spis treści | poprzednia strona | następna strona

|Widmo fana?|

Mroczne Widmo
Recenzja by Dawidos

Mroczne Widmo to chronologicznie I część Gwiezdnych Wojen George'a Lucasa. Na kolejny epizod gwiezdnej sagi fani musieli czekać aż 16 lat. Sam twórca tego uniwersum, George Lucas tłumaczył ten długi okres czasu tym, że zrobienie tego filmu, tak jak sobie to wyobraził było możliwe tylko wtedy, gdy technika komputerowa osiągnie właściwy poziom. W swoim zamierzeniu "Mroczne Widmo" miało być prequelem do Gwiezdnych Wojen. W tej recenzji spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy warto było tak długo czekać. Akcja filmu toczy się 32 lata przed wydarzeniami ukazanymi w "Nowej Nadziei". Jest to okres, kiedy pokoju i sprawiedliwości w galaktyce pilnują Rycerze Jedi, a władzę sprawuje Republika - demokratyczny system rządów obejmujący miliony planet. W wyniku nałożenia podatków na uczęszczane szlaki handlowe, potężna organizacja kupiecka zarządzana przez Neimodian zwana Federacją Handlową dokonuje inwazji pokojowej planety Naboo rządzonej przez 14-letnią królowa Amidalę. Wielki Kanclerz Republiki w celu zażegnania konfliktu wysyła z misją pokojową dwóch Rycerzy Jedi: Qui-Gon Jinna i jego ucznia Obi-Wana Kenobiego. Po dramatycznych wydarzeniach i oswobodzeniu królowej, rycerze lądują na pustynnej planecie Tatooine. Tam spotykają Anakina Skywalkera, chłopca obdarzonego niezwykłym darem. Tak przedstawiony scenariusz może wydawać się ciekawy, ale ma poważną wadę: wielowątkowość, a raczej jej brak. Fabuła całego filmu skupia się na jednym wątku: wyzwoleniu (lub niedopuszczenia do tego) planety Naboo, w którym uczestniczą wszyscy bohaterowie. Ich historia jest za mało rozwinięta, brak im indywidualności i choć ich przygody dostarczają wielu emocji to znacznie lepiej byłoby, gdyby scenariusz podzielono na kilka wątków, tak jak to miało miejsce w "Imperium Kontratakuje". Martwiący jest głównie fakt, że za mało rozwinięto wątek Anakina Skywalkera czy chociażby Lordów Sith. Po tym ostatnim spodziewałem się znacznie więcej, ale trzeba przyznać, że sama obecność Dartha Sidiousa i jego ucznia Dartha Maula dodaje filmowi blasku. Na szczęście część ta ma wartką akcję, bohaterowie zmieniają miejsce bardzo szybko i zmagają się z kolejnymi problemami. Mroczne Widmo to epizod, który przedstawia losy wcześniej poznanych postaci i zupełnie, nowych debiutujących po raz pierwszy na ekranie. Niewątpliwie ciekawą postacią jest Qui-Gon Jinn, mistrz Jedi, nauczyciel Obi-Wana i wybawca z niewoli Anakina. Jego powaga, przywiązanie do tradycji i wyznawanie poglądu, że każda istota ma prawo do życia czynią go "dobrym duchem" "Mrocznego Widma". Równie interesująco przedstawia się Obi-Wan, który w tej części jest butnym i trochę zarozumiałym padawanem, zupełnie niepodobnym charakterem do poznanego w IV części, Bena Kenobiego. Raduje też powrót Palpatine'a, który gra tutaj dwie role - senatora Naboo i knującego intrygę Dartha Sidiousa. Niestety, niektórzy bohaterowie nie zostali do końca rozwinięci, ich sylwetki są bezbarwne. Mam tu na myśli "sztuczną" królową Amidalę i Anakina Skywalkera. Wyjątkiem jest Mroczny Lord Sith, Darth Maul, rewelacyjna postać i czarny charakter "Mrocznego Widma". Ten bezwzględny, wyrachowany, milczący i posłuszny mistrzowi osobnik jest tym dla epizodu I, czym Darth Vader dla całego uniwersum Gwiezdnych Wojen. Natomiast kompletną pomyłką jest Jar-Jar Binks, Gunganin, który w zamierzeniu reżysera miał być postać komiczną (jak Chewbacca w Klasycznej Trylogii), a stał się komediową, wręcz głupią i czyniąca miejscami z "Mrocznego Widma" film infantylny. Obserwując poczynania tego osobnika zadajemy sobie pytanie, czy na pewno oglądamy kolejną część Gwiezdnych Wojen czy może film komediowy osadzony w realiach kosmicznych bitew. Na pocieszenie można dodać, że takie myśli towarzyszą nam niezmiernie rzadko, a "Mroczne Widmo" ma wiele rekompensujących ten błąd zalet. Jedną z nich jest aktorstwo. Najlepszą kreację stworzył Liam Neeson, którego prezencja mistrza Jedi jest wspaniała. Dobrze zagrał też Ewan Mcgregor, a Obi-Wan, w którego się wcielił ma "coś" z Bena Kenobiego (choć ich charaktery różnią się bardzo). Bardzo dobra jest rola Pernilli August (matka Anakina, Shmi) i Iana Mcdiarmida, odtwórcy roli senatora Palpatine. Na tle tych aktorów słabo prezentuje się Natalie Portman, częściowo z powodu ograniczenia przez reżysera, a częściowo z powodu nadmiernego eksponowania części wizualnej królowej Amidali. Także Jake Lyod nie spełnił