spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Życie za życie|

...Siadam do tej recenzji z pustką w głowie. I nie chodzi o to, że film jest na tyle kiepski, wręcz przeciwnie, jest bardzo dobry, ale niestety na razie jestem w stanie powiedzieć tylko to. Oglądałem go około miesiąca czasu temu i może właśnie z tego wynika mój zastój myślowy. Ale postaram się przełamać. Jak zwykle zacznę od przedstawienia fabuły.

Szanowany wykładowca filozofii na jednym z uniwersytetów w USA, członek grupy osób protestujących przeciw karze śmierci (org. Deathwatch), szczęśliwy ojciec (celowo nie piszę "i mąż" od samego początku widać, że żonka go zdradzała podczas swoich podróży do Hiszpanii), zostaje oskarżony przez jedną ze studentek o gwałt. Faktycznie uprawiał z nią seks (swoją drogą kobieta, która ją gra ma czym oddychać, tfu znaczy jest urodziwa ;)) ale dobrowolny, w dodatku zrobił to po pijanemu. Śledztwo umorzono gdyż Berlin (tak brzmiało imię oskarżycielki) odwołała zarzuty. Niestety jak to zwykle bywa, życie z takim piętnem jest dużo gorsze niż kara. Kolejno rozpadały się filary szczęścia naszego bohatera, najpierw stracił posadę, potem żonę i synka, a następnie wyrzucono go z organizacji, w której działał. Popadł w alkoholizm, nic już nie miało sensu. To skłoniło go do czynu, za który został niewinnie aresztowany i skazany na karę śmierci. Siedząc w celi opowiada cała swoją historię jednej z dziennikarek.

Jeśli chodzi o aktorstwo bardzo dobrze zagrana główna rola, Kevin Spacey wypadł w niej tak jak należało, mimo że nie zagrał jakoś wybitnie to i tak pozostawił miłe wspomnienie. Zastanawiające, że wiele osób krytykowało go za tą postać. Nie wiem, dlaczego, nie widziałbym w niej nikogo innego, kto byłby w stanie zagrać ją lepiej. Bo czy każdy aktor umiałby przedstawić tak dobrze sytuację, w której Kevin płakał przytulając się do pluszowej owieczki? Kate Winslet jako dziennikarka wyszła raczej przeciętnie, szczerze mówiąc nie mam do niej zastrzeżeń, gra dobrze i równo, nie widać miejsca, w którym zmienia swoje nastawienie do sprawy i z zatwardziałej, zarozumiałej zmienia się w miękką i współczującą, ale na jej nieszczęście nie pozostaje w pamięci na długo, właściwie mogłaby to być każda dowolnie obrana twarz.

Co do muzyki, zdjęć, scenariusza i reżyserii, nigdy nie lubiłem o tym pisać, wydaje mi się, że gdy film ogólnie wygląda nieźle to znak, że wszyscy, którzy nad nim pracowali spełnili swoje zadania, dlatego nie chciałbym chwalić ani ganić twórców. Oprócz kilku błędów w scenariuszu, (kto mając pod pachą pół miliona dolarów spaceruje bez obstawy po mieście? Baaaa kto postury patyczaka odważyłby się spać z taką sumką w motelu? Albo, który motel pozwoliłby na wywiezienie z jednego z pokoi telewizora i magnetowidu?) nie ma, do czego się przyczepić.

Czy mówiłem już, że opisywana przeze mnie produkcja należy do kina propagandowego? Tak właśnie, mówi ona "kara śmierci to barbarzyństwo!", nakłania nas do swojego zdania, a na końcu jesteśmy skłonni na to przystać. Co jeszcze mogę napisać? Może to, iż film jest dobrym kinem lecz nie zachwyca, jest po prostu dobry, ale nie ma tego czegoś.

Podsumowując, dzieło to przeznaczone jest dla ludzi lubiących skomplikowane historie z zaskakującym zakończeniem. Bo to właśnie koniec ujawnia powód, dla którego siedzieliśmy przy tym filmie półtorej godziny.

Ocena 7+/10 (niewybijający się dramat) Reżyseria: Alan Parker
Scenariusz: Charles Randolph

Obsada:
Kevin Spacey - postać tytułowa
Kate Winslet - dziennikarka
Chris Warner - jej pomocnik, sympatycznie zagrana rola drugoplanowa.

Gatunek: dramat
Rok produkcji: 2003

Odi
metalowy_Odi@poczta.fm


P.S. Dla niektórych z młodych widzów takie filmy są po prostu nudne, jeśli masz mieszane uczucia w stosunku do "Milczenia Owiec" zrezygnuj z oglądania "Życia za życie".


|strona 16|