Max Payne 2: The Fall of Max Payne
Sir Hyde
Chyba nieco się
spóźniłem. :) Wszak temat Max Payne był miesiąc temu. No ale cóż, jak to
powiedział pewien Żyd, kiedy spóźnił się na pociąg, lepiej późno, niż wcale.
Niestety, takie jest życie. Jednym w łapki pewna gra wpada przed
polską premierą (pytanie: jakie rosyjskie imię i nazwisko pośredniczyło w tym
niecnym procederze :)), a inni grają ponad miesiąc po tym. Ja należałem do tych
drugich, lecz myślę, że recenzji wyjdzie to na dobre, gdyż przeczytałem już
nędzne wypociny moich redakcyjnych kolegów (chociaż nie wiadomo, jak tam u nich,
he he :)). Podczas gdy oni wystawiają grze dziewiątki, ja stanę po stronie
Master Qnia i będę się nad grą znęcał równo.
Jak zapewne jest to wiadome wszystkim czytającym tą recenzję -
jestem zwolennikiem i wręcz maniakiem realizmu w grach komputerowych.
Wywnioskować można to było z tego, że:
- prowadzę (a raczej prowadziłem, ech...) kącik o grze Hitman
- nie wiem, co ludzie widzą w GTA (pozdrowienia dla Tediego :))
- brak realizmu uznaję tylko w FPP-kach.
Niestety. Dla mnie gry w TPP powinny być grami z wysokim poziomem realizmu.
Dlatego gdzieś mam całą serię GTA. Dobry Boże, jak można nasłać na jednego
bandytę oddziały szturmujące Irak (i jeszcze ten bandzior wygrywa!!!)? No, ale
wróćmy do tematu. W MP2 realizmu po prostu brakuje. Choć bardziej pasowałoby
określenie, że realizmu nie ma w ogóle! Na udowodnienie moich słów podam kilka
przykładów.
Maks ma przy sobie cały arsenał (kilka pistoletów, pistoletów
maszynowych, 10 granatów i koktajli mołotowa, kilka karabinów maszynowych i
snajperkę). Jak to ktoś kiedyś powiedział - wszak Max ma pojemne kieszenie. :)
Na dodatek trzeba powiedzieć, że i tak korzystamy najczęściej z jednej, ew.
dwóch broni.
Najważniejszym błędem gry świadczącym o totalnym braku realizmu w
tej oto grze jest chwalony przez wszystkich Bullet Time. Co tyczy się pomysłu -
został on zaczerpnięty z rewelacyjnego filmu Matrix, więc nie jest w żadnym
stopniu innowacją. Został on po prostu "zrypany" z rewelacyjnego widowiska
filmowego. Co najgorsze prezentuje się on tu o wiele gorzej aniżeli w bardzo
dobrej grze, jaką był Enter the Matrix. Cóż - taka jest straszna prawda.
Spowolnione tempo jest genialne przy wszelkiego rodzaju walk wręcz, nie w
bezmyślnych strzelaninach z udziałem karabinów AK 47 (czyli tak zwany
Kałasznikow). Cała walka wygląda tu w ten sposób: dojrzeliśmy przeciwnika/on
dojrzał nas, odskakujemy w bok z Bullet Time`m, pakujemy mu seryjkę w łeb, tempo
wraca do normalności, on strzela do nas, my drugi raz włączamy BT i wykańczamy
dzieło zbaw... zabicia, znaczy się. I tak z każdym przeciwnikiem po kolei. Cóż,
wszak takie jest życie policjanta... :)
Nie należy oczywiście zapominać o tym, że BT można używać nie
tylko przy skokach, ale też można w nim normalnie chodzić. Nie ma się, co tu
rozpisywać, tryb przydatny, gdy jesteśmy nieco dalej i mamy snajperkę.
Samo AI naszych przeciwników stoi jednak na dość wysokim poziomie
i często to my musimy narazić swoje cztery litery na o(d)strzał, by móc go
trafić. Nasi przeciwnicy stosują, bowiem technikę chowania się za czymkolwiek i
wychylanie się tylko na chwilę. W tej chwili jednak potrafią nam napsuć nieźle.
Wspomnieć należy jednak, że robią tak, gdy są w pojedynkę lub jest ich dwóch.
Kiedy jest ich więcej są bardziej odważni i stosują taktykę istnie ramboidalną.
Wtedy zazwyczaj trzymają się kupy, co znacznie ułatwia nam zadanie, gdyż nie
musimy się odwracać we wszystkie strony świata, a najlepszym rozwiązaniem jest
wtedy granat i wycofanie się. Natomiast przy walce one-on-one należy się
przygotować na skakanie w BT i prucie seriami z Ingramów. Rozgrywka w MP2 jest
jednak jedną wielką rzeźnią. Bo co tu kryć, tak to wygląda (... nie elegancja
Francja... :)).