pokładanych w nich nadziei, choć scena pożegnania z matką jest godna zapamiętania ze względu na dobry duet (Anakin-Shmi) i melancholijny nastrój. Mimo, że aktorzy nie wykorzystali maksymalnie swego talentu, to należy ich cenić za trudną grę na planie filmu, w którym 95 % scen jest kręconych metodą blue screen. Praca nad taką produkcją jest bardzo uciążliwa (w prasie często słuchać o narzekaniu Ewana Mcgregora) i polega na rozmawianiu z nieistniejącymi postaciami czy udawaniu, że przebywa się w miejscu, które w rzeczywistości jest niewielką lokacją otoczoną zewsząd tzw. Niebieskimi ekranami. O ile do warstwy fabularnej filmu można mieć czasami zastrzeżenia, to od strony technicznej "Mroczne Widmo" jest znakomite. To produkcja, w której na nieznaną dotąd skalę wykorzystano technikę komputerową, tworząc rewelacyjne efekty specjalne. W chwili, gdy "Mroczne Widmo" weszło na ekrany kin było filmem, który pobił rekord w liczbie zdjęć powstałych z wykorzystaniem efektów specjalnych. Aby w pełni docenić pracę specjalistów z ILM, należy dokładnie przypatrzeć się scenom takim jak : ucieczka z morskich głębin planety Naboo, wyścig podracerów na Tatooine, lądowanie na Coruscant czy końcowa walka Rycerzy Jedi z Lordem Sithów. Wspaniale wygląda scenografia filmu, w większości wygenerowana komputerowo (Coruscant!!!), ale i naturalne krajobrazy mają swój urok jak np. urocza planeta Naboo. Bardzo ciężko napracowali się projektanci kostiumów. Trudno nie docenić ich starań, choć przyznam się, że nie wszystkie kostiumy przypadły mi do gustu. Głównie mam tu na myśli stroje królowej Amidali, w których Natalie Portman wygląda po prostu "dziwnie" i "przygnieciona takimi ciężarem" nie może wykazać się talentem aktorskim. Ogromną zaletą I epizodu jest choreografia walk na miecze świetlne. Instruktor doskonale przygotował aktorów (Liama Neesona, Ewana Mcgregora i Raya Park) do pojedynku. Walka na miecze jest dynamiczna, świetnie wyreżyserowana i bardzo klimatyczna. Klimat ten współtworzą grająca w tle muzyka Johna Williamsa i efektowna scenografia. Bardzo dobrym pomysłem jest broń Dartha Maula - podwójny miecz świetlny, w którym wojownik posługuje się dwoma ostrzami. Z pewnością scena, gdy bohaterowie zostają rozdzieleni energetycznymi blokadami zapadnie w pamięć każdemu miłośnikowi sagi Lucasa. I epizodowi brakuje niewątpliwie pojedynków kosmicznych. Bitwa o Naboo jest krótka, chaotyczna, a jej zakończenie trochę przesadzone. "Mroczne Widmo", podobnie jak poprzednie części może poszczycić się genialną muzyką skomponowaną przez Johna Williamsa i wykonaną przez jego Londyńską Orkiestrę Symfoniczą. Najlepszym utworem jest "Dual of the Fates", motyw pojedynku Qui-Gon Jinna i Obi-Wana z Darthem Maulem, który stał się kultową kompozycją muzyki Gwiezdnych Wojen. Również pokład dźwiękowy to kolejny dowód na to, jakimi osiągnięciami technicznymi chlubi się "Mroczne Widmo". W tym punkcie recenzji należy przejść do podsumowania. I część była filmem bardzo oczekiwanym, na którym spoczął ogromny ciężar. Niestety, zabrakło mu trochę "siły" na jego udźwignięcie. Z jednej strony otrzymaliśmy produkcję wspaniałą wizualnie i akustycznie, dobrze zagraną i sprawnie wyreżyserowaną, ale z drugiej rażącą kilkoma błędami scenariusza, płytkością niektórych postaci i miejscami infantylnością. Przypuszczam, że gdyby "Mroczne Widmo" dzieliło od Klasycznej Trylogii mniejszy okres czasu (na film) to i oczekiwania nie byłyby tak ogromne, a co za tym idzie film miałby większą szansę im sprostać. Nie można jednak powiedzieć, że to najsłabszy epizod Gwiezdnych Wojen. "Mroczne Widmo" jest epizodem "innym" ale tzn. że gorszym. Przedstawia mało znany nam okres, jednocześnie wyjaśniając nam początek ważnych wydarzeń, o których wyłącznie wspomniano w poprzednich częściach. Możliwe, że inaczej spojrzymy na ten film, gdy Lucas zakończy produkcję Nowej Trylogii. Póki co, otrzymaliśmy dzieło, które zobaczyć musi każdy fan Gwiezdnych Wojen. Wówczas sam w zależności od swoich oczekiwań odpowie sobie na pytanie czy warto było czekać 16 lat. Jako recenzent mam obowiązek wyrazić swoje zdanie. Choć film sprawił mi pewien zawód, to na to pytanie odpowiem twierdząco - Tak - warto.

Ocena - 7/10




    Plusy:

  • aktorstwo
  • muzyka
  • efekty specjalne
  • montaż dźwięku
  • nowe postacie i planety
  • nowatorskie pomysły
  • walka na miecze świetlne

    Minusy:

  • błędy i niespójności scenariusza
  • sztuczność niektórych postaci
  • infantylne sytuacje
  • postać Jar-Jar Binksa.

Dawidos



|strona 20|