Ant Attack




Pierdoły stworzone dla zwiększenia rozmiaru recki, czyt. przedmowa

    Recenzja ta będzie wyjątkowa. A nawet bardzo-wyjątkowa. Powiedziałbym nawet że szczególnie wyjątkowa, albo też wyjątkowo szczególna! Czemu? Po pierwsze, obchodzę mały jubileusz, bo to już moja dziesiąta (jeśli dobrze policzyłem...)! Przyznaję, że liczba to niezbyt duża, ale w końcu to dopiero początki mojej recenzenckiej kariery (i jak tu nie być pesymistą?) ;) Powód drugi: w tytule gry nie ma ani jednego "r" (a propos: Alfi coś gadał o AZ#3 - nie wierzcie ani w jedno słowo, które on tam napisze! Z zaufanych źródeł dowiedziałem się, że nakazał mu jej napisanie przedmiot kultu sekty, którą założył!!! Ten text ma na celu (...)!!! Ale wątpię, by Grodon odważył się to wydrukować...)! Następny szczegół(czemu szczegół? Bo recenzja jest szczególna :)): jest to pierwsza recka, którą pisałem nie na kompie, a zarazem pierwsza, którą zgubiłem (bo była nie na kompie :/), a także pierwsza, którą zacząłem pisać na papierze, i na jej podstawie napisałem na kompie. :))) Kolejny (i chyba ostatni, jak sobie jeszcze czegoś nie przypomnę w ostatniej chwili) szczegół to to, że do napisania tej recki zbieram sie po - bez mała - 1-miesięcznej przerwie. Wiadomość z ostatniej chwili: jednak jeszcze jakiś powód dla nazwani recki wyjątkowo szczególną się znalazł! Jest to fakt, że po raz pierwszy recenzuję grę, w którą nie będę więcej grał po jej (recki) napisaniu. Mało tego, musiałem się zmuszać, by w ogóle w nią zagrać!

Fabuła

    Niestety, przez to co napisałem, nie będziecie mieli niespodzianki. :( Ale może porzućmy już te dygresje, refleksje, regresje itd. :), i skupmy się na samej grze. Wcielamy się w niej w... ogrodnika. Nigdzie co prawda nieznalazłem o tym informacji, ale zwyłem osądzać z pozorów, mimo, iż moje ulubione przysłowie to "pozory mogą mylić". Może się to pozornie wydawać głupie, ale... Że co?! Jaki jestem?! Spokojnie, to tylko pozory. :) Wracając do postaci głównego bohatera - można pobawić się i wymyślić, że to np. szary obywatel miasta Mason City, z zawodu ogrodnik, który zajmuje się przystrzyżaniem żywopłotów w wymyślne kształty, z zamiłowania śmieciarz, jego hobby to kolekcjonowanie butelek po napojach. Ma trójkę dzieci, z czego 1 i pół adoptowane, które wykorzystuje, bo karze im opróżniać wspomniane wyżej butelki (to zresztą ich jedyne pożywienie). Ponadto ukradł im nożyczki, które dzieci ukradły z przedszkola, zaraz przed tym, jak zostały z niego wyrzucone (próbowały zjeść kolegę). Jego żona umarła, bo zakatował ją butelką po coca-coli (dzięki temu zapewnił sobie bezpieczne i bogate życie do jego końca, bo wygrał proces coca-colą - udowodnił sędziemu, że butelki po coli są niebezpieczne i mogą spowodować uszkodzenie zdrowia/życia) - zrobił to, bo odkrył, że go zdradzała. Stąd te 1,5 adoptowanego dziecka, bo jedno było zaadoptowane normalnie (chociaż nie do końca, bo nie wiem, czy można "normalnie" zaadoptować butelkę po Fancie z doklejonymi rączkami i nóżkami, którą nasz bohater znalazł w śmietniku), a drugie to było dziecko, które urodziła jego żona, ale było to dziecko innego mężczyzny. Ale nasz bohater miał dobre serce, więc zaadoptował i je (dziecko, nie serce, matoły!). Wiódł on więc spokojne, uczciwe i stateczne życie, gdy... do jego ukochanego, przez lata pielęgnowanego, 100-akrowego* ogrodu (zakupionego za pieniądze z procesu. Tym samym rozwiał on swoje marzenia o bezpiecznym i bogatym życiu, bo na nic innego pieniędzy mu już nie starczyło. Chociaż... nie. Kupił sobie nowe nożyce) wparowało z Niewiadomo-Skąd stado rozwścieczonych, gigantycznych mrówek, opętanych żądzą skopania (za dużo się kreskówek z takim jednym kretem naoglądały...) mu ogródka, zjedzenia wszystkich żywopłotów, zepsucia mu nożyczek, słowem: zrujnowania mu życia. A tego nasz bohater już ścierpieć nie mógł. Sprzedał organy dzieci (tutaj ponownie ukazuje się jego dobre serce: mógł skombinować forsę w inny sposób, ale zdecydował się, kosztem własnego szczęścia płynącego z patrzenia, jak dzieci dorastają, na uratowanie życia ludziom. Bierzcie z niego przykład!), zakupił za nie spychacz, Wiadro-Niekończącej-Się-Wody oraz gaśnicę. Z tym arsenałem rozpoczął batalię przeciwko mrówkom. Bohatersko walczył o każdy ar, każdy akr, o każdy hektar. Czy mu się uda? To już zależy od Ciebie...