Jednak zrobię sobie przerwę w notorycznym gnojeniu gry a la Kuba
Wojewódzki, gdyż wyszłoby na to, że gra jest ogólnie do bani i zasługuje na
1/10. Jednym z większych plusów gry jest jej grafika. Wszystko zostało wykonane
z nadzwyczajną dbałością o szczegóły. Nawet na minimalnych detalach gra wygląda
wyśmienicie. Wszystko z najwyższą dbałością o szczegóły. A co najważniejsze -
chodzi płynnie nawet na słabszych komputerach. Spójrzcie czasem, gdy gracie na
otoczenie!
Ogólnie modele postaci w grze są genialne. Więcej mówić tu nie
trzeba. Filmiki w grze są również stworzone na engine`ie gry. Są one zrobione
bardzo dobrze. Oprócz tradycyjnych filmów są też przerywniki w postaci komiksów
z podłożonymi głosami bohaterów. Czasami trzeba dobrze znać angielski, jednak
nawet bez większej znajomości łatwo zrozumiemy, o co chodzi. Ten element
zaliczam na plus. Minusem będzie jednak interaktywność otoczenia, która jest
właściwie zerowa. Szkło jest w tej grze widocznie wykonane z jakiegoś
przezroczystego metalu, gdyż nie da się stłuc żadnej butelki, żadnego okna, ani
co najbardziej denerwujące - żadnej lampy czy innego źródła światła. Jedyne
szkło dające się niszczyć to kineskopy telewizorów. Tu jednak wystarczy jeden
nabój z Beretty by cały ekran zamienił się w drzazgi. Dość, że nie następuje po
tym wybuch bomby wodorowej. :)
Fizyka gry stoi również na wysokim poziomie. Może nie tyczy się to
przedmiotów (ludzie, kto widział, żeby chodząc ktoś przewrócił górę kartonów,
które pospadały, jakby ktoś je ostro pchał?), ale jeśli chodzi o ciała trupów,
jest idealnie. Wyobraźcie to sobie: jesteście na górze schodów, a nieco niżej,
przy barierce jest wróg. Wyciągacie Shotguna i pakujecie mu pięć strzałów na
korpus. Człowiek, na którego podziałała siła odrzutu zawisa w połowie na
drabince, by po chwili zsunąć się na dół. Efekt genialny. Dla sprawdzenia fizyki
ciał latających przeprowadziłem też eksperyment granat. :) To znaczy zabiłem
przeciwników, a że byli trzej blisko siebie rzuciłem w kierunku ich zwłok granat
i zająłem miejsce, by podziwiać widoczki. :) Panowie wylecieli w powietrze,
jeden zatrzymał się na ścianie i osunął na ziemię, a reszta widowiskowo spadła
na ziemię. Super! Naprawdę, fizyka zasługuje tu na duże pochwały!
Podobnie sprawa ma się z oprawą audio. Muzyka w menu wymiata.
Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest lepsza niż w Hitman 2, a o to
naprawdę trudno. Jest powolna, cicha i nastrojowa. Jest też smutna... idealnie
trafia w nastrój fabułę gry, która jest również dobra, ale jej oczywiście nie
zdradzę. :) Same odgłosy wystrzałów również stoją na bardzo wysokim poziomie,
niespotykanym często w tego typu grach. Lektorzy potrafią wczuć się w rolę.
Oprawa dźwiękowa podkreśla nastrój gry.
Cóż, czas przejść do podsumowania. Max Payne 2 jest zdecydowanie
grą dla tych, którzy lubią ostrą sieczkę bez kombinowania. Zdecydowanymi plusami
są tutaj grafika, fizyka i muzyka, a także komiksy. Ogólne wrażenie psuje jednak
słaby jak dla mnie Bullet Time i kompletny brak realizmu. Gwoździem do trumny
Maxa jest też czas trwania gry. Jest ona po prostu krótka i da się ją przejść w
jeden dzień, pod warunkiem, że nie jesteś tuż przed wystawianiem ocen w
szkołach, tak jak wszyscy chyba redaktorzy GC. Może spotkam się ze zdecydowaną
krytyką ze strony fanów Maxa, ale dla mnie gra jest po prostu słaba. 5+/10!
:: PLUSY:
+ Grafika
+ Muzyka
+ Fizyka ciał
+ Przerywniki
|
:: MINUSY:
- Zero realizmu
- Brak interaktywności
- Bullet Time
- Kończy się tak szybko, jak piwo w rękach Caleba :)
| Zero realizmu??? brak interaktywności??? CO??????? 5 na 10!!!!???? Skandal, skandal Sir Hyde! Nie zgadzam się =) Jak dla mnie ta gra jest bardzo dobra - choć bardzo króciutka. Cholernie ciekawa i intrygująca fabuła, prześliczna fotorealistyczna grafika, system Havoc 1.0 odpowiedzialny za interaktywność przedmiotuff, Bullet Time 2.0 plus ciekawa oprawa muzyczno-dźwiękowa tworzą to nieuchwytne coś, ten klimat który nie pozwala się oderwać od gry... Jak dla mnie 7+ na 10. Gordon Freeman |
O P I N I A
|
:: INFO O GRZE:
Gatunek: TPP
Producent: Remedy
Dystrybutor: Cenega
|