Lego Racers
Uobooz
Któż z
nas, Drodzy Rodacy, nigdy nie bawił się tymi wspaniałymi klockami? Chyba nik...
Caleb, LOV i reszta staruszków kręcą głowami i zawzięcie zaprzeczają, że nigdy
nie mieli do czynienia z Lego. No cóż, za ich czasów dzieciństwo było trudne, a
zabawki drewniane ;). Jednak młodsze pokolenie, czyli: Moja Skromna Osoba,
Zszywacz, Bedzio itd. na pewno miało w swoich łapskach te klocuszki. Spędzaliśmy
całe godziny na budowaniu różnorakich konstrukcji. Domy, wozy, nagie kobiety...
Zabawy było, co nie miara. W roku 1999 została wydana gra, w której to mamy
możliwość niejako powrotu do przeszłości. Tym razem klocki są wirtualne, a my
bierzemy udział w szalonym wyścigu wehikułów z nich zbudowanych.
Na początku wita nas
ciąg trzech filmików. Ostatni to intro właściwe. Przedstawia ono bandę wariatów
za wszelką cenę chcących zająć pierwsze miejsce. Nieomalże nawzajem wjeżdżają na
siebie. Do Maxa Damage i Die Anny (BTW Carmageddon sucks!) niewiele im brakuje.
Chwilkę później trafiamy do głównego menu. Jedną z dostępnych tu atrakcji jest
możliwość wykreowania własnego i niepowtarzalnego kierowcy wraz z pojazdem.
Tworząc swoją postać, z dostępnych elementów wybrałem: czarne nogi, strój
jakiegoś kosmity, czachę oraz kapelutek maga. Następnie przyszło mi stworzyć
własny wóz. Na czarną platformę z czterema kółkami możemy układać takie klocki,
jakie nam się żywnie podoba, a tych zaiste jest całkiem sporo. Chciałem, aby mój
Krążownik Szos był jedyny w swoim rodzaju, toteż do "gołej" platormy z czterema
kółkami nie dołożyłem czegokolwiek. Takiż to ze mnie oryginalny gość. :)
Podpisałem się jeszcze swoją nie mniej oryginalną ksywką i ruszyłem do boju o
trofeum - zdjęcie anonimowej redakcji (po libacji) jakiegoś mało znanego
"świerszczyka" o nazwie Games Corner XXX. Chyba warto... :)
Główny tryb
rozgrywki został podzielony na siedem wyzwań mających własnych bossów. Każde z
tych wyzwań to zazwyczaj ciąg czterech wyścigów. Za zajęcie pierwszego miejsca
dostajemy 30 punktów, za drugie - 20 punktów, za trzecie - 10, a za czwarte,
piąte i szóste otrzymujemy kolejno 3, 2 i 1 punkt. Ilość zdobytych przez nas
punktów jest o tyle ważna, iż po każdym wyścigu są one sumowane i jeżeli w
rankingu spadniemy poniżej trzeciego miejsca, to jesteśmy automatycznie usuwani
i nie pozostaje nam nic innego jak zaczynanie całego wyzwania od nowa. Dostęp do
kolejnych uzyskujemy poprzez zajęcie jednego z pierwszych trzech miejsc. Jeśli
utrzymamy się na pierwszej pozycji, to wtedy w nagrodę za wysiłek otrzymujemy
wehikuł bossa. Każde z wyzwań zaczyna się od krótkiej animacji przedstawiającej
tegoż (bossa, nie pojazd). Frajerzy są pewni siebie, ale i tak skopiemy im
dupska. Przez tydzień nie będą w stanie na nich usiąść. Już my się o to
postaramy. :)
No, więc wreszcie
trafiamy na tor. 3, 2, 1, GO! Jeśli się dobrze wpasujemy z przyciśnięciem
klawisza "gazu" to nawet możemy ruszyć z dopalacza, a tym samym pozostawić w
tyle resztę (choć im także czasem się udaje dać czadu). Sterowanie jest bardzo
proste. Wystarczą nam strzałki oraz Enter. (Do czego ten ostatni? Ano, o tem
potem...). Oponentów mamy w sumie pięciu. Czy to mało? Jak dla mnie, to w sam
raz. Trasy - podobnie jak i wozy - zbudowane są z klocków Lego. Jednak nie są
one w przeważającej ilości. Są, ot, tak tylko dla ozdoby. Czasem jest to jakiś
krokodyl, palma, elementy wnętrza zamku etc. Gdyby nie one, to po prostu trasy
wyglądałyby tak, jak w pierwszej lepszej ścigałce. Otoczenie nie poraża
wyglądem. Jest proste, acz schludne, czyli średnie. Widziałem już starsze gierce
i zarazem o wiele ładniejsze (chociażby moje ukochane Shogo: Mobile Armor
Division). Ścigamy się w nocy, na pustyni, w porcie, w dżungli, w zaśnieżonej
krainie... W sumie to ilość tras oscyluje w okolicach dziesięciu. Tu dotarliśmy
do jednego z minusów tej gry. Aby ukończyć grę musimy wziąć udział w 25
wyścigach. Nasuwa się pytanie - A gdzie brakujące 10 torów? Otóż autorzy poszli
na łatwiznę i te luki pozapychali trasami, w których się już ścigaliśmy. Różnią
się one od pierwowzorów jedynie tym, iż tym razem jedziemy w przeciwnym
kierunku. Oj, nieładnie, nieładnie...
