Nawrócenie


Text ten jest o odwiecznej nienawiści konsolowców - walkach PSX vs N64, GameBoy vs N-GAGE (znam takich), albo jeszcze głupszych co szerzą herezję o wyższości konsol nad pecetami i odwrotnie... Ludzie dajmy sobie spokój! Do czego prowadzi nas ta bratobójcza walka? Czy nie widzicie, że człowiek który dzierży pada innego koloru, czy kształtu jest taką samą, lub podobną osobą do Ciebie?

Już od ponad roku posiadam kompa. Wcześniej posiadałem konsolę PSX, i było spoko. Kiedyś wpadł do mnie kolega PeCeciarz, który na PSX-a bluzgał i gadał niestworzone rzeczy... Pokazałem mu kilka rzeczy (ale się chłopak zaczerwienił heheh) i dałem mu w końcu do łapy... pada. Jako, że lubiał on samochodówki i wykrzykiwał peany na temat Colin McRae Rally 2.0 na PC postanowiłem odpalić mu tę gierkę na PC (Gran Turismo zabunkrowałem na później)... No i oczywiście jak odpaliłem to najpierw usłyszałem jęczenie i zawodzenie - o niee, jaka pikseloza.. Co to za grafa, weź idź ty z tym.. Ale grał. Pograł kilka minut i stwierdził, że na splicie fajnie się gra, ale że na PC-cie też tak można... No w sumie jak ma się pada to tak, ale widząc jego ekwilibrystyki z kumplami cisnących się przy klawiaturze (fajnie zabrzmiało) śmiech mnie ogarniał histeryczny wręcz... No ale jak przekonać PC-ciarza do konsoli która jest spokojnie słabsza technicznie od kompa ze 10 razy (wtedy miał Celka 300A na 450 :D)... Klnął mi na całą chatę oczywiście że jego VUDU to potrafi, 100 fpsów i w ogóle... No więc wyciągnąłem w końcu to Gran Turismo i wyszedłem z pokoju. Jadłem sobie spokojnie w tym czasie obiad, kiedy kumpel zapoznawał się z gierką... [Taaa... Albo pakował najcenniejsze rzeczy do torby. Kiedyś wpuściłem takich wieśniaków na chatę i poszedłem na chwilkę do sklepu. Potem okazało się, że brakuje mi połowę gier na Amigę i pluszowej piłki. - LOV] I mi krzyknął na całą chatę: TO NAPRAWDĘ WSZYSTKO K**** MOŻNA KUPIĆ? Dzięki właśnie Gran Tursimo nawróciłem jednego człowieka więcej na konsole... PC-ta jednak mimo wszystko nie porzucił, ale bardzo często wpadał do mnie pograć, albo ja brałem PSXa w plecak, podłączałem do TV u niego. On sobie grał grzecznie w GT a ja tłukłem w Starcrafta. W końcu kupił on sobie PSX-a własnego... i przestał grać na PC. No może nie przestał bo do dzisiaj chłopak męczy Diabełka 2 (i słusznie) [Raczej nie... ta gra to ***** - LOV]. Plej mu się niestety zrypał, ale dusza konsolowca w nim została.. Może ma teraz wypasionego kompa, ale ciągle myśli o zakupie PS2 (tak samo jak ja zresztą)... Teraz nastały czasy bez konsoli, ale jakoś żyjemy. Pokazałem mu emulator ePSXe zwany, dzięki niemu skończyłem sam takie gry jak FF VII (po raz 8 bodajże, 7 razy na PSXie - szczęśliwa liczba), czy pograłem trochę w Tekkena 3 (już nie zliczę który rok pykam sobie w tą gierkę). Jak na razie komputer dosyć skutecznie może zastępować starego poczciwego szaraka (chociaż np. w Parasite Eve 2 nie pogram bo się wiesza, cóż - trzeba czekać na nowszą wersję emulatora, lub jakieś wtyczki do niego).

Czy jestem gorszym człowiekiem bo posiadam blaszane pudło, Athlona, czy GeForce FX? Czy jestem lepszy dzięki czarnej maszynce z napisem PS2? Jeżeli tak myślicie to naprawdę mi was szkoda.... Na koniec powiem jedno zdanie - fajnie jest kogoś nawrócić (może nie na religię, czy coś takiego, ale dla niektórych gry są jak religia).

Kiewas



LOV: A ja tam lubię takie wojenki. W końcu gracze to subkultura z kilkoma odłamami. Uwielbiam się utożsamiać z maniakami konsol, a nie z PeCetowcami.