Numer 39, Luty 2004, Cena: Bezcen, www.am-gry.prv.pl

Wstępniak Demo-Testy   OR   Recenzje Gadanie  Kąciki   TNT   Listy  Redakcja Prenumerata Współpraca
Sammy Suricate

military

  W całej masie nieznanych gier, wydawanych na cover cd różnych "pism"*, znajdzie się zawsze coś za niecałe 5 złotych, co można kupić czteroletniemu bratankowi w prezencie. Zwykle oczekujemy, iż gra taka będzie prosta, przyjemna i krótka - co by się berbeć nie przemęczył, a zwłaszcza, co by NAS nie przemęczył. Powyższe kryteria miała spełniać gra Sammy Suricate, której egzemplarze zalegały półki kiosku bezruchu....

  Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy po uruchomieniu podmiotu recenzji, była naturalnie grafika - tak koszmarna, brzydka, ohydna i odrzucająca jak tylko można sobie wyobrazić. To, co - pożal się Boże - "dzieje" się na ekranie, wygląda jak pierwsza próba zrobienia gry w trójwymiarze. Model postaci, którą sterujemy - surykatki Sammy'ego - nie dość, że prosty, brzydki, słabiutko animowany, to na dodatek jest częściowym plagiatem postaci Crasha Bandicoota i jednego z bohaterów kreskówki "Timon i Pumbaa" (tak, zgadliście - surykatki!). Otoczenie nie prezentuje się lepiej. Powiedzmy sobie szczerze - ono wygląda szkaradnie! Jakieś brzydkie, koloru chodnikowo-trawnikowych "min" tekstury pokrywają płaskie, kanciaste obiekty. Wszystko jest ponure, ciemne i bez wyrazu. Jak na grę dla dzieci, nie robi to pozytywnego wrażenia... A to wszystko można było zaobserwować jeszcze przed dotarciem do menu gry...

  Ono bowiem prezentuje się niczym tani zamtuz z peryferii dolnego Hongkongu. Różowo-niebieskie napisy i wirujące diamenty przypominają złote czasy C-64, lecz jest to ich marna karykatura. Samych opcji jest od groma - trening, dwa rodzaje gry właściwej, instrukcje i jakieś niepotrzebne nikomu głupoty, o których wspominać nie warto (nie, to nie jest nierzetelność recenzenta, ale zwykła reakcja na widok ekranu menu).

  Gra - skrótowo mówiąc - polega na tym, żeby podpierać zapałkami powieki i uważać, aby siedzący na kolanach bratanek nie nacisnął przypadkiem "power". To są jednak jej zasady przez pierwszych pięć minut, bowiem gdy szkrab zorientuje się, że w "Sammym" JEDNAK o coś chodzi i to "coś" bynajmniej proste nie jest, poprosi aby przejść wraz z nim pare etapów. Wtedy dobieramy się do klawiatury i...

  ...okazuje się, że nawet można w to pograć. Sterowanie surykatką jest wprawdzie ekstremalnie niewygodne i nieprecyzyjne, lecz kiedy je jako-tako opanować, zbieranie diamentów i uciekanie lwom staje się czymś całkiem przyjemnym. Co prawda do emocji serowanych w Medal of Honor tej grze trochę brakuje, lecz gdy się nie ma co się lubi...

  Nasze diamenty zbieramy jak w każdej platformówce. Ażeby otworzyć wyjście z planszy, potrzebna jest ich określona liczba. Każde wyjście jednak jest odgrodzone kilkoma parami wrót, które da się sforsować za pomocą kolorowych kryształów. Tkwi w tym także element edukacyjny - czasem trzeba połączyć dwa kolory, aby otworzyć dane drzwi. W osiągnięciu celu przeszkadzają nam głównie lwy, duże, szybkie i uzbrojone, które jakby nieco nie pasują do profilu bezstresowej gry dla dzieciaków... Co więcej, i dla starszego gracza ich pokonanie może być wyzwaniem - oręż Sammy'ego stanowią bowiem pszczoły, którymi ciska w oponentów. Ze względu na wspomniane nieprecyzyjne sterowanie, próba utrafienia kotka może napsuć sporo krwi...

  Istnieje alternatywny tryb gry, polegający na "rozwiązywaniu zagadek" - ale to zbyt szumna nazwa. Po prostu postawiono w nim na łączenie kolorków zamiast na uciekanie przed wrogami.

  Grywalność tego tytułu, pomimo jego niezaprzeczalnej brzydoty, prostoty i braku oryginalności, nie jest zła. Można sobie z przyjemnością pobiegać po planszy przez kilkanaście minut, raz na parę dni. Młodsi gracze z pewnością doceniliby ten fakt, gdyby nie to, iż Sammy Suricate to zbyt niedopracowana, i - co ważniejsze - trudna gra. Pod względem graficznym nie ma sensu porównywanie jej do Medievila czy Crasha; jako produkcja dla najmłodszych wysiada przy przeróżnych Raymanach czy innych Bolkach i Lolkach. Gdyby dać autorom więcej pieniędzy, a może - lepiej - zatrudnić paru fachowców, surykatce mogłoby to wyjść na dobre. Z pewnością nie powstałby żaden hit, ale gra co najmniej dobra. Na dziś dzień Sammy jest - niestety - produktem gorzej niż przeciętnym, który jednak za 5 złotych można zakupić i skrytykować na łamach Games Corner.
*"pismo" w tym wypadku oznacza tekturkę obłożoną papierem kredowym z nadrukowaną okładką i reklamą jakiegoś sklepu.

PS: A bratankowi Sammy znudził się po 15 minutach. Ocena w dół.
PS2: Ocena taka, jaką otrzymała Syberia - jednak głównie za wykonanie. Sammy tak nie przynudza.

 
3+/10
:: PLUSY:
+ Da się pograć
+ Elementy edukacyjne
:: MINUSY:
- Wykonanie
- Sterowanie
- Zbyt trudna dla docelowej grupy odbiorców
 Nie mam pojęcia co to za gra. Ale jednego jestem pewien - nie jest to nic ciekawego, co widać zresztą po ocenie.
Bedzio
O
P
I
N
I
A
:: INFO O GRZE:
wymagania sprzętowe: Gra wygląda jak żywcem wzięta z czasów sprzed pierwszego PSX, więc wysokie zapewne nie są...

© 2004 Copyright by Games Corner. Webdesign by Gordon Freeman. All rights reserved!!!