Tak jak obiecałem,
teraz, drogie dzieci, opowiem wam o tym, do czegoż to służy w Lego Racers ten
tajemniczy klawisz Enter. Zwykłe, ciągłe ściganie się byłoby samo w sobie
szalenie nudne. Dlatego też autorzy dorzucili do swojej gry "pałer apy". Tenże
Enter służy do ich odpalania. Są one w postaci kolorowych klocków. Czerwone
pozwalają nam cosik wystrzelić, żółte - postawić przeszkadzajkę, zielone dają
dopalacz, niebieskie - osłonę, a białe wzmacniają działanie tych pozostałych.
Np. dopalacz z jednym białym klockiem daje nam lepszy dopalacz, z dwoma -
jeszcze lepszy, a z trzema - SuperHiperMegaWypierdzisty! Interesująca jest
kombinacja czerwony + dwa białe. Dzięki temu otrzymujemy linę z hakiem. Tenże
wihajster pozwala nam doczepić się do bolidu przeciwnika i nabrać prędkości
większej niż zwykle. Osobiście bardzo lubię połączenie zielony+dwa białe.
Dopalacz, który wtedy otrzymujemy składa się z dwóch wielkich "rur wydechowych"
(specjalnie ująłem to w cudzysłów, bo nie mam pojęcia jak to coś nazwać). Dają
nam taki odrzut, że najzwyczajniej w świecie sobie lecimy, a towarzyszy temu
budzący szacunek głośny ryk.
Teraz słów kilka o
tym, co w głośnikach piszczy. Oprawa audio jest utrzymana w wesołym,
kreskówkowym klimacie. Szczególnie widać to po utworach muzycznych, mniej po
dźwiękach. Najważniejsze jest to, że nie przeszkadzają one w zabawie, czyli
sytuacja podobna do tej z grafiką - dobrze, że coś tam się z głośników wydobywa.
Nie zwraca się na to szczególnej uwagi. Próbuję sobie przypomnieć któryś z
utworów i pamiętam jedynie ten z menu głównego. Wniosek prosty - muzyka nie
wpada w ucho, a dźwięki... są. I tyle.
Wieńcząc recenzję
dopowiem jeszcze słów kilka. Do czynienia mamy tu z produkcją niezbyt
pochłaniająca gracza. Są w niej zawarte ciekawy elementy, jednak to za mało, aby
była czymś więcej niż tylko kolejną przeciętną gierką. W dodatku jeszcze całość
można spokojnie ukończyć w jeden nieszczególnie długi wieczór, a że teraz mrok
panuje już od godziny 16:00, to nawet do dobranocki można grę przejść w całości.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - do gierki, tak jak każdej
innej ścigałki, można sobie coraz powracać, żeby odbyć parę szybkich rundek i
następnie przystąpić do innych zajęć. Ja za tego typu grami szczególnie nie
przepadam, jednakże spróbowałem i - przyznam szczerze - nie żałuję. Całkiem
fajny odstresowywacz.
:: PLUSY:
+ Możliwość skonstruowania własnego wozu
+ Świeże podejście do znajdek
+ Wesoły klimacik |
:: MINUSY:
- Średnia grafika,
- Takaż muzyka,
- Powtarzające się trasy
| Kurczę, przyznam, że nie grałem. Sądząc jednak po ocenie oraz tematyce, wygląda na to, że nie mam czego żałować. Wszakże fakt, iż słowo "klocek" nieodłącznie kojarzy mi się z pewnymi osobami z mojej klasy, także nie jest tu bez znaczenia:D. snake |
O P I N I A
|
:: INFO O GRZE:
Nic tu nie wpiszę, bo i tak Caleb by tego
nie wstawił (złośliwiec? ;). |