7 dni bez giercowania
Ostatnio moja seniorka stwierdziła, że mam problem związany z nadmiernym spędzaniem wolnego czasu przed konsolą ew. komputerem. Nawciskała mi, że jestem konsolowym narkomanem itp. Ostro było, nie powiem. Postanowiłem jej udowodnić, że jest w błędzie. Rzuciłem hasło: "założymy się!?". Staruszka się zgodziła. Na tydzień miałem odciąć się od jakichkolwiek gier. Jeżeli wygram stara kupuje mi 2 "Heńki", jeżeli przegram stawiam jej dwie Warki. Ehhh. Pisząc te słowa rozkoszuje się smakiem złocistego, chłodnego napoju bogów;). Jestem niepokonany...
Dzień 1
D dzień zakładu nic specjalnego się nie działo. Zacząłem się już przygotowywać psychicznie. Zimne okłady na czoło, joga i medytacje. Zaplanowałem sobie czas na najbliższe trzy dni, postanowiłem się nawet pouczyć wieczorkiem, zamiast siadać do konsoli.
Dzień 2
Minął całkiem spokojnie. Nareszcie wygospodarowałem chwilkę czasu dla mojej dziewczyny;). Odwiedziłem babcię zostałem na obiedzie, rozkoszując się smakiem doskonale przyrządzonych kotletów schabowych. Wieczorkiem na chacie siadłem do lekcji. Po raz pierwszy odrobiłem pracę domową. Byłem z siebie dumny i pełen podziwu dla swej wspaniałej osoby.
Dzień 3
Zaspałem do szkoły, a raczej na autobus. Nie przyszedłem na lekcje W-Fu. Nauczyciel wstawił mi dwie bomby i powiedział, że mnie zagrozi, bo akurat ominął mnie ważny sprawdzian. Po szkole odwiedził mnie kumpel i podrzucił mi nowego Call of Duty. Wnerwił mnie nieprzeciętnie, dostał siarczystego kopa w dupsko i w trosce o swoje życie czym prędzej oddalił się od mojej osoby. Kładąc się spać zacząłem myśleć o nowym "Medalu", ale jakoś się powstrzymałem i zapadłem w głęboki sen nie skalany żadnymi brudnymi growymi myślami.
Dzień 4
W szkole zap***dol i nie było nawet czasu pomyśleć o grach, no cóż bywa. Po raz drugi postanowiłem odwiedzić babunię. Trochę ją to zdziwiło, bo normalnie to się widujemy co dwa, trzy tygodnie:). Po powrocie na chatę odczułem nieodparta chęć zagrania w cokolwiek. Jednak jakoś się powstrzymałem. Dla darmowego piwka zrobię wszystko.
Dzień 5
K***a chce mi się grać! W pewnym momencie chciałem nie iść do szkoły. Pomyślałem, że gdy stara wyjdzie do pracy, ja będę mógł zostać sam w domciu i popykać sobie na konsolce. Jednak jakoś się powstrzymałem. Udałem się do autobusu i pojechałem do szkoły. Po drodze jakichś dwóch leszczy w "autobanie" gadało o NFS: Underground. Myślałem, że się pochlastam. Zatkałem uszy i jakoś dojechałem. Kiedy wysiadłem na przystanku spotkałem zaprzyjaźnioną kioskarkę. Już z daleka zaczęła drzeć ryja, że jakąś gazetkę nową na PS2 z płytką DVD ma w sprzedaży. Argh!!! Odmówiłem i udałem się do szkoły. Po drodze spotkałem dwóch kumpli. Oczywiście jak na złość gadali o nowym Medalu. K***a 10 minut nasłuchałem się jak to zajabiaście się faszystów dziesiątkuje. Jakoś to zniosłem. W szkole było spokojnie. Kiedy wróciłem do domu wyglądałem jak strzępek człowieka. Byłem spragniony wirtualnej rozrywki ja nigdy dotąd. Ugryzłem się jednak w dupe (!?), tym samym powstrzymując się od grania. W piątek wieczorem zasiadłem do lekcji. Na szczęście przyszli moi kumple i wyciągnęli mnie z opresji.
Dzień 6
Moja seniorka próbowała mnie złamać. Jak Nazista chodziła wokół mnie i powtarzała: "Nie wytrzymasz, usiądź, pograj, dobrze Ci to zrobi synku!". Nie mogłem wytrzymać, chciałem sięgnąć po telefon i wykręcić numer linii zaufania. Powiedziałbym, że mnie molestują w domu czy jakoś tak. Jednak nie miałem serca. Ok 12.00 wyszedłem z domu na długi spacer. Po powrocie usiadłem przy biurku, wziąłem komórkę do łapy i zacząłem w tetrisa grać. Parę godzin nie moich. Jednak dalej czułem głód... Udałem się do kuchni i wrzuciłem coś na ruszt:).
Dzień 7
Ja pi****lę. Normalnie zaraz mnie rozerwie od środka. Zabrałem się do lektury starszych numerów PSXE, jednak tym ruchem pogorszyłem tylko sprawę. Nie mogłem już wytrzymać. Zacząłem obgryzać paznokcie u rąk i nóg, wydłubałem wszystkie kozy z mego nochala i spaliłem tyle gazów, że sam Adolf by mi pozazdrościł. Desperacki krok: wziąłem proszki nasenne i około 20.00 położyłem się spać.
Dzień 8
Mogę grać, nareszcie mogę grać. HAHAHAH. Stara się wnerwiłą, bo musiała mi postawić dwa duże "Henie". Po powrocie do szkoły rzuciłem plecak w kąt i do około 3.00 giercowałem na konsolce.
Na zakończenie wypadałoby wstrzelić się tu z jakimś morałem, ale nic mi w tej chwili do głowy nie przychodzi... Więc morału nie będzie. Jak Wam na nim zależy to przeczytajcie sobie jakąś bajkę Brzechwy he he.