STEPHEN KING - "Podpalaczka"
"...Pierwszy poczuł to technik. Grzał się w kombinezonie, pocił i
czuł niewygodnie, i najpierw myślał, że to po prostu to. Potem zobaczył, że fale alfa małej wyostrzyły się, co jest znakiem maksymalnej
koncentracji, a także oznaczeniem, jakie mózg nadaje wyobraźni. Uczucie ciepła zwiększyło się- i nagle chłopak poczuł strach...."
Fajny kawałeczek, nieprawdaż? Wybrałem go z książki specjalnie dla was, abyście mogli choć w części uzmysłowić sobie to co czułem, czytając
kolejną już książkę Mistrza grozy. Bo każda książka Kinga wzbudza we mnie to samo wewnętrzne ciepło, które to z kolejną stroną przybiera
i wciąż przybiera na sile i rośnie, aż osiąga moment szczytowy..... i wybucha!! Potem pozostaje
już tylko sama rozpacz i żal, który to wciąż przypomina mi o tych błogich dniach spędzonych z książką.
Ja natomiast po raz kolejny już wiem że one niestety nigdy nie powrócą, a tylko za sprawą kolejnej książki mistrza mogę doświadczyć tegoż
błogiego wszechogarniającego ciepełka. Hmmm.... czyżby kolejny intelektualny orgazm? :)
Zupełnie nie wiem czy coś jest ze mną nie tak, czy też może z moim punktem patrzenia na świat, lecz ja po prostu złego słowa na
książki imć Stefana nie umiem powiedzieć. Zawsze staram się podejść do
kolejnego dzieła Kinga z chłodnym, wyrafinowanym krytycyzmem..... Wmawiając sobie że tym razem, to nie będzie już to samo co zawsze, że
tym razem na pewno będzie inaczej, nieciekawie, nijako, paskudnie... Jednak choćbym nie wiem jak się starał, zawsze i tak jest tak samo!!
Tak, więc także i tym razem nie było inaczej, co więcej było po prostu niesamowicie.
Fabuła, jak to zwykle bywa u Kinga, jest prosta niczym kij od szczotki, jednak i tak ma w sobie to COŚ co, wręcz każe ci obrócić stronę, a potem
następną i kolejna i tak aż do samiutkiego końca. Jednym słowem, książka wciąga niesamowicie, choć w przypadku Kinga lepszym określeniem
byłoby chyba wssysa ;). Oczywiście całą historię można by ładnie i zgrabnie podciągnąć pod te
300 stron, jednak tzw. słowotok autora daje o sobie znać także i tu. Andy McGee jest najzwyklejszym jakich tysiące,
jeszcze jednym amerykańskim studentem. I wszystko było by jak najbardziej ładnie i pięknie gdyby nie to że pewnego razu nasz słodki Andy poddaje się
pewnemu eksperymentowi, który to jak się chyba już domyślacie zapewne zmienia
jego życie wręcz nie do poznania. Otóż od czasu wstrzyknięcia bohaterowi pewnego tajemniczego środka halucynogennego jego życie zamienia się w istny
koszmar. Andy zaczyna czytać w ludzkich myślach, co więcej może je nawet w naturalny sposób zmieniać! Jedynym szczęściem Andiego było, że podczas
eksperymentu poznaje swoją przyszłą żonę Vicky, która to z kolej potrafiła
przesuwać najrozmaitsze przedmioty.... Cóż za urocza parka, nieprawdaż?;). Owocem ich miłości jest natomiast Charlie,
dziewczynka obdarzona niesamowitymi
zdolnościami podpalania. Z początku jest nawet całkiem dobrze, Charlie, kierowana przez ojca, uczy się powoli lecz stopniowo, jak opanować swoje
niebezpieczne umiejętności, jednak mordercza, wrodzona, prawdziwa natura dziecka daje
niestety bardzo szybko o sobie znać. Natomiast sielankowe życie rodzinne zamienia się w wielką niekończącą się ucieczkę przed tajniakami,
federalnymi itd. ubiegającymi się o SWÓJ dawny twór.... I na tym może zakończę,
gdyż dalsze opowiadanie wam przedstawio- nej historii nie ma po prostu sensu, a i tak już chyba nieco za dużo powiedziałem :P. Mogę jedynie zapewnić,
że niezapomniane jedyne w swoim rodzaju, niesamowite wrażenia macie zapewnione
niczym w szwajcarskim banku.
Jeśli powiedziałbym, że 'Podpalaczka' to książka wybitna, wspaniała, cudowna etc.
To jeszcze jak podejrzewam i tak nie było by w 100% to, co chciałbym wyrazić, myśląc
o tej książce. Czyta sie ją po prostu świetnie! Cały pościg, ucieczka czy jak
to jeszcze byście chcieli tam sobie nazwać jest przedstawiony w ten niesamowity dla Kinga sposób, że czasami na czoło występuje autentyczny
pot! A wszystko to za sprawą znakomicie zbudowanego napięcia, które to z każdą kolejną
minutą daje nam do zrozumienia że sytuacja staje się coraz bardziej mroczna, a
kwestia kary tzn. groźby aż unosi sie w powietrzu. Czujecie...?? Z książki aż
bije strachem i to w najrozmaitszych postaciach. King w niesamowity, specjalny dla siebie sposób porusza nawet te najbardziej mroczne sfery życia doczesnego.
A opowiadana historia, choć na wskroś fantastyczna, wydaje się baaardzo realna.
To właśnie jeden z największych atutów Kinga, Stephen po prostu opowiada o tym,
co jest chyba każdemu z nas bardzo bliskie, co może się wydarzyć niemal wszędzie, i co może dotyczyć każdego z nas. Ja wprost uwielbiam Kinga za jego styl,
za to że jako jeden z niewielu autorów umie w mnie obudzić nawet te najbardziej
skryte i osobiste najdrobniejsze lęki. Jego Książki to istna..... poezja! Wydaje
mi się, że mógłbym nawet napisać osobnego arta, w którym to rozwodziłbym się
tylko nad wspaniałością pióra nie kwestiowanego mistrza horroru.
Podsumowanie tym razem będzie bardzo krótkie: co tam Koontz, co tam Lovercraft, co tam Mastertoon, KING i tak jest mistrzem i zawsze nim dla mnie będzie!!
mrc2oo2
mrc2001@xl.wp.pl