Quake


15 sierpnia 1997 roku to jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Tego pamiętnego dnia po raz pierwszy zagrałem w Quake'a na moim nowiutkim wówczas PC'cie. Gra z miejsca stała się moją nową religią. Ta grafika, klimat, muzyka... przez blisko rok nie grałem w nic innego. Los chciał, że z "Kwakiem" spotkałem się jeszcze 3 lata później. Tym razem, już nie na PC.

Wszystko zaczęło się od wizyty w gralni. Wizyty mającej na celu poszarpanie w Goldeneye'a. Po wejściu do nieco opustoszałego pomieszczenia, udałem się w stronę "starucha", który rządził całym tym "burdelem". Gdy już miałem zapłacić za 2 godzinną jatkę Bondziora, przez chwilę, spojrzawszy na listę gier, przemkneła mi nazwa Quake. Po dłuższej analizie owej listy, znalazłem "Kłaka" na Sege Saturn. Bez chwili wahania rzuciłem w stronę "starucha" - Poproszę "Kwaka". Facet spojrzał na mnie "krzywym okiem" i powiedział, że kaczek i drobiu nie sprzedaje. Krew się we mnie zagotowała, a białko w oczach ścieło ze złości, że taki impertynent śmiał wyrazić się o Quake'u w tenże sposób. W pierwszej chwili miałem chęć wbić mu szpikulec w tą głupią główkę, ale że jako należę do ludzi z natury spokojnych, wziąwszy kilka głębszych oddechów, wytłumaczyłem owemu panu o co mi chodzi. Po kilku minutach siedziałem na twardym, obskurnym krzesełku i wsłuchiwałem się w odgłosy wydawane przez konsolkę. Chwila konsternacji i... (w tym momencie autor chichocze jak hiena i wyje ze śmiechu opluwając przy okazji kilkoro gapiów). Na ekranie pojawiły się trzy opcje, z czego najzabawniejsza była opcja Quit. Buahahaha. No nic - pomyślałem - przynajmniej wprawiło mnie to w dobry nastrój. Odpaliłem New Game i moim oczkom ukazał się paskudny, Pc-towy Low-res (320x200 256 kolorów). Bleeee. Autorom konwersji powinny się dostać srogie baty za "takie coś". Skoro jesteśmy przy wadach, to jest jeszcze jedna rzecz, a rzaczej jej brak. Chodzi o to, że po wskoczeniu do cieczy H2O, inaczej wodą zwaną, następuje... no właśnie nic. Na blaszaku obraz ładnie się rozmywał i załamywał a tu g...uzik. Co to ma być?! Saturn jest taki słaby, że nie potrafi obsłużyć takiego efektu, który uzyska się na 486DX4/100mhz, 8MB Ram i 0,5MB Trident SVGA? Nie powiem, widok grafy jaką ujrzałem na Sturnie mocno mnie rozczarował. A co poza tym? Nic. Czyli stara dobra rzeźnia. Te same epizody, mapy, bronie etc.

Najbardziej obawiałem się jak wypadnie sterowanie. Pad Saturna, to nie ten z N64 czy chociażby Dual Schock z PSX'a. Jednak nie było, aż tak źle. Poruszanie się we "Wstrząsie" jest co prawda troszkę toporne, lecz po kilku chwilach idzie się przyzwyczaić. Oczywiście odradzam granie na poziomie wyżyszm niż medium bo może to doprowadzić do rozstroju nerwowego.

Na szczęście panowie od konwersji w żaden sposób nie mogli skaszanić warstwy dźwiękowej i muzycznej. Jest mroczno, strasznie, ciemno i niepewnie. W tle pogrywają ludki z Nine Inch Nails z Trentem Renzorem na czele. Ahh... miła dla ucha sieczka. Aby uprzyjemnić sobie rozgrywkę i wczuć się lepiej w klimat gierki ustawiłem "Volume" telewizorka gdzieś tak na środku. Oczywiście jakimś "głupim, obleśnym dzieciom", gapiącym się na moje wyczyny w Quake`u, nie za bardzo się to spodobało. Jeden zaczął coś skomleć, że to jakiś śmierdzący metal, a drugi - któremu zwisały z nosa "dwa nagie miecze" - przytaknął tylko głupkowato. "Panu właścicielowi" najwidoczniej także się nie spodobało bo zaatakował mnie z ukrycia pilotem, skubaniec jeden i ukrócił moje doznania słuchowe ściszając dźwięk. Ehh... mawia się, że głupich nie sieją, lecz w tym miejscu było ich stanowczo za dużo.

Hmm... warto byłoby to jakoś podsumować. Quake to Quake, każdy wie z czym się to je. W sumie na tym mógłbym poprzestać, ale nie będę robił wiochy bo mi LOV głowę zmyje. Jakby to ująć. Quake to ojciec fpp-eków. Nie na darmo ludzie mówią o grach Quake'opodobnych. Wyrażenie to zastąpiło, nieco nie na czasie już termin Doom'opodobnych. To co zadecydowało o tak wielkim sukcesie "Wstrząsu" to niewątpliwie wymiatający na koniec galaktyki tryb multiplayer. Aha, kurde bele, trybu tego nie uświadczysz na Saturnie. To kolejny minus i soczysty kopniak w dupsko dla człeków od konwersji. Wszyscy wiedzą, że w Singlu, Quake jest jak Microsoft, mały miękki, co mi osobiście nie przeszkadza.

Grać czy nie grać? W sumie to warto zagrać. Wątpie czy znajdzie się na świecie osoba, która nie słyszałaby o tym tytule. Jeżeli dzisiaj miałbym porównać Quake'a do jakiejś gry to napewno byłby to Serious Sam, tylko że byłby on bardziej mroczny, a nie kolorowy jak choinka w święta. Na "Saturniaku" dobrych gier fpp jest jak na lekarstwo (Exhumed, Duke Nukem), a Quake to dobra pozycja o którą powinieneś się wzbogacić drogi graczu. Amen!


Platforma: Saturn, N64, PC
Producent: id Software
Gatunek: FPP

Plusy:
+ Quake!!! Czy trzeba coś dodawać?
+ Muza!!!

Minusy:
- konwersja
- gdzie multi?

OCENA: z wielkim bólem i rozpaczą w oczach 7

"Wstrząśnięty" (ale nie zmieszany) F@rmeR
alias Ciasteczkowy Potwór [Ale strasznie zabrzmiało ...brrr... - LOV]