Electranoid
Recenzowana gra będzie niczym więcej, jak kolejnym z dziesiątek, jeśli nie setek klonów Arkaonoida - gry na tyle znanej, że autor oszczędzi sobie opisywania jej zasad - niepotrzebnie zabrałoby to tylko miejsce, podczas gdy chyba na każdej stronie poświęconej starym grom można go znaleźć, a pogranie sobie w grę nigdy nie zastąpi nawet najbogatszego opisu zasad gry...
Fabuła
Fabuła. Trudna sprawa, bo właściwie po co komu fabuła w grze arkanoidowej (moim zdaniem, gra ta zasługuje na nazwanie od niej osobnego gatunku, z uwagi na ilość klonów...)? RPG-owcy (i nie mam tu na myśi fanów Diablo:)) raczej gry nie ruszą, a dla reszty (bez obrazy dla nikogo:)) fabuła w takiej grze to rzecz nieistotna, a wymyślenia takowej na potrzeby recki już się nie podejmę, bo chcę ją utrzymać raczej w poważnej konwencji (muszę utrzymywać równowagę - recenzja gry Ant Attack była na tyle porąbana, że przyda mi się odskocznia od totalnego jajcarstwa). Z wyżej wymienionych powodów nie napiszę, o co w grze chodzi (ale jak się upieracie - na dole jest taki... nie mogę znaleźć słowa - po angielsku paddle, którym odbijamy piłkę w ten sposób, by zbić wszystkie klocki u góry). Od arkanoidalnych gier odróżnia ją to, że wszystko jest takie.. mechaniczne. Np. opcje w głównym menu otoczone są czymś w stylu przewodu elektrycznego, paddle jest "podawany" na ekran przez popchnięcie sprężyną, kulka spada na ekran po uprzednim wyciągnięciu ją "łapką" itd. Trochę to urozmaica grę, ale też strasznie ją przedłuża - zanim odsłoni się ekran z aktualną liczbą punktów, paddlów, etc., pokażą się dostępne paddlesy, a następnie jeden z nich zostanie wypchnięty na planszę, kulka dostanie się na planszę, minie sporo czasu (jakieś 0,5 min.). Ponadto, gdy "skujemy" się, cała operacja (wyłączając odsłanianie ekranu) powtarza się od nowa, identycznie przy przejściu do następnego poziomu! Albo gdy przegramy - napis "game over" "siedzi" na ekranie przez kilkanaście sekund (z fajną muzyczką, nawiasem mówiąc, ale o tym za chwilę)! Za to ocena grywalności spada o 2 pnkt!
Poza tym, grywalność stoi na całkiem wysokim poziomie. Co prawda, dopiero po jakimś czasie dochodzimy do wprawy, wcześniej gra może nieco wkurzać, ale opłaca się. Sporą satysfakcję sprawia podbijanie swoich starych rekordów, a jeśli występuje rywalizacja między Tobą a kimś, jest ona jeszcze większa!
Grafusia & muzysia
Grafika wygląda bardzo przyjemnie. Jak już wspomniałem, wszystko ma taki "mechaniczno - elektryczny" klimat. Trochę wkurzają (na pierwszym poziomie) misie w tle, ale dopóki nie próbuje się znaleźć błędów, właściwie się ich nie zauważa. Bardzo klimatycznie wykonane są litery, niezłym pomysłem było umieszczenie latających kulek w tle menu.
Jeśli chodzi o muzykę - naprawdę nie miałem pojęcia, że w 1994 można stworzyć taką świetną muzykę! Pamiętam, że kiedyś grałem w tą grę, gdy nie miałem głośników - wyłączyłem ją po chwili, bo mnie znudziła. A teraz - muszę stoczyć wewnętrzną walkę, żeby kliknąć "Play", i przerwać tym samym genialną muzykę w menu! Co prawda muzyka podczas gry też jest niczego sobie, choć o odmiennym klimacie - nie wiem czemu, ale przypomina mi szanty.:) Natomiast muzyka podczas wyświetlania "Game over" to już osobne arcydzieło! Zaczyna się troszkę przygnębiająco, jakby zagrana na harmonijce, ale potem jest zagrana z akompaniamentem i świetnie zakończona! Naprawdę, muzyka (choć to tylko kilka melodii, a nie tak jak w chociażby Simon the Sorcerer II kilkadziesiąt) to chyba najmocniejsza część gry, a grywalność powiększa znacząco, choć wydaje mi się, że to słowo (tzn. znacząco) nie za bardzo pasuje, bo bez muzyki grywalności po prostu nie ma!
Werdykt w składzie: nowe, poważne oblicze Veehawkena
Powiem krótko, a znacząco: masz głośniki - graj, nie masz - nie graj. I na koniec ciekawostka: gra została napisana przez "Pixel Painters". :) (A to ci ciekawostka :P - dop. Don)
Podsumowanie
- Grywalność: +7/10
- Muzyka: +9/10 +znak jakości "Veehawken poleca!":)
- Grafika: 8/10
- Ogółem: 8/10
**********
Veehawken