Betamax



     Z Z początku wahałem się, czy recenzować grę z roku 1997, bo to w końcu dwa lata więcej niż limit przewiduje, ale - po pierwsze: recenzja ta ukaże się w roku 2004, czyli limit powinien być do 1996, po drugie: jakiś czas temu widziałem recenzję Heroes III (a to gra z 1999!), a po trzecie: gdybym nie zauważył napisu "(C) IN 1997", dalej żyłbym w świadomości, że to gra z ok. 1992 r...

Fabuła

    Gra jest dumnym przedstawicielem gatunku LSDPIRW (Lecisz Statkiem Do Przodu I Rozpierdalasz Wszystko). Na tym mógłbym zakończyć opis fabuły, ale myśl, że młodzi stażem gracze mogą nie wiedzieć osso hozzi, nie daje mi spokoju. <zdanie bez sensu> Faktem jest fakt, nad czym ubolewam, że dumnych przedstawicieli gatunków takich jak LSDPIRW jest liczbą coraz mniejszą, radować się począłem więc z faktu, iż w ręce moje coś się takiego dostało. </zdanie>
    Twórcy gry zrozumieli, że byłoby bezsensem wymyślanie kolejnej fabuły pt. "Ziemia w niebezpieczeństwie - STOP - Jesteś jedyną nadzieją ludzkości - STOP - Więc rozwal te wszystkie ufole (a propos: wiecie jak się nazywa ufol, który jest Żydem? Ufojudek ;))", bo niczego ona nie daje, ale zabiera kilobajty, ani też nie wymyślali wielowątkowej, nieliniowej fabuły mogącej śmiało konkurować z Planescape Torment, która by się zwyczajnie zmarnowała, ale rzucili nasz statek w bliżej nieokreśloną część kosmosu bez słowa wyjaśnienia. Widać wierzą w naszą inteligencję, programiści ci wredni. ;) Nie musimy długo czekać, by już ruszył na nas dumnie środkiem ekranu "konwój", a raczej rządek statków latających. Rozwalenie wszystkich jest niemal niemożliwe (czyli niemalżliwe) ;), ale sprawa zostaje ułatwiona, gdy po eksterminacji jednego z wspomnianych NOLi zostaje bonus w postaci "niebieskiego czegoś". Dzięki niemu możemy zwiększyć na stałe szybkośc statku, moc/szybkość pocisków, zyskać dodatkowe pociski z boków/tyłu statku, rozwalić znaczną część statków na ekranie (oczywiście jednorazowo), zyskać samonakierowywujące (konkurent konstantynopolitańczykiewiczówny :)) się pociski (tylko przez jakiś czas) oraz czasową ochronę/osłonę statku. Myślicie, że to mało? Może się tak zdawać, ale niekórych bonusów jest kilka poziomów (np. szybkośc statku, siła pocisków), a poza tym - na większą szybkość statku trzeba jedno "niebieskie coś", na zwiększenie mocy pocisków dwa "niebieskie cosie", itd.
    Ale - kontynuujmy opis levelów - następnie przyjdzie nam stanąć przeciwko tym samym NOLom, ale wylatującym najpierw z góry, a potem z dołu i lawirującym przy tym. Następni przeciwnicy będą trudniejsi, ale mój zasób słownictwa jest ograniczony, nie umiałbym opisać tak dziwacznych "cosiów" (wątpię zresztą, czy udałoby to się nawet jakiemuś erudycie) - dość powiedzieć, że różnią się one nie tylko wyglądem, ale także wytrzymałością, szybkością, mocą pocisków, szybkością z jaką wypuszczają pociski etc. Zróżnicowane są one również pod względem "formacji", w jakie się układają - raz lecą rządkiem i lawirują, innym razem w kółku atakują od tyłu albo lecą z samej góry lotem koszącym.:)
    Gdy po raz pierwszy włączyłem grę, oszołomiła mnie liczba zer w wyniku - okazuje się, że maksymalną liczbę punktów liczy się w setkach milionów(!!!!!), przy czym za jednego najsłabszego NOLA-a dostajemy 33 punkty!!!!! Rzeczywistość okazała się jednak rzeczywista. Eee, okrutna znaczy się.^^' Najlepiej można te setki milionów podsumować jednym, być może ordynarnym dla niektórych, ale znaczącym i dobitnym: dupa. Dupa. Dupa. Po przejściu całej gry miałem niespełna dziewięć tysięcy. Gdy już się dojdzie do wprawy, można przejść grę w 5, góra 10 minut. Co prawda, nie nudzi się ona za pierwszym przejściem, radość z eksterminacji obcych jest taka sama, obojętnie który raz się przechodzi grę, ale mimo wszystko to dużo za mało.
    Grywalność gry jest bardzo duża, poza tym okropnie wciąga (gra, nie grywalność :)) - podczas pisania recenzji kilka razy musiałem sprawdzić jakiś szczegół (np. kolor "cosiów" :)), ale zapominałem, co to właściwie było, i przechodziłem grę po raz kolejny do końca. Podobne doświadczenia miałem podczas recenzowania Invasion Of The Mutant Space Bats Of Doom, z tym, że wtedy "ocykałem się" (do The One'a - nie znam poprawniejszej formy od "ocknąć się" w czasie przeszłym niedokonanym, jak znasz, to wstaw) po 30 min, a tutaj jest to jakieś 5...

Czas zmian: Sounds and Graphics


    Dlaczego czas zmian? Bo zmieniłem "Grafusia i muzysia" na "Sounds and graphics" (nie wiem, czy to poprawne, ale mi się podoba :P) - to pierwsze mi się znudziło. :) Ale przejdźmy do rzeczy, bo Rzeczy przyjdą do nas. ;) Grafika jest całkiem miła, piksele rozsądnej wielkości, tzn. za małe, by rzucały się w oczy, a za duże, żeby... nie rzucały się w oczy. ;) Może jednak nieco zmodyfikuję to zdanie... Grafika byłaby całkiem miła, piksele byłyby rozsądnej wielkości itd, gdyby nie fakt, że jest ona z roku 1997!!! Jak już wspomniałem na początku recenzji, gdyby nie data, żyłbym w błogiej nieświadomości i myślał, że to gra z 1992... I nie ma w tym ani krztyny przesady!
    Co do muzyki - szybko wpada ona w ucho, nie nudzi się, mimo, że jest tylko jedna (nie ma nawet osobnej na menu i grę!). Pasuje nawet do klimatu gry. Jeśli jednak pomyśleć, że rok wcześniej na rynek wyszło Diablo, gdzie muzyka była... Kurdę, tego się normalnie opisać nie da!

Werdykt

Dobra gra - na jakieś pół godziny. Rzec trzeba, że na jakieś pół godziny dziennie, bo nie wiem, czy takie coś może się kiedyś znudzić. Widać, że została zrobiona przez napalonych fanów gatunku LDPIRW.

Oceny





**********

Veehawken
veehawken@wp.pl