Gonna Get High!
[Opowiadanie mocno na podstawie filmu "How High", oglądał go ktoś poza
mną i Don Alfredo? Może Pedro?]
(Oglądał ;) Opowiadanko też mu się spodobało, tylko jakoś korekcie nie... - dop. Don)
[Kurekcie mówię - NIE!] (Lepiej uważaj przy przechodzeniu przez jezdnię... Błędy
niezamierzone poprawiłem, zamierzone zostawiłem. - dop. The One)
chapter pierwyj
Ktoś mnie tu qrffa wali w doors! Shit! Muszem wstać. Przez okienko
sprawdzam kto tak napier... napiera. Oh, damn! To Don Alfredo!
-Hej man! Nie masz czegoś na odmawiającego posłuszeństwa sierżanta?
-Poczekaj.
Sprawdzam moją kolekcję różnych "lekarstw". Jest - czerstwy członek.
Idę z powrotem do drzwi.
-Masz hajc?
-Niom. Czy po tym mój sierżant będzie stał na baczność?
-Nie, ale dzięki temu już stać nie będzie musiał... Pis!
Po chwili znowu ktoś przylazł. To Weehawken!
-Yo, człowieku! Masz coś na przesadnie długie recenzje?
-Aha.
(minęła chwilka)
-Czym i dawaj kapustę.
-O, dzięki stary! Wreszcie nie będę musiał poświęcać całego
akapitu na życia, podżycia i ich podżycia.
-Nie ma sprawy!
Shit! Czy ja się kiedyś wyśpię. Miałem bardzo ciężką noc.
Marynowałem ogórki. Nawet nie wiecie jaką to daje przyjemność!
[Łup, łup, łup] Ohhh, God! [Łup, łup, łup] Damn! Następny koleś
czegoś chcę! Nie wytrzymam! Idę sprawdzić kto to.
-Oh shit, Jazzman!
-What's up dog!
-Eeehyhyhyhy!
Wpuszczam gościa do środka. W końcu to mój dobry ziom!
-Stary dostałeś moją wiadomość o meczu w UT2k3? - zapytałem.
-No jasne! Chciałbym iść, ale nie mogę. Wpada do mnie zajebisty
chłopaczek! Nawet wymieniliśmy się zdjęciami!
-O fuck! Ten wygląda zupełnie jak twój ostatni.
-Nieważne. Daj mi trochę zielska. Potrzebuję to spotkanie
uatrakcyjnić.
-Nie ma sprawy! Chodź!
Dałem mu trochę roślinek. Później dowiedziałem się, że ten jego
chłopaczek równie szybko wyszedł co przyszedł. Jazzman miał dredy
zrobione z owłosienia łonowego, a tamten o tym niewiedział i tyle
się widzieli. Jazzman jarał zielsko sam. Podczas palenia usnął.
Zahajcowały mu się dredy. Nie wiedział co robić i w panice wyskoczył
przez okno. Mieszkał na parterze, toteż bardzo się połamał.
Krzyczał "I can't feel my legs, but I'm live!" i przejechał go
cyklista, który krzyczał "Z dlogi ty balanie". Niestety Jazzman
zginął śmiercia tragiczną pod kołami trójkołwca. Spaliłem go, a jego
prochy zasiałem wraz z "Pixelką indyjską."
chapter second
Dnia następnego przyjachałem na jakieś motherfuckin' testy. Najpierw
chciałem sobie zajarać, ale nie mogłem znaleźć bibułki. Jakiś
dog zaparkował obok mnie. Skończyło mu się zielsko, ale miał
bibułkę, więc zawołałem go do mojego rzęcha.
- Yo, I'm uobooz!
-I'm Jam... Pedro.
-Też szukasz czegoś co uspokoi nerwy?
-Mhm.
-To może zajaramy?
W jego bibułkę nasypałem trochę jazzmanowskiej pixelki indyjskiej.
Zaciągnęłem się pierwszy i dałem Pedrowi.
-Bue, ekhu, ekhu! Ciągnij mocno synu.
-Ekhu, ekh, bueeeee! Yo... Bue, ekhu! Yo, this is the shit!
