Gunship 2000
Pamiętacie może recenzję tego tytułu w KC? Była to raczej
notatka (niestety nie wiem czyja) (A ja niestety wiem =) Była to recka autorstwa niejakiego Avistaka =) i była zamieszczona w 5 numerze KC. - dop. Don Alfredo) o tym bardzo dobrym symulatorze
śmigłowca. A ja postanowiłem ją trochę rozszerzyć. Tło całej gry to
konflikt w zatoce perskiej lub środkowej europie. Mamy więc do
wyboru dwa teatry działań jednak nie różnią się za wiele. Raczej
tym że w europie latamy nad zieloną trawką, polami uprawnymi i
lasami, a pustynia to po prostu pustynia (ale jak się spotka kanion
to można poszaleć!). Osobiście (wstyd się przyznać ale jednak…) nie
wiem kto jest naszym przeciwnikiem. Radziecki sprzęt który nam
przeszkadza jest raczej powszechny, a póki nie mam pewności to nie
napiszę. Co do tych przeszkadzających to są to istniejące w
rzeczywistości MI-24, MI-8, Gazelle, S.A.-11, różnego typu czołgi,
pojazdy i wiele innych (radzieckiego sprzętu nie brakuje i nie dość
że wszystkiego nie spamiętałem to jeszcze miejsca braknie). My za
to w obronie Ameryki i wolności (jaaaasne ;)) zasiadamy za sterami
helikopterów. Są to Apache (mój ulubieniec- szybki, zwrotny i super
uzbrojony), Apache Longbow (z tego co wiem to w realu różni się od
poprzednika zaawansowanym radarem), Super Cobra (szybka i zwrotna
ale mało dźwiga), Defender (przeszklony i słabo uzbrojony), Kiowa
(jak poprzednio ale przynajmniej więcej żelaza), Black Hawk
(potężny transportowiec), Comanche oraz Comanche Gunship (obydwa
doskonale opancerzone i wyposażone). Maszyn nie brakuje także
Amerykanom. Każdy z helikopterów wyposażamy w osobiście dobrany
sprzęt. Ale tu ujrzymy coś ciekawego. Spróbujcie załadować na full
Black Hawka, a później zrób to samo z Cobrą. Następnie
wystartujcie. I co? No jasne! Tutaj po prostu czuć cały ciężar
maszyny. Black Hawk wznosi się ociężale i niezbyt zgrabnie, a Cobra
jest w górze w kilka setnych sekundy (no dobra przesadziłem ale
porównując te dwa śmigłowce, to ciężko nie mieć takiego wrażenia).
No ale czym je załadować? I tu także autorzy nie odstąpili od
realiów. Możemy pobawić się w pogromcę lotnictwa zabierając w
podróż stingery czy sidewindery, pognębić siły pancerne, naziemne i
nawodne pociskami TOW-2, Maverik, HellFire, Penguin, różnymi
rodzajami Hydr, a także działkami podwieszanymi pod skrzydełka (czy
jak to się fachowo nazywa) śmigłowca. Mamy także pociski
wykrywające, czy zakłócające radar, nazywane sidearm (temu kto mi
powie do czego to służy wielkie dzięki bo mi się nie przydały). To
co cieszy jeszcze bardziej to fakt że broń zachowała coś takiego
jak zasięg, pocisk sięga celu z wyraźnym opóźnieniem (czasami po
prostu się modlisz by trafił nim wrogi SAM wystrzeli w ramach
kontrataku), nie zawsze trafia (a wtedy już kontratak
gwarantowany), czy też nie ma szans trafić sidewinderem w czołg (co
prawda raz udało mi się fuksem zestrzelić MI-24 z HellFire ale z
przyłożenia i raczej na oko). No, nie wspomniałem nic o menu
głównym. A opłaca się wspomnieć. Mamy tu bowiem… kwaterę
amerykańską. Gdzieś w koncie siedzi faciu przy komputerze, bardziej
na prawo mamy tablicę z członkami oddziału (wybór pilota), jeszcze
w prawo mamy wyjście (wbrew pozorom- drzwi przenoszą nas do
odprawy), dalej mapkę (wybór teatru działań), poniżej w szafce mamy
repley (filmiki z misji), w szafeczce poniżej odtworzenie pilota
(jeżeli to co zostało z twojego śmigłowca niebezpiecznie szybko
zbliży się do ziemi), a po lewej facet robi jakieś notatki (wybór-
single, trening, kampania, lot). Może najpierw zacznę od treningu.
