Oto proszę państwa gierka, w którą się zagrywałem dobre dwa lata
temu. Wtedy to miałem jeszcze słabiutkiego kompa i żadnej z wtedy
nowych gier nie odpaliłbym. Dlatego właśnie zostawałem sobie po
lekcjach z kumplami i ściągaliśmy najrozmaitszy stuff. W sumie
pobrałem pewnie coś koło 100-200 starych tytułów. Większość z nich
jednak szybko lądowała do kosza. Dangerous Dave był jedną z niewielu
gier, które zagościły na dłużej na moim tffardzielku. Teraz, po
dwóch latach, postanowiłem jeszcze raz zagrać sobie w ten tytuł.
Zdobyłem od kumpla super składankę "Zajeby i przejeby" i m. in.
zgrałem DD.
Gierka powstała w roku 1990, a napisał ją, znany w pewnych wąskich
kręgach, nie kto inny jak sam pan John Romero. Całość zajmuje aż
75... KB, a zabawy jest co nie miara. Sterujemy chłoptasiem, którym
łazimy, skaczemy z platformy na platformę, zbieramy popierdółki
oraz trochę ważniejszego towarku. Aby móc wejść do drzwi, zazwyczaj
usytuowanych na końcu planszy, musimy zdobyć złoty puchar, a do zadań
najłatwiejszych to ono nie należy, bowiem przeszkadzają nam w tym
zbiorniki z wodą, ogniska oraz dziwaczne stwory. Mister Romero
dał upust fantazji (Trzeba mieć fantazję, dziadku!) - to nie ulega
wątpliwości. Pojawia się także jetpack (Czy są na sali jakieś
przeszczepy które nie wiedzą do czego to może służyć?) oraz Gun
(czyli pizdolet - korekta, nie poprawiać!). Dźwięk w DD to jedynie
zwykłe popierdywanie z WC-Speakera. Nic szczególnego (czyt. radzę te
piardy wyłączyć na samym początku gry). O grafice można powiedzieć
tyleż samo. Jest nieskomplikowana. Przeważa w tym wszystkim zwykłe,
czarne tło. Grywalność ("A ja już nie o tym nie pisałem?") to już
jednak inna para kaloszy (Gumiaków?). Tej jest bardzo, bardzo dużo.
Nieomalże wylewa się z monitora. Gdyby nie ona to już dawno temu
zapomniałbym o tej gierce i wcale nie miałbym ochoty do niej
powracać. A tak, zagrywam się ponownie. Cud, miód i nieprzyodziane
niewiasty!
Tę gierę polecam wszystkim graczom. I tym którzy mają stare kompy i
tym którzy mają nowe wypasione pudła (tak - to ironia). Prostota
tej pozycji was oczaruje. Będziecie ciągle grać i grać...
Grafika: jest
Dźwięk: też, ale bardzo słabiutki
Grywalność: całe kilogramy
Ocena: Dobry z plusem
Lepsze od seksu?: no... nieeeeee!