    Eeee, trochę odbiegłem od tematu...:) Po uruchomieniu gry naszym oczom ukazuje się logo gry, i zostajemy postawieni przed wyborem poziomu trudnośći: Easy, Medium lub Hard. Nie będąc pewnym własnych możliwości wybrałem Easy. Mym oczom ukazała się plansza. Plansza strasznie pikselowata, rzec trzeba, ale nie zaliczę tego na plus, bo pikseloza jest tam tak ordynarna (cokolwiek by to miało znaczyć...:)), że aż oczy bolą (dosłownie i w przenośni). Plansza składa się głównie z czegoś, co w przypływie bardzo dobrej woli nazwałbym kopcem kreta. W praktyce jest to brązowe "coś" z dziurą pośrodku. Kłóci się to trochę z moją fabułą, ale... odpady radioaktywne (czyli, wulgarnie mówiąc, gówna:)) mrówek poważnie uszkodziły ziemię. Nie zostało już na niej ani jednego źdźbła trawy, ani jednego listka, ani jednej wiewiórki. Mrówki rozprzestrzeniały się w zastraszającym tempie. Zrobiły rzecz, której ogrodnik-śmieciarz obawiał się najbardziej, zaraz poniszczeniu ogrodu: zjadły mu nożyczki. Teraz był naprawdę wkurwiony. Mrówki zabrały mu wszystko, co posiadał, wszystko, co było najdroższe jego sercu. Teraz została mu tylko zemsta. Był wkurwiony tym bardziej, że mógł zabić mrówki tylko gaśnicą, po której ginęły od razu. Nie mógł wykorzystać do tego ani wody (który z pewnością podziałałby na nie jak kwas, więc długo wiłyby się w mękach, podczas gdy woda żarła ich ciała na wylot...), ani spychacza (taranowałby po kolei każdą nogę, poprzez czułki, tułów, i kończąc na głowie...), nie wspominając nawet o nożyczkach (już wyobrażał sobie rozkosz, gdyby obcinał nogi po kawałeczku, potem czułki, babrając się w jeszcze żywych wnętrznościach mrów, przeprowadzając między nimi transplantację (czyli plantację w transie:)) serc...) lub pile mechanicznej (zdaj się na własną wyobraźnię i pomyśl, ile obrzydliwych rzeczy można zrobić piłą mechaniczną. A teraz pomyśl ile jeszcze obrzydliwszych można zrobić piłą mrówce...). Mordował więc mrówki jedną po drugiej, bez żadnej przyjemności. W ciągu paru godzin stał się seryjnym mrówdercą. Ale już na dziesiątym akrze chęć zemsty mu przeszła. Nie zauważył nawet, że na każdym liczba mrówek wzrasta, ani że mrówki stają się większe, gdy zjedzą zachęcające wiklinowe koszyczki przykryte serwetką w biało-czerwone kratki. Jednym z czynników, które na to wpływały był fakt, że mrówki wydawały jakieś dziwne dźwięki, nawet po ukatrupieniu ich (mrówek, nie dźwięków!!!!). Dźwięki przypominały muzykę, chociaż byłaby to obraza dla tego słowa. Była to nieudolna imitacja muzyki, stworzona przez kogoś, kto przekładał dźwięk powstały przy "szuraniu" paznokciami po tablicy nad IX Symfonię Beethovena. Dźwięki te jeszcze bardziej zniechęciły bohatera niż wygląd mrówek: były tak idealnie symetryczne, kanciaste... Liczenie ruchów ich odnóż mogłoby zastąpić gapienie się na wskazówki zegarka.

    Tak więc, znudzony niedoszły bohater postanowił dać za wygraną. Chociaż nie do końca. Postanowił do końca życia poświęcić się ambitnemu hobby: stukaniem głowy o ścianę. Wydało mu się to o wiele bardziej produktywne, ciekawe, a skupianie całej nienawiści na ścianie szło mu znacznie lepiej. A gdy po kilku latach udało mu się doprowadzić do stworzenia się pęknięcia w ścianie, satysfakcja była niewyobrażalna (przynajmniej w porównaniu do satysfakcji z eksterminacji mrówczysk).


    Tymi słowami kończę moją recenzję. Wiem, że byłem w niej nie za bardzo odpowiedzialny, bo trzeba było się już na początku zdecydować, czy mam zamiar pisać tradycyjnie, czy z punktu widzenia bohatera, jednocześnie wytykając wady i zalety gry, ale nie zwykłem poprawiać czegokolwiek w reckach (The One świadkiem - bo nie poprawiam nawet błędów interpunkcyjnych i ortograficznych:)), staram się je tworzyć spontanicznie. Ale wszakże ma to być recka wyjątkowa. I chyba przyznacie się, że taka była? :)

Grafusia & Muzysia

    Jakbyś uważniej czytał, to byś wiedział, że pisałem o tym już wcześniej. Informacjie o grafie muzyce zostały sprytnie wplecione w fabułę, bo mi się nie chciało tyle pisać. :P

Oceny wydane przez szanowne jury w składzie: ja i ja (Mam rozdwojenie jaźni)


Plusy:
+pobudza wyobraźnię (co widać powyżej) :)))))

Minusy:
-po przeczytaniu tej recenzji nie wiesz, czy i jakie są jej minusy?! No to łączę wyrazy współczucia...

WERDYKT

    TRZYMAĆ SIĘ Z DALA!!! JA NIE ŻARTUJĘ!!! No, chyba, że lubisz obleśny widok obleśnych mrówek obleśnie poruszającymi obeśnymi odnóżami oraz równie obleśnymi czółkami. A jak nie: TRZYMAJ SIĘ Z DALA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    P.S>Podczas pisania recki słuchałem fal mózgowych z programu BrainWave Generator ustwionych na Headache Treatment.:)


**********
Veehawken
weehawken@wp.pl