Kirby's Adventure
W roku 1993 Nintendo dało czadu wypuszczając tę niezwykłą
platformówkę o małym, pulchniutkim, różowym stworku o imieniu
Kirby. Giera jest ostro wypasiona. Tak ogromnej gry na NESa to
jeszcze w życiu nie widziałem, bowiem jej rozmiar wynosi...
Uwaga, uwaga! 768 kilo! Brzmi nieźle, co? I tak też właśnie
jest! Parę miechów temu przedstawiłem Wam moją ulubioną grę
na NESa. W jej recenzji padły takie słowa: "Ninja Gaiden3 to
po prostu mistrzostwo świata!!! A jeżeli ktoś uważa, że rozpływam
się nad crapem to niech mi wskaże lepszy tytuł na NESa! A?". Kirby
może i nie jest lepsze, ale na pewno tak samo dobre! Zapraszam do
recenzji!
Naszym pociesznym bohaterem przemierzymy dziesiątki bogatych w
szczegóły, kolorowych leveli. Brzmi jakby to była gra dla dzieci?
Owszem, gra jest dla dzieci, ale nie tylko dla nich. Skoro taki
stary pryk, jak ja, bawił się przy niej świetnie (mam aż 15 lat!) [To Ty już powinieneś składać wniosek o przyznanie emerytury... - LOV]
to o czymś to chyba świadczy, prawda? Tak, nie mylicie się, ta
gra jest bardzo grywalna! Owa cecha towarzyszy grze aż do jej
samiuśkiego końca. Widać, że Nintendo się bardzo postrało!
Cała przygoda dzieli się na kilka głównych leveli, przed
rozpoczęciem których możemy sobie obejrzeć wprowadzającą
animację. Z kolei główne levele dzielą się na kilka mniejszych.
Plusem jest to, że jeżeli chcemy powrócić do któregokolwiek
poziomu, to spokojnie możemy to zrobić. Wystarczy tylko wejść
do interesujących nas drzwi. Wyjątkami są drzwi prowadzące nas
do leveli bonusowych, ponieważ do nich wejść można tylko raz.
Bonusy te, to krótkie minigierki. Można w nich zdobyć nawet aż
trzy życia. [Wooaaaahhh! Aż spadłem z krzesła normalnie. Następnym razem przygotuj mnie na takie wydarzenia - LOV] Jedna z tych gierek polega na łykaniu spadających
jajek, a trudność polega na tym, że czasem spadają także bomby.
Łyknięcie takowej oznacza koniec zabawy i podsumowanie. Ilość
zdobytych jajec jest wprost proporcjonalna do wartości nagrody.
Poza tym są także drzwi prowadzące do muzeum (ale o nim później),
do poprzednich głównych leveli, do aren, na których możemy
zregenerować nadszarpnięte zdrówko poprzez stoczenie walki z
potężnym madafaką oraz do bossów.
Zapytacie pewnie - w jaki sposób taki mały, wesoły Kirby może
walczyć z wrogami? Już spieszę z wyjaśnieniem. Nasz bohater to
istna chodząca przetwórnia. Najpierw zachowuje się jak odkurzacz,
czyli wciąga delikwenta. Następnie może go albo wypluć, albo
przetworzyć i upodobnić się do niego pod względem używanej broni.
W takiż sposób Kirby może stać się posiadaczem miecza, może być
kołem, piłką, kamieniem, czy też zamrażać oddechem, ziać ogniem,
strzelać laserem, a nawet zamienić się w UFO. Jednak nie wszyscy
przeciwnicy podczas procesu przetwórstwa nam cosik dają. Próba
wykorzystania umiejętności pospolitego oponenta z korzyścią dla
siebie owocuje jedynie napisem "Nothing". We wspomnianym wcześniej
muzeum możemy sobie właśnie "wciągnąć" uśpionego przeciwnika i
przetworzyć, czyli dostajemy broń bez żadnego wysiłku. Pozostałe
umiejętności Kirby'iego to wślizg, oraz latanie. To ostatnie polega
na wciągnięciu powietrza i w postaci podobnej do balonika lataniu
sobie dookoła.
Design leveli jest oszałamiający. Otoczenie ciągle się zmienia,
a ilość koncepcji grafików wydaje się być nieograniczona. Jesteśmy
na wyspie, zaraz potem trafiamy na statek, później łazimy w
podziemiach, następnie po wieży itd. itd. itd. Miejsc przeróżnych
jest dosłownie multum. Animacja Kirby'iego jest bardzo dopracowana.
Przy zderzeniu się ze ścianą staje się płaski, przy zdobyciu
nowej umiejętności czasem zmienia swój wygląd, a kiedy nabiera
powietrza staję się większy. Aż chce się grafikom powiedzieć
"Well done, gentleman!" Pochwały należą się także za wesołą,
klimatyczną muzyczkę, przygrywającą w tle podczas zabawy.
Jest wporzo!
Imponująca także jest ilość bossów. Tych jest całe mnóstwo.
Podczas walki z nimi trzeba działać "z głową". Należy obserwować
ich zachowania, a następnie znaleźć moment, w którym należy
zaatakować. Walenie na pałę zda się na niewiele. Tu trzeba
działać strategicznie.
Podczas zabawy z tym tytułem wykryłem jeden rażący błąd,
aczkolwiek jest on wybaczalny. Mianowicie, framerate momentami
spada niesamowicie w dół. Wszystko się wtedy ślimaczy. Na całe
szczęście trwa to tylko krótką chwilkę. W końcu NES to, bądź
co bądź, stara konsolka i wiele udźwignąć nie potrafi, a
szczególnie momenty, w których na ekranie dzieje się bardzo
wiele. Poza tym wad nie stwierdzono. I bardzo dobrze!
Dużym plusem gry jest to, iż po jej ukończeniu mamy dostęp do
bonusowych minigierek oraz tryb, w którym walczymy z
najpotężniejszymy bossami po kolei i to na jednym nieodnawiającym
się pasku energi. 100% hardcore!
Kirby's Adventure to kolejna uczta dla fanów NESa. Jeden z
niewielu tytułow wyróżniających się spośród setek innych gier.
Godna polecenia, wciągająca gra. Przebłysk geniuszu skośnookich
braci z dalekiego wschodu. Hit wydany u schyłku egzystencji NESa
podtrzymujący go wówczas przy życiu, czyli taki giercorespirator.
Tytuł z górnej półki... O Kirby's Adventure przy użyciu superlatyw
można gadać godzinami!
Ocena: 9/10
uobooz