Sammy Suricate
military
W całej masie nieznanych gier,
wydawanych na cover cd różnych "pism"*, znajdzie się zawsze coś za niecałe 5
złotych, co można kupić czteroletniemu bratankowi w prezencie. Zwykle
oczekujemy, iż gra taka będzie prosta, przyjemna i krótka - co by się berbeć nie
przemęczył, a zwłaszcza, co by NAS nie przemęczył. Powyższe kryteria miała
spełniać gra Sammy Suricate, której egzemplarze zalegały półki kiosku
bezruchu....
Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy po uruchomieniu podmiotu
recenzji, była naturalnie grafika - tak koszmarna, brzydka, ohydna i odrzucająca
jak tylko można sobie wyobrazić. To, co - pożal się Boże - "dzieje" się na
ekranie, wygląda jak pierwsza próba zrobienia gry w trójwymiarze. Model postaci,
którą sterujemy - surykatki Sammy'ego - nie dość, że prosty, brzydki, słabiutko
animowany, to na dodatek jest częściowym plagiatem postaci Crasha Bandicoota i
jednego z bohaterów kreskówki "Timon i Pumbaa" (tak, zgadliście - surykatki!).
Otoczenie nie prezentuje się lepiej. Powiedzmy sobie szczerze - ono wygląda
szkaradnie! Jakieś brzydkie, koloru chodnikowo-trawnikowych "min" tekstury
pokrywają płaskie, kanciaste obiekty. Wszystko jest ponure, ciemne i bez wyrazu.
Jak na grę dla dzieci, nie robi to pozytywnego wrażenia... A to wszystko można
było zaobserwować jeszcze przed dotarciem do menu gry...
Ono bowiem prezentuje się niczym tani zamtuz z peryferii dolnego
Hongkongu. Różowo-niebieskie napisy i wirujące diamenty przypominają złote czasy
C-64, lecz jest to ich marna karykatura. Samych opcji jest od groma - trening,
dwa rodzaje gry właściwej, instrukcje i jakieś niepotrzebne nikomu głupoty, o
których wspominać nie warto (nie, to nie jest nierzetelność recenzenta, ale
zwykła reakcja na widok ekranu menu).
Gra - skrótowo mówiąc - polega na tym, żeby podpierać zapałkami
powieki i uważać, aby siedzący na kolanach bratanek nie nacisnął przypadkiem "power".
To są jednak jej zasady przez pierwszych pięć minut, bowiem gdy szkrab
zorientuje się, że w "Sammym" JEDNAK o coś chodzi i to "coś" bynajmniej proste
nie jest, poprosi aby przejść wraz z nim pare etapów. Wtedy dobieramy się do
klawiatury i...
...okazuje się, że nawet można w to pograć. Sterowanie surykatką
jest wprawdzie ekstremalnie niewygodne i nieprecyzyjne, lecz kiedy je jako-tako
opanować, zbieranie diamentów i uciekanie lwom staje się czymś całkiem
przyjemnym. Co prawda do emocji serowanych w Medal of Honor tej grze trochę
brakuje, lecz gdy się nie ma co się lubi...
Nasze diamenty zbieramy jak w każdej platformówce. Ażeby otworzyć
wyjście z planszy, potrzebna jest ich określona liczba. Każde wyjście jednak
jest odgrodzone kilkoma parami wrót, które da się sforsować za pomocą kolorowych
kryształów. Tkwi w tym także element edukacyjny - czasem trzeba połączyć dwa
kolory, aby otworzyć dane drzwi. W osiągnięciu celu przeszkadzają nam głównie
lwy, duże, szybkie i uzbrojone, które jakby nieco nie pasują do profilu
bezstresowej gry dla dzieciaków... Co więcej, i dla starszego gracza ich
pokonanie może być wyzwaniem - oręż Sammy'ego stanowią bowiem pszczoły, którymi
ciska w oponentów. Ze względu na wspomniane nieprecyzyjne sterowanie, próba
utrafienia kotka może napsuć sporo krwi...
Istnieje alternatywny tryb gry, polegający na "rozwiązywaniu
zagadek" - ale to zbyt szumna nazwa. Po prostu postawiono w nim na łączenie
kolorków zamiast na uciekanie przed wrogami.
Grywalność tego tytułu, pomimo jego niezaprzeczalnej brzydoty,
prostoty i braku oryginalności, nie jest zła. Można sobie z przyjemnością
pobiegać po planszy przez kilkanaście minut, raz na parę dni. Młodsi gracze z
pewnością doceniliby ten fakt, gdyby nie to, iż Sammy Suricate to zbyt
niedopracowana, i - co ważniejsze - trudna gra. Pod względem graficznym nie ma
sensu porównywanie jej do Medievila czy Crasha; jako produkcja dla najmłodszych
wysiada przy przeróżnych Raymanach czy innych Bolkach i Lolkach. Gdyby dać
autorom więcej pieniędzy, a może - lepiej - zatrudnić paru fachowców, surykatce
mogłoby to wyjść na dobre. Z pewnością nie powstałby żaden hit, ale gra co
najmniej dobra. Na dziś dzień Sammy jest - niestety - produktem gorzej niż
przeciętnym, który jednak za 5 złotych można zakupić i skrytykować na łamach
Games Corner.
*"pismo" w tym wypadku oznacza tekturkę obłożoną papierem kredowym z nadrukowaną okładką i reklamą jakiegoś sklepu.
PS: A bratankowi Sammy znudził się po 15 minutach.
Ocena w dół.
PS2: Ocena taka, jaką otrzymała Syberia - jednak głównie za wykonanie. Sammy tak
nie przynudza.
:: PLUSY:
+ Da się pograć
+ Elementy edukacyjne
|
:: MINUSY:
- Wykonanie
- Sterowanie
- Zbyt trudna dla docelowej grupy odbiorców
| Nie mam pojęcia co to za gra. Ale jednego jestem pewien - nie jest to nic ciekawego, co widać zresztą po ocenie. Bedzio |
O P I N I A
|
:: INFO O GRZE:
wymagania sprzętowe: Gra wygląda jak żywcem wzięta z czasów sprzed
pierwszego PSX, więc wysokie zapewne nie są...
|