Teenage Mutant Ninja Turtles


Oto znane i lubiane "Wojownicze Żółwie Ninja" powróciły w wielkim stylu! Zagościły na konsolach, pecetach oraz na małym GBA. Jako że ostatnio zaczęłem zabawiać się z emulacją tej ostatniej maszynki, bardzo chętnie, przepełniony radością i ciekawością, zrzuciłem z netu rom TMNT. Na początku dane nam jest zobaczyć intro, notabene, iście czaderskie! W tle leci sobie piosenka o żółwiach, a my oglądamy rysowane obrazki przedstawiające naszych herosów oraz Shreddera. Kim ten pan jest to chyba wyjaśniać nikomu nie trzeba, prawda?

Fabułka gry jest spoko. Otóż Oroku Saki - główny typ spod ciemnej gwiazdy - zatrudnił genialnego, a zarazem szalonego doktorka Stockmana, aby ten pomógł mu uczynić ten świat bardziej zgorszonym. Oczywiście udałoby im się to gdyby nie fakt, że czterej żule, którym tanie winka już poprzepalały gardła, a kolor skóry zmieniły na zielony oraz plecy uczyniły twardymi jak skorupa, postanawiają cuś z tym fantem zrobić. Ameryki nie odkryjecie stwierdzeniem, że dobro - czyli żółwie żule - będące jego wcieleniem - zwycięży. Ale zanim to nastąpi będziemy musieli skopać parę tyłków.

Nasi dzielni wojacy zaopatrzeni w zapasy "mózgojepów" na zimę ruszają do boju. Ich imiona, czyli Leonardo, Donatello, Michelangelo i Raphael, światek przestępczy zapamięta na długo albowiem zaprawdę zaprowadzą oni tu porządek. Każdy z wojaków-pijaków ma przypisane swojej osobie cztery akty. Którym zagramy najpierw zależy od nas. Dokonujemy wyboru i stajemy do walki.

Teenage Mutant Ninja Turtles to gra typu beat'em up, czyli kierunek - prawo (lub lewo) i po trupach do celu. Każdy z żółwi ma własną niepowtarzalną broń oraz garnitur ciosów. Podobnie jak na wersjach konsolowych i pecetowych owych ciosów nie ma zbyt wiele. Do wykonania jakiegoś combosa wystarczy przytrzymać klawisz kierunkowy oraz napierdzielać w przycisk odpowiedzialny za użycie broni, czego sutkiem... ops, skutkiem jest ciąg efektownych uderzeń. Poza tym możemy także dokonać ataku z rozbiegu oraz użyć klawisza "paniki". Atak mu przypisany niewątpliwie jest skuteczny gdy jesteśmy otoczeni przez wrogów, lecz jego użycie jest równoznaczne z uszczupleniem paska naszego zdrówka. Osobiście nie polecam go używać, szczególnie na poziomach wyższych od "easy". Atakiem, który do opisania zostawiłem sobie na koniec jest wyprowadzany po przytrzymaniu "guzika od nawalania". Wtedy to podzielony na trzy strefy pasek umieszczony pod paskiem zdrowia "napełnia się" i w zależności od tego ile się go "napełniło" wyprowadzany jest silniejszy cios. Niestety gdy owy pasek "ładujemy" jesteśmy bezbronni, a zarazem narażeni na ataki oponentów, którzy taki moment naszej słabości potrafią wykorzystać. Należy więc z tym uważać. No i to tyle o walce.

Każdy z żółwi podczas eksploracji własnych czterech leveli napotyka na inne przeciwności. Raphael ma np. mały konflikt (heh, mały, przecie oni się po mordach leją!) z tajemniczym "facetem z kijem hokejowym", czyli znanym chociażby z filmu Casey'em. Leonardo błąka się po kanałach niszcząc wynalazki Stockmana itd. Każdy ma do roboty co innego. Dobrym posunięciem ze strony autorów było dodanie poziomów zręcznościowych, w których to możemy pojeździć na desce, pośmigać ścigaczem, polatać na lotni... Wygląd postaci w grze, jak i samych lokacji jest porządny, acz nie należy się spodziewać żadnych fajewerków. Przerywniki jakie możemy sobie poogląć przed każdym levelem są rysowane. Na pierwszym planie stoją postacie, a za nimi znajduje się statyczne tło. Scenki te zaliczam oczywiście in plus, głównie dlatego, że żółwie mają poczucie humoru i potrafią rozbawić gracza swoimi tekstami. Fajnie się te wstawki ogląda i są one ciekawym urozmaiceniem. Mile zaskakuje bogata animacja bohaterów. Siekając wrogów kręcą oni niezliczone ilości piruetów, co jest bardzo efektowne... Ach, zapomniałbym. Chcę jeszcze dodać, że każdy z nich ma własną dodatkową umięjętność, np. Raph przy użyciu swoich Sai może chodzić po ścianach budynków, a Mikey potrafi wskakiwać na ściany i, że tak powiem, odbijać się od nich.

Pierwszy raz grając w TMNT zdecydowałem się na wybranie poziomu "easy". Wszystko szło gładko, kolejne akty przechodziłem nieomalże bezproblemowo i... zawiodłem się. Nawet porządnego zakończenia nie było. Ot, ekran z autorami gry oraz napis "Spróbuj zagrać na normal", a także jakiś kod przydatny podczas podłączenia GBA do GaCka. Ten ostatni na nic mi się nie przydał, bo GaCusia nie posiadam, a grę odpaliłem na PieCu. "No nic" - pomyślałem i dwa dni później zagrałem na "normal". Przeciwników było więcej, bossowie byli trudniejsi, niektóre levele uległy zmianie i... tym razem zawód mnie nie spotkał! Po ukończeniu szesnastu podstawowych aktów było coś jeszcze. Mistrz Splinter (wiecie, ten wielki szczur) opowiedział bardzo interesującą historyjkę, a Oroku Saki... Hmmm... Nie powiem wam! Jeśliście ciekawi cóż to takiego się wydarzyło i co Splinter opowiedział sprawcie sobie tę giercę! Na pewno nie będziecie żałować. No chyba że nie lubicie beat'em upów albo "Żółwi". Wtedy ta gra nie będzie się dla was nadawała i spokojnie będziecie ją sobie mogli podarować.

Na koniec tej recenzji dodam jeszcze, że fani rozpierduch oraz Wojowniczych Żółwi Ninja będą z gry z pewnością zadowoleni! Są to moi wielcy bohaterowie z dzieciństwa, uwielbiałem ich i nawet miałem kiedyś figurkę Leonardo! Uwielbiałem się nim bawić [??? - LOV & Kor. & reszta redakcji] i bardzo miło wspominam tamte czasy. Szkoda tylko, że żadna z naszych telewizji nie chce się pokusić o ponowne nadanie kreskówki z "zielonymi ninja"... No trudno. Ni ma to ni ma. :) Cowabunga!

Oceny nie stawiam. Sentyment do tych walecznych gostków nie pozwala mi chociażby silić się na obiektywizm, co jednak wcale nie znaczy, że giera jest kiepawa. Wręcz przeciwnie...

22.12.2003, godzina 23:47
uobooz
LOV: Zawsze wypominałeś mi Uobooz, że chwalę tylko Grochala. Gdybyś zawsze pisał takie recki, to też byś był moim pupilkiem:).