Nie znajdziecie tu samouczka, a po prostu jesteście zrzucani na
misję i obcykać samodzielnie (ale jesteś niewrażliwy na pociski,
więc uważaj na glebę). W single masz po prostu, odprawę (całkiem
ciekawe animacje- faciu pokazujący coś na mapie, nasza postać
przeglądająca rozkazy itd.), wybór śmigłowca i jazda z tym koksem
(już bez ułatwień). Lotu nie przetestowałem ale kampania jest
najlepszą częścią rozgrywki! Powiem od razu że zanim nie wykażesz
się w singlu to do kampanii nie zostaniesz dopuszczony. I bardzo
dobrze! Bo kto puściłby pilota na lot w prawdziwej wojnie bez
odpowiednich testów? Chyba tylko Bush (czytaj- skończony kretyn).
Odprawa nie różni się znów tak bardzo od tej single ale jest pewien
szczegół- linia frontu! Tak, tak! Przez pół mapki przebiega "Cienka
Czerwona Linia" którą nazywamy frontem. A jak przesunąć front na
swoją korzyść? Zwyciężając! W jednej misji zrzuć piechotę, w innej
przechwyć konwój, atakuj lotniska, stanowiska radarowe, paliwowe,
niszcz amunicję i wiele innych. Nie dość że misje są ciekawe to
jest jeszcze jedna rzecz- są generowane losowo! I tak tylko raz
udało mi się natrafić na powtarzającą się misję (ale tylko rozkazy
bo co do reszty to nie jestem pewien). Jest także coś takiego jak
wiatr (obrzydlistwo ludziska! Obrzydlistwo!), temperatura i pory
dnia. Co ciekawe- niektóre rodzaje helikopterów czy broni nie są
czasem dostępne (myślę że to właśnie przez pogodę ale nie jestem
pewien), a czasami zestaw który biorę na swojego Apache jest za
ciężki (16x HellFire i 2x sidewinder). Nie ma więc rozwiązania
uniwersalnego. I bardzo dobrze! Wreszcie na odpowiednią misję muszę
się odpowiednio przygotować, a nie brać co każą czy też zawsze to
samo. No wiele już powiedziałem, a nic nie było o grafice. Na
pierwszy rzut idzie kokpit. Jest to ładnie przeniesione wnętrze
śmigłowca w którym mamy masę przycisków i wskaźników. Na szczęście
każdy kokpit różni się zależnie od śmigłowca, bo ja na
takie "szczegóły" jestem mocno wyczulony. Później otoczenie. I tu
już znacznie gorzej. To po prostu kolorowa plama z wzniesieniami,
które niejednego przyprawią o ból głowy. Zaprawdę, wierzcie mi że
na początku waszym głównym przeciwnikiem nie będzie śmigłowiec czy
SAM, a właśnie grunt. Obserwujcie więc bacznie wysokościomierz, bo
z terenu początkowo nie wyczytacie niczego. Później pojazdy. No
cóż… kiedy zaczynałem grać, byłem świeżo po partyjce w X-Wing.
Pojazdy są mocno obdarte z szczegółów, składają się ze zwykłych
prostokącików, pociski wylatują nie wiadomo skąd itp. Ale to było
tylko pierwsze wrażenie. Później możemy dostrzec co jest lufą u
czołgu, lub śmigłem od helikoptera ;). Grafika, po przyzwyczajeniu
się nie razi, ale nie jest także genialna. Gorzej jest z muzyczką.
Popiskiwania głośniczka denerwują i nie pokazują niczego, by autor
muzyki starał się choć trochę. Z dźwiękami jest już o niebo lepiej.
