Dave Gahan - 07.11.2003. Spodek, Katowice, PolskaWe always need you much more than you need us Upragniony 7 listopada zbliżał się bardzo powoli a pod czaszką coraz bardziej kołatało tylko jedno pragnienie, któro można przełożyć na jakże wymowne słowa: Zaczyna się czarna msza, może nie tak czarna jak przy Depeche Mode, ale w Dave'owym odcieniu czerni. Na środku delikatnie oświetlonej sceny pojawia się postać, odwrócona tyłem i zakryta płaszczem. Któż to może być? Tłum szaleje. Po chwili na scenę dość niespodziewanie wkracza mistrz ceremonii odziany w czarną kamizelkę i czarne spodnie - David Gahan i odsłania tajemniczą postać, którą okazuje się gitarzysta, Knox Chandler - dobry przyjaciel Dave'a. Jeszcze tylko zapłon w postaci dłoni Dave'a na pośladku Knoxa i wszystko rusza, niesamowita wrzawa. Pierwsze "Dirty sticky floors" i prosta, ale paraliżująca gra świateł, uderzających w refrenie w publiczność. Dave wykonuje niesamowite piruety ze statywem mikrofonu, które u normalnego człowieka zakończyły by się conajmniej niezłym kręceniem w głowie. Niesamowity widok. W trakcie kolejnych utworów, ku uciesze żeńskiej części publiczności Dave wchodzi w jeszcze bliższe kontakty ze statywem. Za chwi lę "Hidden houses" i powalające "Black and blue again" (Dave przygrywa na harmonijce ustnej) z wypełniającym powietrze echem. Rozpięcie kamizelki i otarcie głowy czarnym ręcznikiem. Chyba nikogo już nie trzeba namawiać do wyręczania Dave'a w refrenach i pomocy przy zwrotkach, zwłaszcza że mocnymi uderzeniami perkusji wchodzi "A question of time" z repertuaru Depeche Mode. To ruszyło wszystkich, którzy do tej pory mogli jeszcze usiedzieć. Po tym chwila wytchnienia przy dwóch kolejnych utworach z "Paper monsters": "Bitter apple" i "A little piecie", które otrzymały nieco więcej dynamizmu niż na płycie. "Bitter apple" z powodu awarii mikrofonu trzeba było rozpoczynać dwa razy, ale zabrzmiało ślicznie. Światła robią swoje, podobnie jak kręcenie tyłkiem przez Dave'a. Praktycznie od niechcenia włada ponad pięcioma tysiącami ludźmi. Przerażające i piękne. Po chwili coś nowszego z Depeche Mode: "Useless". Wszyscy na nogach z pieśnią na ustach. Tylko co oni zrobili z tą skowyczącą i konsającą solówką Martin'a?!? Ledwo się jej dosłyszałem! Od kolejnego utworu DM dzieliło jeszcze "I need you", taki niepozorny, ale robiący swoje utwór. "Walking in my shoes" nie potrzebuje żadnych słów. Gdyby zachowano monumentalną i potężną aranżację tego utworu z koncertów DM całkowicie zwaliło by z nóg, a tak tylko nieźle wgniotło w podłogę. Bluesowe "Bootle living" w doborowym towarzystwie (za chwilę hipnotyzujące "Personal Jesus") wypada nieco blado. Przez kolejne minuty nie ma chyba kogoś, kto nie ździerałby gardziołka krzycząc nieśmiertelne "reach out and touch faith!!". W trakcie utworu Dave ku radości i rytmicznym oklaskom tłumu wykonuje 'pajacyka', którym to zwykło się zamęczać dzieci na wychowaniu fizycznym w podstwówce. W międzyczasie ktoś traci przytomność, kogoś wyciągają z tłumu tuż pod sceną. Potem tylko wyciszone "Goodbye", Dave przedstawia zespół i mówi nam dobranoc, ale tylko na parę chwilek, w czasie których publiczność złożona z zagubionych duszyczek ja k i dusz doskonale wiedzących, dlaczego są czarne, próbuje złączyć siły we wspólny okrzyk, co deczko z początku nie wychodzi. Ale skutkuje: Dave wraca na bis. Jako pierwsze "Hold on" a potem dwie depesze: "I feel you" i "Never let me down", któro już ponad 15 lat jest niekwestionowanym koncertowym hymnem. Wszystkię ręce w górze kołyszą się w jednostajnym rytmie a Spodek wypełnia pulsujący refren. Światła pełzną po Davidzie jak i po publiczności, z którą wymienia pożegnalne machania dłonią. Koniec bisu. Koniec koncertu? Niektórzy już wychodzą. Tymczasem w ciemnościach na scenie daję się zauważyć ustawianie jakiś instrumentów. Po dłuższej chwili Dave i zespół powraca na niesamowity, akustyczny bis, podczas którego kamizelka opuszcza swojego nosiciela (to info dla żeńskiej części czytających)! Tym razem same utwory Depeche Mode: "Dream on", "Policy of truth" i "Enjoy the silence" z wplecionym fragmentem "Just can't get enough" i refrenem śpiewanym przez publiczność w nieskończo ność. Wszyscy zmęczeni dziękują sobie nawzajem: my Davewowi i On nam. I słowa, których na końcu nie mogło zabraknąć: "Goodnigh! See you next time!!". Koniec następuje tuż przed dwudziestą trzecią. Nie wierzę, że tam byłem ... Cztery godzinki spędzone w Mega Clubie dobrze nam zrobiły (pominę fakt, że większość tego czasu przeznaczyliśmy na mimowolne przysypianie), częściowo odzyskaliśmy czucie w konczynach (bo o powrocie zdolności rejestracji dźwięku o standardowych częstotliwościach nie było mowy). Na zlocie było dość ciekawie, puszczono parę utworów z wcześniejszych koncertów Dave'a. Niestety nagłośnienie było fatalne, a basy momentami zagłuszały całą resztę. Nie do końca poprawnie działał też "teledysk na żywo", ale to wynika z jego nazwy. Miło za to bardzo było przy "In your room". Ech, to było banalne, ale naprawdę niezłe (ucharakteryzowany na Dave'a z Sofad młodzinec przeżywający cierpeinia na tronie). To był smaczny deser, po magicznym głównym daniu. Końcem uczty była dwugodzinna podróż puściutkim pociągiem do Częstochowy. I przeżywanie wszystkiego na nowo i wreszcie uwierzenie, że to działo się naprawdę ... tracklista: 01. Dirty Sticky Floors 02. Hidden Houses 03. Black And Blue Again 04. A Question Of Time 05. Bitter Apple 06. A Little Piece 07. Useless 08. I Need You 09. Walking In My Shoes 10. Bottle Living 11. Personal Jesus 12. Goodbye bis #1 13. Hold On 14. I Feel You 15. Never Let Me Down Again bis #2, akustyczny 16. Dream On 17. Policy Of Truth 18. Enjoy The Silence+Just Can't Get Enough skład zespołu: Knox Chandler - gitara Victor Indrizzo - bębny Vincent Jones - klawisze Martyn Lenoble - bas ecnelis@op.pl R E K L A M A www.mizantropia.prv.pl - moja strona domowa |