NBA Street vol. 2


(Jako, że Bączek to mój kumpel, który nie ma internetu i ja mu wysyłam teksty więc mogę się dopisywać. Ten niby krzyczał, żebym tego nie robił i mówił, że nawet woli, by dopisali się tu zamiast mnie LOV, Caleb i Qn'ik, ale kto by się nim przejmował ;). - Mat Kat)


Koszykówka to sport, za którym nie przepadam. O ile zagrać od czasu do czasu mogę, tak oglądać po prostu nie cierpię. Gry o basketowej tematyce też z reguły olewałem. Aż do czasu, gdy wyszło NBA Street vol. 2.

A ta gra dostała się w me szpony trochę przypadkowo. Mianowicie mój kuzynek (hi Erv!), z którym dzielę domek i konsolę (a raczej on dzieli się nią ze mną, bo PS2 należy do niego:-() lubi takie gry, no i kupił ją sobie. Ja postanowiłem popatrzeć sobie na jego zmagania. Szybko mi się spodobało i już następnego dnia siedziałem przed tą grą kilka godzin.

Ale do rzeczy. W grze są cztery tryby rozgrywki: pojedyńczy mecz, nauka gry i dwa najlepsze: NBA Challenge i Be a Legend. Pierwszy (znaczy NBAC) polega na pokonaniu wszystkich drużyn NBA podzielonych na regiony (Central, West, itd.) oraz z drużynami gwiazd. Be a Legend to swego rodzaju kariera. Tworzymy zawodnika i dobieramy mu kumpli. Za zwycięstwa zdobywamy punkty, dzięki którym odblokowujemy dalsze poziomy, a także punkty przeznaczane na ulepszanie naszego farfocla. Może brzmi to trochę nudno, ale jest to świetna zabawa! (Jak dla mnie to nie brzmi nudno, a tryb BALL wręcz zachęca do grania - Mat Kat)

Pod względem grafiki jest nieźle. Zawodnicy i ich ruchy wyglądają schludnie, a kibole w tle są całkiem ładnie zrobieni. Z dźwiękiem jest też w porzo, ale muzyka jest nieco frajerska. Jakieś hip-hopy, czy coś - nie każdemu się to podoba. Może i pasuje do klimatu ulicznego kosza, ale mogło być lepiej. (Ej... Muza z Tonego ci się podoba, a tam jest dużo Rapu. Bedzio się wkurzy jak przeczyta... Sam nie przepadam za Hip Hopem więc już więcej się nie dopisuje - Mat Kat)

A teraz czas na najważniejsze - rozgrywkę. W telegraficznym skrócie - czysty arcade. Za pomocą czterech klawiszy turbo, robimy trikulce, za które dostajemy punkty. To samo ze wsadami - jest ich kilkanaście rodzajów i dostajemy za nie te same punkty. Po nabiciu paska, rosnącego na równi z punktami, możemy wykonać tzw. Gamebreakara. Jest to zwykły wsad/rzut, ale wykonany z pomocą jakiejś tam mocy. Jeśli trafimy - nie tylko dostaniemy 1 czy 2 punkty, ale także przeciwnik je straci! Po nabiciu paska możemy też go schować i napełnić go ponownie. Wtedy mamy możliwość zrobienia Gamebreakera drugiego poziomu, który nam dodaje dwa punkty, a przeciwnikom zabiera trzy! A że gra się tylko do 21 punktów, taki GB może odwrócić losy meczu!

Gra ma pełną licencję NBA, a jest do wyboru też kilku klasycznych graczy, np. Michael Jordan, Larry Bird, czy "Magic" Johnson. Niektórych klasyków mamy od razu, innych trzeba odblokować. Punkty na owych graczy (i nie tylko ich!) zdobywamy po każdym meczu.

Gra ma jedną, poważną wadę - po ukończeniu wszystkich trybów gry, odechciewa się grać - przynajmniej tak było w moim przypadku. Innym problemem są długie, wpieniające loadingi, zwłaszcza, gdy włączamy gierę. To już wszystko, co chciałem powiedzieć. Adios!


Producent: EA BIG
Platforma: PS2, Xbox, GC (Słuchaj Bączek. Co z tego, że jest na trzy platformy skoro ty oceniasz na jedną - Bączek grał na PS2 - Mat Kat) [Ale dobrze wiedzieć, po tym poznaje się profesjonalnego recenzenta - LOV]

Ocena: 8+/10

Plusy:
+ Grywalność
+ Ciekawe tryby rozgrywki
+ Grafika
+ System trików
+ Licencja
+ Pierwsza koszykówka, jaka mi się podoba!

Minusy:
- Muzyka
- Dość szybko się nudzi
- Wgrywanie

P.S. Gdyby ktoś się pogubił: punkty zdobywane za triki nie mają nic wspólnego z punktami za trafienia do kosza!

Bączek