Call of Duty
Elpie
O Call of Duty już od dłuższego czasu
było bardzo głośno. Nie tylko dla tego, że tytuł ten zapowiadał się bardzo
obiecująco, ale również z powodu, zawirowań wkoło samych autorów. Okazało się,
bowiem, że w produkcję gry zamieszana jest znakomita większość programistów
wcześniej pracujących nad serią Medal of Honor.
MoH był grą bardzo dobrą, posiadającą ogromną grywalność, wspaniałą
grafikę i muzykę. A jaki jest Call of Duty? Ogólnie jest dobrze, ale zarazem
podobnie. Znowu widać inspiracje kinowymi wysoko budżetowymi filmami. Prócz
standardowych podobieństw do "Kompani Braci" programiści wzorowali się również
na bardzo dobrym "Wrogu u Bram", co dobitnie widać podczas walki na terenie
Rosji. Ba, przyjdzie nam nawet walczyć u boku samego Zajceva! (Kto widział "Wróg
u Bram", wie, kto to taki).
Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Grę otwiera
niezgorsze intro, w którym możemy zobaczyć żołnierzy walczących (jak się później
okaże) podczas misji, które przyjdzie nam przeżyć. Następnie zawitamy w menu,
jest ono proste, zwyczajne tło z karabinem i kilka przycisków. Nie jest to może
to samo, co genialne menu z MoH, ale ogólnie sprawia dobre wrażenie i podobnie
jak intro nie przeszkadza i nie psuje klimatu.
Gdy w końcu uruchomimy grę zaczniemy zauważać zewsząd bombardujące
nas podobieństwa CoD do MoH. Od razu rzuca się w oczy znajomy kompas, sterowanie
również jakby już się w to grało. Jednak nie można powiedzieć, że gra ta jest
klonem MoH. Co prawda widać spore podobieństwo do swego starszego, przyrodniego
(trafne określenie, czyż nie?) brata. Jednak jest to gra znacznie od "Medala"
lepsza, jeszcze bardziej odbiegająca od dotychczasowego schematu gier FPP.
Największą innowacją w CoD jest postawienie na współpracę z drużyną. I
dobrze, bo jak wiadomo w pojedynkę wojny się nie zwycięża. A i gracze mają już
dosyć, superherosów, którzy z giwerą w dłoni ratują świat przed zagładą. Niby
współpraca z towarzyszami broni była już w MoH, ale tym razem nie giną oni w
pierwszym starciu z przeciwnikiem, a dzielnie trwają wraz z prowadzonym przez
nas bohaterem do końca zadania.
Co do fabuły, to znowu przyjdzie wziąć nam udział w historycznych
wydarzeniach rozgrywanych w czasie II wojny światowej. Ciekawych misji jest
bardzo dużo. Niektóre są podobne do tych, jakie wykonywało się w MoH, ale spora
większość to zupełnie nowe pomysł. Mimo, że brakuje misji, która by mogła zwalić
gracza na kolana, tak jak miało to miejsce w przypadku Omaha Beach z MoH, ale
ostatecznie nie ma powodów do narzekania. Otóż odwiedzimy kilka zróżnicowanych
scenerii. Mamy tutaj po raz kolejny Normandię, zwiedzimy również Bawarię,
obszary na terenie Belgii, Stalingrad czy też w końcu samą stolicę rzeszy -
Berlin. Podczas misji przyjdzie nam wziąć udział w kilku ciekawych momentach,
jak chociażby nocne lądowanie samolotem, weźmiemy też udział w strzelaninie
wychyleni z okna samochodu, czy w końcu siądziemy za sterami radzieckiego
czołgu.
W grze wcielamy się po kolei w trzech żołnierzy różnych państw: Anglii,
USA i Rosji. Każdym z nich walczymy na różnych frontach. Dzięki czemu przyjdzie
nam walczyć zarówno w pojedynkę jako brytyjski komandos lub w sporych grupach,
podczas walk o Stalingrad. Każdy żołnierz, to inna historia, inne wyposażenie.
Arsenał w stosunku do MoH został znacznie poszerzony. Mamy teraz broń używaną
przez każdą z trzech armii oraz spory wybór giwer wykorzystywanych przez armię
Hitlera. Możemy postrzelać z następujących maszynek: USA; M1A1 Carbine, M1
Garand, Thompson, Browning Automatic Rifle, Springfield, Colt .45, Rosja; PPSh,
Mosin-Nagant, Scoped Mosin-Nagant, Luger, Brytyjczycy; Lee-Enfield, Sten, Bren
LMG, Colt .45, Niemcy; MP40, MP44, Kar98k, Scoped Kar98k, FG42 (mordercza
giwera), Luger, Panzerfaust. Prócz tego do dyspozycji oddano nam również granaty
(M2 Fragmentation Grenade, RGD-33 Stick Grenade, MK1 Fragmentation Grenade,
Stielhandgranate) i broń stacjonarną (np. MG42).
W samym sposobie rozgrywki nastąpiło kilka istotnych zmian. Przede
wszystkim nasz bohater wreszcie może się czołgać. Czołganie sprawia, że wrogom
jest nas trudniej dostrzec, ale jednocześnie, jeżeli jakiś szwab zajdzie nas od
tytułu to zazwyczaj kończy to się bolesnymi kopniakami wymierzonymi w naszą
postać. Kolejnym utrudnieniem w czasie czołgania jest fakt, że nie możemy
strzelać będąc w ruchu. W momencie, gdy chcemy strzelać musimy się zatrzymać.
