ALEKSANDER KAMIŃSKI - "Kamienie na szaniec"
Jesteś zadowolonym z siebie i dumnym harcerzem? Lubisz opowiastki o II Wojnie Światowej, ale podane bez specjalnego okrucieństwa i nadające się jako bajki na dobranoc dla grzecznych dzieci? Jeśli tak, przeczytaj tą książkę jak najszybciej.
A jeśli do tej niewątpliwie wąskiej (co nie znaczy, broń Boże, elitarnej) grupy nie należysz, to raczej nie, gdyż jeśli już poświęcać czas, to lepiej czemuś lepszemu. Bo choć (jak na lekturę)
"Kamienie na szaniec" czyta się w miarę przyjemnie i bezboleśnie, to wad jest w niej bez liku. Wymienić kilka? Proszę bardzo.
Po pierwsze i najważniejsze książka posiada bardzo mały bagaż emocjonalny. Tego nie mogę zrozumieć. Nie jest chyba czymś specjalnie trudnym wtłoczyć jakieś uczucia w książkę, której akcja dzieje się w czasie wojny. Przecież nic bardziej niż wojna, nie budzi smutku. Nic bardziej nie daje do myślenia nad granicą ludzkiego okrucieństwa, lub - z drugiej strony - odwagi i heroizmu w obronie własnej, swoich bliskich lub tego co się kocha naprawdę. Tu jednak nie. I nic nie daje fakt, że powieść pisana jest w oparciu o autentyczne wydarzenia. Są one moim zdaniem pokazane zbyt ogólnie, nie zważając na losy i uczucia jednostki.
Głównie dlatego, że Aleksander Kamiński to po prostu żaden pisarz. To raczej kronikarz harcerski. W takim właśnie klimacie utrzymana jest akcja. Zero emocji, tylko fakty i duma przepełniająca każdą stronę od góry do dołu. Duma Polskości. Nie mam nic przeciw patriotyzmowi, pod warunkiem, że jest on ukazany wręcz fanatycznie i niezdrowo. Tak jak tu.
Że nie ma tu refleksji i miejsca na nie to raz. Ale tu nie ma nawet trzymającej w napięciu akcji. Nie ma ciekawych dialogów. I co najważniejsze, nie ma za grosz realizmu. Postacie zwracają się do siebie jak sztuczna inteligencja. Tortury Niemców wygładzone tak, by można je było pokazać przed godziną dwudziestą drugą (najlepiej w Rozmowach w Toku). Nie dzieje się nic co w jakiś większy sposób absorbuje czytającego. Po prostu - kończysz czytać, odkładasz, zapominasz. I nic nie zostaje...
Podsumowanie? Książka słaba, a co najwyżej przeciętna. Nie polecam gorąco.
Taywan
tajwan2@wp.pl