Nie od dziś wiadomo, że jednym z najbardziej eksploatowanych gatunków gier na PSX'a to mordobicia. Tych na konsoli SONY było multum. W roku '97 kiedy to jeszcze zachwycałem się Tekkenem 2 nigdy nie przypuszczałem, że zdoła go coś zdetronizować. Żyłem w takiej nieświadomości aż do czasu, gdy w znanej mi gralni pojawił się Soul Blade (w jap. Soul Edge). To było jak "grom z jasnego nieba". Zakochałem się od pierwszego wejrzenia.
Soul Blade w przeciwieństwie do innych mordobić, spod znaku obijania ryja przeszczepami, daje nam możliwość wywijania najróżniejszym żelastwem. Nie żeby byłoby to coś nowego. W końcu wieki temu ukazał się Toshinden z identycznym patentem. O ile Toshinden poruszał się i wyglądał jak 80-letni dziadek z zaawansowanym reumatyzmem to Soul Blade prezentuje się przy nim niczym nasza florecistka Sylwia Gruchała (ahhh! rozmarzyłem się;). [Albo Agata Wróbel ummmm - LOV] Szybka, wartka, dynamiczna walka i prześliczne kombosy nie dały nikomu przejść obojętnie obok tego tytułu.
Grę otwiera świetny filmik z genialnym motywem muzycznym. Do naszych rączek oddano 15 zróżnicowanych postaci, z czego 5 jest początkowo niedostępnych. Wszyscy mają oczywiście jakiś powód dla którego startują w turnieju (nudzi mu się, dostał "glana" z Matematyki, oberwało mu się od mamy). Każda z postaci ma charakterystyczną dla siebie broń (Rock olbrzymi topór, Voldo jakieś pazury u rąk). Opcje - jak to w grze sygnowanej przez Namco - mamy standardowe z jednym małym wyjątkiem. Edge Master Mode. Po wybraniu tej opcji oraz zawodnika rzuceni jesteśmy na mapę. Po mapie poruszamy się w systemie turowym walcząc z przeciwnikami. Utrudnieniem są narzucone z góry reguły w jaki sposób mamy pokonać naszego wroga. Po każdej wygranej walce dostajemy w nagrodę broń, którą możemy wykorzystać w późniejszych walkach.
Walki! To jedne wielkie arcydzieło. Z wspaniałą grafiką i muzyką komponują się w jedną spójną, cudowną całość. Podczas "klepania mordy" przeciwnika, cały czas coś miga, świeci, broń pozostawia smugi światła. Tego nie da się opisać żadnymi słowami. Musicie zobaczyć to na własne oczy. Wszystkie walki odbywają się podobnie jak w VF na arenach. Istnieje więc możliwość pokonania wroga w iście ekspresowym tempie wyrzucając go poza "ring". Areny w przeciwieństwie do "płaskich" bitmap w Tekkenie to pełne trójwymiarowe "majstersztyki". Tratwa płynąca, właściwie niesiona przez rzekę, czy port w którym wszystko się "kołysze", aż miło popatrzeć. Trudno uwierzyć, że PSX jest w stanie generować taką grafikę. Fajnym również patentem jest możliwość walczenia na "gołe pięści". Wpierw trzeba jednak stracić broń dzierżoną w dłoniach. Broń posiada swój własny pasek energi. Jeżeli przez dłuższy czas będziemy blokowali ciosy przeciwnika w pewnym momencie tracimy "machadejka". Co prawda wszystkie postacie posiadają tę samą kombinację ciosów po stracie broni, ale sam pomysł jest świetny. Istnieje również możliwość, zadania efektownego combo tzw. Critical Edge Combo. Polega ono na jednoczesnym "duszeniu" trzech przycisków. Wówczas nasza postać wywija kozackie combosy, zadając tym samym spore straty energii u przeciwnika. Przydaje się to wówczas kiedy jesteśmy bliscy przegranej. Oczywiście nie ma nic za darmo. Po wykonaniu takiego comba, tracimy 1/3 energii przypadającą na broń.
Słowo na Niedzielę! Grę można śmiało polecić każdemu kto kocha mordobicia. Jeżeli z jakiegoś powodu nie trawisz Tekkena, możesz śmiało zabrać się za Soul Blade. Obok Tekkena 3 jest to najlepsze mordobicie na PSX`a. Dla fanów mordobić pozycja obowiązkowa.
Plusy: + Róznorodność postaci + Areny + Tryb Edge Master Mode + Oprawa audio-wizualna
Minusy: - Wyszedł już Soul Blade 2;)
OCENA: 9
Ps. Sorki LOV, że tak krótko. Chciałem (ale nie mogłem), starałem się, puściłem bąka, ale i tak nic z tego nie wyszło. [Jako, że stuffu jest w cholerę i jeszcze trochę to... wybaczam - LOV]