Jeżeli jestem już przy walce należy również zwrócić uwagę na fakt, że prócz
standardowych umiejętności strzeleckich, nasz bohater, nie posiadając broni
potrafi zdrowo przyłożyć. Mało tego, potrafi również okładać wroga przy pomocy
kolby karabinu!
Najciekawszy bajer zastosowany przez programistów, to efekt ogłuszenia.
Gdy nasz bohater znajdzie się nieopodal wybuchającej bomby, na chwilę traci
słuch, oraz ma zaburzenia wzroku, co dla nas objawia się rozmyciem i lekki
zachwianiem obrazu. Całość prezentuje się fantastycznie.
Wspomniałem wcześniej o tym, iż gra w dużym stopniu skupia się na współpracy z
resztą grupy żołnierzy. AI naszych kompanów stoi na przyzwoitym poziomie, często
zdarza się, że reszta drużyny ratuje nam cztery litery po naszej "bohaterskiej"
akcji, w której straciliśmy prawie cały pasek życia. Jednak po ukończeniu gry
czuje się pewien niedosyt. Może autorzy powinni stworzyć graczowi możliwość
lepszej integracji z drużyną? Rozmowy z towarzyszami, śmieszne historie, takie
elementy zbudowałyby bardzo specyficzny klimat. Gracz prawdziwie żałowałby
śmieci ziomka, a nie podchodziłby do tego jak do kolejnego poległego żołnierza.
Teraz przyszła pora na błędy. Przede wszystkim znowu o wszystkim
decydują skrypty. Odczuwa to się zwłaszcza podczas misji, w której nie mamy
początkowo broni, a wyposażenie naszych kompanów po ich śmierci rozpływa się w
powietrzu, przez co broń zdobywam dopiero w momencie, w którym zaplanowali to
programiści. Niestety skrypty podobnie jak miało to miejsce w przypadku MoH
znacznie ukróciły żywotność gry. Wiadomo, że gracz drugi raz nie sięgnie po
tytuł, który można przejść tylko na jeden sposób.
Irytują też błędy w postaci nadludzkich możliwości naszych wrogów.
Przykład? Wrogi operator ciężkiego karabinu maszynowego zabija nas w momencie
wychylenia za rogu budynku, mimo iż znajduje się w odległości, takiej, że ledwo
widać go przez lunetę snajperki.
Jednak powyższe babole są niczym w przeciwieństwie do największego buraka tego
tytułu, czyli długości gry. Ja ukończyłem grę (na najniższym poziomie trudności)
jednego dnia w około 5-6 godzin. W takich momentach zastanawiam się czy to nie
jest oszustwo? Gracz wydaje sporą kasę, a w zamian otrzymuje kilka godzin
grania. Nie ładnie! Niby są wyższe poziomy trudności, jednak, jeżeli ktoś
ukończył raz grę (dzięki skryptom) nie będzie miał ochoty na kolejny raz.
Chociaż fani MoH z pewnością będą czerpali masę radochy przechodząc grę na
kolejnych poziomach trudności, a inni gracze niestety po jednokrotnym przejściu
odrzucą grę na półkę, niestety...
Graficznie Call of Duty prezentuje się bardzo ładnie. Mapy zostały
zaprojektowane ze znajomym z MoH polotem, co sprawia, że nieraz podczas
wykonywania misji zginiemy gapiąc się na piękne góry lub inną część krajobrazu.
Projekt map zasługuje na najwyższe uznanie, mi zwłaszcza przypadł do gustu
poziom rozgrywany na tamie lub inny, podczas którego, strzelamy do wrogów jadąc
na ciężarówce krętymi górskimi drogami, naprawdę, jest, co oglądać.
Muzyka z po raz kolejny stoi na bardzo wysokim poziomie. Znowu
mamy tu znakomicie dobrane, symfoniczne utwory znakomicie komponujące się z tym,
co dzieje się na ekranie monitora. Dźwięki również zachwycają jakością. Przy
opisywaniu strony audio gry należy również wspomnieć o znakomitej robocie, jaką
wykonały osoby odpowiedzialne za podkładanie głosów pod postacie. Lektorzy
bardzo dobrze poradzili sobie ze swymi rolami. W łatwy sposób można odróżnić
mowę żołnierzy armii czerwonej od mowy amerykanów lub Brytyjczyków.
Szczerze powiedziawszy to mam mały problem z wystawieniem oceny.
Niby jest to gra wybitna, lepsza od Medal of Honor, ale zarazem niemiłosiernie
krótka i liniowa. Ja stawiam grze ósemkę i mam nadzieję, że powstanie seqel,
który będzie w przyszłości w stanie zetrzeć w proch konkurencję na czele z
Doomem 3. Jeżeli jesteś fanem MoH kupuj w ciemno, jeżeli jesteś jednak zwykłym
graczem poszukaj raczej czegoś, w co można grać znacznie dłużej.
:: PLUSY:
+ Różnorodność misji
+ Współpraca z towarzyszami
+ Mapy
+ Efekt ogłuszenia
|
:: MINUSY:
- Zdecydowanie za krótka!!!
- Skrypty
| No i co ja mam jeszcze powiedzieć, skoro jestem autorem recenzji? Gra jest bardzo fajna, ale zarazem bardzooo krótka. Jednak mimo wszystko, polecam! - Elpie |
O P I N I A
|
:: INFO O GRZE:
Producent: Infinity Ward
Rok produkcji: 2003
Gatunek: FPS
Język: Angielski
Ilość CD: 2
|