione. "Bandages" walczyć może o tytuł singla roku, a myślę, że nie gorzej od niego poradziłyby sobie "No, Not, Now" czy "Talk To Me, Dance With Me". W sumie piosenki, choć niby takie podobne, zaskakują, każda czymś innym. A "In Cairo" to już nawet zbytnio do tańca się nie nadaje.

Teksty na płycie też wybitnie na dyskotekę nastawione. Ale to nie minus, bo raczej głupio byłoby pląsać przy zaangażowanych manifestach politycznych, czy lirykach dotykających kwestii egzystencjonalnych. A tak słuchamy: "You are my only girl, but you're not my owner girl" i wszyscy są zadowoleni. Może oprócz tamtej dziewczyny.

I nie próbujcie być cwani i dance-punku krytykować. Załamiecie się gdy po raz n-ty, próbując wytknąć płycie minusy, przyłapiecie się na ruszaniu bioderkami. Naprawdę słuchanie Hot Hot Heat, nie jest najmniejszą ujmą na honorze, nawet dla zaprawionego, w tak zwanych "trudnych płytach" słuchacza. Nie dajmy się ogłupić.

Fajna płyta. Trudno powiedzieć, czy przejdzie do klasyki punku tanecznego bo nurt ów dopiero raczkuje, myślę jednak, że ma na to spore szanse (posłuchajcie "Bandages"). Z całą odpowiedzialnością polecam. Siódemka uczciwie się należy. A co mi tam, nawet z plusem.

Ocena: +7/10
Wydawnictwo: Sub Pop
Rok wydania: 2003
Lista utworów:
01. Naked In The City Again
02. No, No, Now
03. Get In Or Get Out
04. Bandages
05. Oh, Goddamint
06. Aveda
07. This Town
08. Talk To Me, Dance With Me
09. Save Us S.O.S.
10. In Cairo

PS. Płyta jest niezbyt znana w naszym kraju. Może dlatego, że nikt jej u nas nie wydał? Wstyd. Ale natknąć się na nią możnabyło choćby w Trójkowyn Ekspresie więcjestem chyba usprawiedliwiony, co?


© Taywan <tajwan2@wp.pl>