South Park


"Ziemia. Niebiesko-zielonkawa planeta w układzie słonecznym. Po raz kolejny jej mieszkańcy narażeni są na zagładę. Jakaś tajemnicza i nieznan siła, przybyła z odległego zakątka kosmosu do miasteczka South Park w Collorado".

Rzadko zdarza się abym recenzował grę, której uprzednio nie przeszedłem. Tym razem zrobię jednak wyjątek. Wydawało by się, że gra na motywach znanego serialu rysunkowego po prostu nie może się nie udać. Niemożliwe stało się jednak faktem...

A miało być tak pięknie!

Na samym początku wita nas znajoma jaszczurka, maskotka panów z Iguana Entertainment, która przy okazji pożera główkę Kenny'ego. Następnie interko znane z serialu i lądujemy w menu. Standardowe menu trzeba dodać. Jednak to co ujrzałem wcześniej - interko, logo Iguana pożerająca Kenny'ego - napawało mnie optymizmem. Nieco komiksowa grafika sprawiała pozytywne wrażenie. Jak się okazało były to dobre złego początki.

3, 2, 1, START!

Po odpaleniu Story Mode do wyboru dostajemy 4 głównych bohaterów kreskówki. Cartman, Kenny, Stan i Kyle. Wybrałem więc Cartmana (fat-ass) i ruszyłem do boju. Tak naprawdę to większego sensu w wybieraniu postaci jakoś nie widzę. Niezależnie czy wybierzemy wspomnianego przez ze mnie Cartmana, Kyle'a czy kogokolwiek, wpływu na rozgrywkę nie ma to żadnego. Każda postać ma tą samą broń podstawową (śnieżki). Różnice można jedynie dostrzec w ubiorze i głosie bohaterów. Jako, że South Park należy do gat. fpp, dlatego widzimy jedynie grabie naszych podopiecznych. I tak Cartman nosi czerwone rękawiczki, Stan zielone itd,etc. Bieda panie, oj bieda straszliwa.

Kiedy ranne wstają zorze...

Właśnie ten utwór cisnął mi się na usta kiedy przeszedłem pierwszy level. Nie chodzi o zawartość, przesłanie utworu, tylko wykonanie. Pewnie niektórzy z Was, którzy mają "przyjemność" mieszkania na wsi, byli świadkami jak nasze skrzeczące seniorki na "majówce" lub innej tego typu "imprezie" dały popis swoich możliwości wokalnych. [Łojej... ale Wy macie przerąbane... - LOV] To samo zaserwowali nam autorzy owego crapu. Wszystko ale to dosłownie wszystko w tej grze jest monotonne. Misje sprowadzają się jedynie do dotarcia żywym do mety. Na dodatek wszystkie wyglądają identycznie. Przeciwnicy w grze to jakieś nieporozumienie. W pierwszej misji wylądowałem w środku miasteczka, które zostało zaatakowane przez gigantyczne zmutowane indyki?! Drób do inteligentnych stworzeń nie należy, dlatego unicestwienie go sprowadza się jedynie do stania w miejscu i miotania kulkami śnieżnymi. Indyki już same się nam napatoczą pod śnieżki. A propo przeciwników. W całym pierwszym epizodzie (4 misje) spotkamy wyłącznie ich 3 odmiany. Pierwsze i najgłupsze, to małe indyki, które atakują nas w bliżej nieskoordynowany sposób. Wyzwania nie stanowią one żadnego. Drugi rodzaj indora - Tank - jest większy od swojego poprzednika. Potrafi na dodatek atakować jajkami;) wystawiając zadek w naszą stronę. Jeżeli chybi (na 99%) to z owego jajka wykluwa się natychmiast mały indyk. Trzeci rodzaj to boss. Big Madafaka Indyk z wielkim, obwisłym brzuchem. Z tym typkiem trzeba trochę pokombinować. Natomiast w drugim epizodzie mamy tą samą sytuację, tylko zamiast indyków eksterminujemy sklonowanego Big Gay Al'a, w trzecim pojawiają się krowy. Wszyscy przeciwnicy wykonani według tego samego schematu. Właściwie poza kapowatym pierwszym epizodem, gra wygląda nienajgorzej. Akcja toczy się głównie w miasteczku. Chociaż po kilku misjach przydałoby się jakieś małe urozmaicenie. Bronie... są. Tylko tyle powiem.

Powiedz, powiedz czemu...

Muzyka w grze po kilku minutach powoduje natychmiastowe jej wyłączenie. Dlaczego? Bo mamy tylko jeden kieprawy utwór, który w kółko się powtarza...w kółko się powtarza...się powtarza...powtarza. Przynajmniej do dźwięku jakoś nie mogę się przyczepić. Ale jest to chyba jedna pozytywna rzecz w tym crapie.

Ja to gdzieś już widziałem!

Cała gra to poprostu przeraźliwa kalka Turoka (pomijam interko, które na tle całej gry prezentowało się najlepiej). Autorzy wyciągneli engine "indiańca", dodali kilka nowych elementów np. beznadziejne tekstury, a niektórych rzeczy wcale nie zmieniali (fizyka - chód, wchodzenie po drabinach). Całości dopełnia wszędobylska mgła.

Suma sumarum!

Chyba sam do końca nie wiem czego spodziewałem się po tej grze. Skusiło mnie samo miasteczko South Park, które na ekranie telewizora naprawdę wymiata. Co prawda w przerywnikach Cartman i spółka powiedzą coś zabawnego, ale jest to kropla w morzu. No i ta przeklęta muzyczka, którą zdążyłem już znienawidzić. Fani South Park i tak wiedzą swoje. Dla fpp-maniaków tytuł ten nie będzie niczym ciekawym. Standardowy do bólu fpp ze znanymi z Turoka elementami platformowymi. W tym miejscu możecie nalepić "kropka".

Platforma: N64
Producent: Acclaim/Iguana
Gatunek: FPP

Plusy:
+ Przez pierwsze 5 minut nawet zabawne
+ ... drugi epizod z Big Gay`em Al`em i innymi jest nawet śmieszny...przez 5 minut
+ Nie wymaga myślenia

Minusy:
- Grafa mogłaby być dużo lepsza (tekstury)
- Nuda panie nuda
- Muzyka

OCENA: 4-

F@rmeR