KZ & ja
Na początku do konsolowego kuncika, który pojawił się w Games Cornerze nie byłem przekonany. Jakiś maniak pisał o samych grach na PSX, więc wydedukowałem, że tylko o tej konsolce wolno w tym kąciku pisać. Nagle zaszły pewne zmiany. Na stołku red. naczelnego zasiadł tenże maniak, był nowy layout (notabene lepszy od poprzedniego, ale i tak IMO nieciekawy) a także recenzja giercy na SNESa, którą to skrobnął Grzybiarz (tak, to ten, co to pisał o dwóch młodych chłopcach, którzy udali się do cafe internet). No i wtedy cuś się we mnie poruszyło (zarodek aliena?). Postanowiłem sam napisać jakieś recki. Naczelny zezwolił pisać nt. wszystkich konsol, a więc nakreśliłem recenzje dwóch gier. Moi fani z pewnością te tytuły pamiętają: Crash and the Boys Street Challenge (NES) i Return of the Ninja (GBC). Pamiętam jak LOVowi się nie podobało to, iż tekst o tej drugiej grze nie był podzielony na akapity. Powiedział także, że "nie jest źle, choć mogło by być lepiej". I tak się zaczęła moja przygoda z KZ. Uwielbiałem ten kuncik. Ciągle napastowałem LOVa z zapytaniem kiedy się nowy numer pojawi i czy doszedł do redakcji ktoś nowy. Mniej więcej w piździerniku AD 2k3 mój zapał do pisania zmalał. Coraz bardziej wkurzały mnie odzywki LOVa i to, co z kącikiem zrobił. Homoseksualizmem capiło na kilometr. A kiedy z jednej z moich recek zrobił 100% wiocha & pedalstwo to już w ogóle mi się odechciało pisać do KZ. Od początku istnienia kącika nie przekraczał bariery dobrego smaku, choć się o nią ocierał. Nagle nastąpił przełom i przestałem to tolerować. [I to mówi facet, który przysłał mi list z napisem "Biały proszek inside" - LOV] Utwierdziłem się w przekonaniu, że nic tu po mnie. Wszyscy pisali o nowych konsolkach i tylko ja - jedyny fan NESa pisałem o grach na niego. Odnosiłem wrażenie, że nikt tego, co ja wypisuję, nie czyta. Ot, siedziałem sobie na szarym końcu ze swoimi dwoma recenzjami i miałem nadzieję... Ech, nie ważne. Mówcie sobie co chcecie. Nie jeden pewnie teraz mamrocze pod nosem, że delikatniś ze mnie. A BOLEC WAM W UCHO! Hm, no to tyle o mnie. Teraz słowo o reszcie. Redakcja to mała grupka zakręconych ludzi. To mnie cieszy - sama elita, bez żadnych skurczybyków takich jak ten Dejwid, co to recki z Clicka! przepisał i nawet kary nie poniósł (a szkoda wielka, powinien trafić do actionmagowskiej księgi lamerów, plagiator za****ny!). Każdy z redakcji ma własny, niepowtarzalny styl. LOV popiera homoseksualizm, Grochu, niczym pijany cham ze sztachetą, by wszystkich po kolei prał po mordach (gdybym mieszkał bliżej niego, to bym już pewnie był po pięciu operacjach plastycznych), Grzybiarz - człowiek bardzo ambitny - miał stronkę o grach konsolowych i nawet RPGa zrobił (chętnie bym sobie w niego zagrał!), Majkel był dla mnie zawsze tajemniczy i nawet raz go wnerwiłem, Devil także był jakiś taki enigmatyczny, Mat Kat to bardzo zdolny młodziak, otho jest niezgorszy, Kiewas oryginalny, a F@rmeR się chełpi swoją dorosłością (no i fajne recki pisze). Jak już rzekłem - prawdziwa elita! Natomiast, zmieniając temat, przyszłość KZ stoi według mnie pod wielkim znakiem zapytania. Nie rozumiem jak ci z CDA wpuszczają na swojego cedeka co miech taką popierdółkę ja Emu-kouncik. To oni powinni się gnieździć w AM, a nie KZ, które powinno zająć ich miejsce. Przyznam szczerze, że po przeczytaniu rozmowy z Nacią miałem ochotę ją udusić albo coś jeszcze gorszego zrobić... Dziwne są te kobiety. No cóż, nie dajcie się chłopaki i dalej twórzcie KZ. Myślę, że dyskurs ze Smugglerem powiniem rozwiązać główny problem KZ. Mam nadzieję, że wreszcie kiedyś ktoś ten kącik, poza ludźmi go tworzącymi, przeczyta. Nie dajcie się!
I na koniec mały cytacik: "Plaża dla psów?! Zajebie skurwysyna! Skurwego syna zatłukę! Zajebie go na kotleta!" - Dzień świra.