Strzelec informujący nas o celu z lewej, ataku z przodu, czy po
prostu wystrzały, wybuchy i nasz piękny śmigłowiec. W kampanii
dostaniemy nawet ludzi pod dowództwo! Nawet nie wiecie jak cieszy,
gdy wasza drużyna wspólnie naparza w przechwytywane czołgi. Każdego
z podopiecznych możesz wyposażyć w dobrany osobiście śmigłowiec i
uzbrojenie. Jeszcze lepsze jest to że twoi podopieczni awansują!
Nie bój się! Ty także dostaniesz awans (jeżeli będziesz grzeczny i
posprzątasz pokój). Po prostu naprzykrzaj się przeciwnikowi na ile
potrafisz. A z czym wiąże się awans? Pamiętasz może twoje
śmigłowce? Na początku nie możesz zasiąść za sterami Apache
Longbow, Comanche oraz Comanche Gunship. Po prostu jesteś za słaby
rangą. Więc staraj się! Opłaca się zasiąść za sterami tych
maszynek! No ale musisz także z czegoś wystartować. I tu dwie
możliwości- baza naziemna, lub lotniskowiec. Wokół bazy naziemnej
krążą, czołgi, hummery, mamy lotnisko dla śmigłowców i samolotów,
radary, hangary, kwatery mieszkalne, cysterny z paliwem itp. Mamy
więc masę szczegółów. Za to przy lotniskowcu mamy jedynie statki z
eskorty, ale startujcie przy silnym wietrze w stronę nadbudówek.
Kop adrenaliny gwarantowany! Niestety zabrakło kolizji w powietrzu
i trochę to wkurza (ale z budynkami są, spoko!). Rekompensuje to
fakt że zależnie gdzie oberwiemy, tracimy różne komponenty
śmigłowca. Jeżeli w rotor to pożegnaj się z lotem po prostej, jak w
obserwację celu, nie masz szans na skuteczny atak. Takie szczegóły
znów przywracają wiarę w tytuł (ale czasem kilka rakiet to na nas
za mało). Nie ma też współpracy z siłami naziemnymi- czołgi jedynie
siedzą koło bazy, a piechotę możemy zrzucić, lub wyciągnąć z pola
bitwy. Za to przeciwnik nie stoi w miejscu. Żebyście widzieli jakie
było moje zdziwienie, gdy dotarłem do celu podstawowego i nic nie
znalazłem. Wystarczyło jednak spojrzeć na rozkazy, by dowiedzieć
się że konwój T-72 jedzie na południowy wschód. I faktycznie! Kilka
minut lotu w tym kierunku i na celowniku pokazał się kadłub czołgu.
Bardzo to miłe. Początkowo możecie też mieć problemy z paliwem ale
mam radę- latajcie jak najszybciej! Paliwo zdaje się uciekać wraz z
upływem czasu, a nie co do prędkości. Niezwykle polubiłem także
opcję kompresji czasu. Więc 10 minut lotu nad cel mogłem zamienić
na kilkanaście sekund. Naprawdę nie wyobrażam sobie gry bez tej
opcji. Jeżeli już mowa o opcjach, to z symulatora można zrobić
strzelaninę i na odwrót (np. wyłączając wiatr i kolizje z ziemią).
Powinni się tu znaleźć fani obydwu gatunków. No troszkę już to
rozszerzyłem i popisałem o niczym ale trzeba już kończyć. Jeżeli
kiedykolwiek zobaczysz bierz! Nie ma rewolucji, ale jest świetną
grą!
Grę znajdziecie na www.staregry.pl.
Plusy:
+grywalność
+kompresja czasu
+uzbrojenie
+śmigłowce
+pory dnia i warunki pogodowe
+kampania
+dowodzenie drużyną
+dźwięk
+przeciwnicy to nie statyczne obiekty
Minusy:
-nie można być do końca pewnym w sprawie wysokości
-muzyczka
-brak współpracy z siłami naziemnymi
-rotor naszego śmigłowca stoi jak to co mam pomiędzy nogami na
widok pewnej koleżanki ;)
-a po co wam jeszcze obrzydzać życie?
- Grafika: 7+/10
- Muzyka: 6/10 (nie lubię jej)
- Dźwięk: 9/10 (ostrzeżenia strzelca rządzą!)
- Grywalność: 9/10
- Ocena: 8/10
**********
DOOM Marine