B
yła noc. Pewien młody najemnik kierował się w stronę
wioski. Nagle usłyszał jakiś ryk. Coś go mocno raniło w
klatkę i poturbowało twarz. To był wilkołak, którego ludzie
z pobliskiej wsi boją się od jakiegoś czasu. Axel (bo tak się
ów mężczyzna nazywał) obudził się rano przed bramą wioski i nie
pamiętał czegokolwiek z ubiegłej nocy. Choć nie zdaje sobie z
tego sprawy, to jednak musi przed zachodem słońca znaleźć jakieś
antidotum dzięki któremu nie stanie się bestią pokroju tej,
która go zaatakowała...
Zwiedzanie wsi zaczął od rozmowy ze strażnikiem pilnującym bramy.
Później odwiedzał kolejne zakamarki miasta, w tym dwie
karczmy, których gospodarze niezbyt za sobą przepadali. Jednemu
z nich nawet pomógł przynosząc zioła od pewnej kobiety. Były one
niezbędne córce karczmarza do powrotu do zdrowia. Był też na
cmentarzu, gdzie chłodne groby i posępny wygląd powodowały gęsią
skórkę. Pomógł także pewnemu mężczyźnie, którego napadło dwóch
złodziejaszków. Szczęście Axelowi dopisywało, bo udało mu się
wygrać w kości z dziwnie wyglądającym osobnikiem, siedzącym samemu
przy oddalonym od reszty stoliku. Odwiedził także zakątek z
wielką tablicą ogłoszeniową. Kilka ze znajdujących się tam ofert
rozbawiło go, inne zaciekawiły i nawet udało mu się znaleźć
jakieś zatrudnienie. Jakże się Axel cieszył gdy znalazł czasem coś
do zjedzenia np. jabłko, ser, chleb, a nawet grzybki ("I'm looking
for extasy. Oh, yeah! I'm looking for those shrooms." - wolontary
Gerald Pickelstein {^o^} ). Miał też możliwość przechylenia
kufelka. Wioska po kilkudziesięciu minutach eksploracji okazała się
naprawdę duża, a i ludzi w niej sporo było (choć w "Lovell House"
było więcej :D), mimo iż - jak to rzekła pewna kobieta - "śmierć
zbierała żniwa". Część mieszkańców okazała się obrzydliwymi
złodziejaszkami, za rozwiązanie uważającymi mordowanie z zimną
krwią, aby tylko coś zgarnąć. Axel miał ze sobą nóż, a więc
mógł z nimi walczyć co też czasem czynił, a utracone siły regenerował
małym wszamankiem znalezionej wyżerki :P. Czasem jednak wolał
po prostu uciec i darować sobie starcie z tymi złoczyńcami.
Niczym kostucha z mroku, wyłaniał się znikąd pewien błazen przy
każdym spotkaniu dający Axelowi garść różnorakich porad. Nasz
bohater odwiedził także m.in. ulicę Rynkową. Przechadzając się
po niej miał okazję zamienić kilka słów z różnymi ludźmi i dowiedzieć
się kilku ciekawych rzeczy. Udało mu się nawet trafić do pałacu,
a było to efektem niezwykle męczących próśb, rozmów i dawania
podarków bardzo wrednemu strażnikowi. Typ był z niego straszny,
a charakter miał nawet podobny do naszego Korektora :-|.
W wiosce nie było zbyt głośno. A to zapiał kogut, a to piorun
trzasnął w oddali - nic szczególnego. Axelowi czasem działało na
nerwy to, że poszczególne ulice są strasznie długie, a kolejne
domy bliźniaczo podobne. Miał też bardzo dziwne uczucie, jakby
był jedynie zlepkiem kilkudziesięciu ruchomych punkcików. Coś
podobnego czuł w stosunku do reszty otoczenia. Nie wiedział czemu,
ale na usta cisnęło mu się zdanie "320x240" i ciągle się zastanawiał
cóż to może znaczyć...
Jeśliście ciekawi reszty przygód ugodzonego przez wilkołaka
najemnika to odżałujcie te kilka megabajtów na dysku, a zabawę
na kilka godzinek macie gwarantowaną. Ja bawiłem się świetnie
chociaż gry nigdy mi się ukończyć nie udało, a nóż wam się
powiedzie...