-No that's the Ivor... Jazzman. Co jest dzieciaku? Wymiękłeś?
-Dałem temu gościowi z tyłu.
Przecież z tyłu nikogo nie ma. - pomyślałem. Odwróciłem się, żeby
sprawdzić
-Oh fuck! Jazzman!
-What's up dog?
O kurffa! To Jazzman. Wylazłem przez okno i wskoczyłem do wozu
Pedra.
-What a fuck is going on?! I just supposed you are dead?!
-I'm dead! But this is what happens when you smoke your boy!
Może wrócimy do twojego wozu, co?
Z taką lekką niepewnością wróciłem do mojego krążownika szos.
Pedro też tak chciał jak Jazzman i wylazł z wozu. Biegał
dookoła krzycząc "I'm a ghost, ghost, ghost, ghost, ghost, ghost!"
Ja gadałem z Jazzmanem.
-What you doing, a? You just running on the streets, and fucking
with the livers?!
-Nie! Jestem tu z twojego powodu. Skumaj, wiem jak możesz zdobywać
dobre oceny! Ja ci w tym pomogę. Pedrowi też.
-Awright!
Pedro próbował przeleźć przez wóz i nieźle zajeb**. :)
-Stary, chyba jestem za bardzo zjarany!
-On jest kur*a duchem! Ty nie!
-Damn! To wszystko wyjaśnia!
Jazzman pomógł nam w zrobieniu testów. Mieliśmy najwyższe wyniki
i dostaliśmy się do liceum! Urrra!
chapter trzeci
Zamieszkaliśmy w internacie "Pierdziel hałs". W środku jakiś
madafaka (grał w to ktoś, czy tylko ja i Caleb?) podrywał
dziewuchę. "Don't worry honey! You can suck my dick after classes!"
I dostał w ryj. "Oh, she wants me!" - powiedzał do nas. Był
tutejszą szychą. "You look funky fresh, and funky fresh always
like funky fresh women." - rzekł i dał nam wizytówkę. Poszliśmy
do naszego pokoiku. W środku był jakiś chińczyk i I-need-for-speed
(wiem, że ta ksywka się kupy nie trzyma, ale jakąś wymyślić
musiałem). I-need-for-speed jest niemową, ale zielsko jara, jak
woźny koksem w piecu! Chińczyk też był spoko. Zjaraliśmy się
i opowiadałem im o skrzatach, karzełkach, jeba**** jednorożcach.
Wszyscy spaliśmy. Jakiś frajer podpierdzielił nam pixelkę indyjską
z prochami Jazzmana! No to ładnie! Jak nam teraz Jazzman będzie
pomagał skoro nie możemy go jarać?! Postanowiliśmy się nad tym
zastanowić dnia następnego, bo akurat wpadły do nas dupeczki
i zrobiliśmy niezłą imprezkę. I-need-for-speed był DJ'em. Ja
z Pedrem przebraliśmy się za Caleba i LOVa. Jeden miał strój
cały w członkach, a drugi chodził w czarnym długim płaszczu
i w ręku nosił wielkiego shotguna, którym polował na kaczki. To nic,
że z trafionej nic nie zostawało. Liczyła się radocha. Impreza
była dziiikaaaaaaaaa!
czapter ćwarty
Poszliśmy do szkoły. Pierwsza lekcja - muza. Baba pyta piosenki.
Pierwszy na ochotnika zgłasza się Don Alfredo (miał teraz
próżnię między nogami :). "Heeeereeeeeee I ammmmmmm!" - rozległo
się po całej klasie. Pedro nie wytrzymał, wstał, powiedział: "Fuck
the music" i wyszedł, a teacherka mu przytaknęła i krzyknęła:
"Yeah! Fuck the music!" Też nie mogłem wytrzymać i poszedłem
za Pedrem.
-Stary, może byśmy poszukali jazzmanskiego zielska?
-Niom, tylko od czego zaczniemy?
-Wiesz, coś mi się wydaje, że podpierdzielić naszą roślinkę
mógł nam ten Pickelstein. Wiesz, ten od tego wypasionego roweru.
-Aha, to MUSIAŁ być on!
-Idziemy do niego!
Po kilku minutach poszukiwań znaleźliśmy Pickelsteina kompletnie
zjaranego i z naszą roślinką.
-Dawaj to motherfucker!
-Taa, liżący dupę hojogłowiec!
-Aaaa, zabierajcie to sobie! Po tym widzę ducha ze spalonymi
dredami! Zabierzcie to ode mnie!
-No i po kłopocie! - powiedziałem.
Daliśmy chłopaczkowi coś na czerstwego fiuta i poszliśmy do
"Pierdziel hałs". Na miejscu był ten od "freszendfanki".
Chłopak opowiedział nam, że został w liceum tylko po to aby
móc bzykać chłopaczków. Niskich, wysokich, grubych, chudych...
-Człowieku ja lubię grubych... Tzn. grube dziewuszki co mają
tyłki w gruszki. - powiedził Pedro.
Po rozmowie z nim dostaliśmy od psora Muchozola zaproszenia na
bal dla uczniów z wysokimi ocenami. To dopiero będzie party!
chapter fajff
Odpierdzieliliśmy się porządnie na tą imprę i ruszyliśmy na
podbój tłustych psorek. Nudno było. Sztywna muza, sztywni
ludziska, sztywny klimat i nawet w majtasach sztywno
(z podziwu :).
-Yo, yo, yo, didżej! DAWAJ CZAADUUU! KICK IT!!!!!! - wydarł się
Pedro i zaczął się gibać.
-YES, man, yes! BUFU RULEZ! - krzyknąłem.
Wszyscy dookoła byli początkowo zdziwieni, ale później - pełen
luz! Psorki z psorami rytmicznie się kołysali pod stołami,
uczniowie z uczennicami też. My z kilkoma innymi ludźmi dawaliśmy
czadu na parkiecie. Nagle wpadli jacyś pomyleńcy z kałachami.
"Gang rozpusty!" - ktoś krzyknął. Rzeczywiście, niektóre elementy
ciała mieli odkryte. Zaczęli strzelać do ludzi bitą śmietaną,
a ci biegali w popłochu. Pomyśleliśmy z Pedrem co by można zrobić.
"Who you gonna call? GHOSTBUSTERS!" - krzyknęliśmy razem. W kieszeni
miałem trochę pixelki indyjskiej. Zjaraliśmy się i pojawił się
Jazzman. Powiedzieliśmy mu żeby zawołał tu Tajny Oddział
Antyrozpustników w składzie: Tedi&Winix spółka Z.O.O.logiczna.
Odaj momentalnie wpadli, użyli swych BFG DickGun i rozprawili
się z gangiem. Przy okazji wzięli także za sobą fifki i wszyscy
byliśmy zjarani. Dziękowano TOA, Jazzmanowi oraz nam - tym
którzy wpadli na tak doskonały pomysł zwalczenia tych frędzli.
Zabawa trawała do rana...
chapter SEX - hepi end
Wszyscy żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo, dużo dzieci.
Don Alfredo też. :) Pedro został projektantem mody i sprzedawał
swoje "BUFU" (buy us, fuck you; te BUFU to kolekcja damskiej bielizny erotycznej), ja miałem laboratorium z
prawdziwego zdarzenia, Jazzman poderwał jakieś ziemskie laski, a
recki Weehawkena czytali wszyscy na całym świecie. Zapomniałem
dodać, że opatentowałem wspaniały wynalazek - "stick dick into
termos", a Winix&Tedi zostali alfonsami i wykładali cipkologię.
Hasło "wheremybitches" stało się niezwykle popularne, a i puder
dziecięcy, którego od czasu do czasu używali przy waleniu
kogoś w mordę, sprzedawał się nader dobrze.
Podobało się wam, moje dzieci, opowiadanko? Dziś sam jestem
dziadem, więc cóż mogę wam dać jeśli nie oryginalną piexelkę
indyjską? Wy także jesteście wyjątkowi.
A i jeszcze jedno. Jakiekolwiek podobieństwo ksywek bohaterów
do ksywek prawdziwych jest całkowicie przypadkowe - wymyślałem je
na bierząco. A nóż ktoś się skusi przyjąć którąś z nich
ku czci któregoś z bohaterów...
uobooz