|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
Kto z Was, drodzy kinomani nie pamięta filmu o wdzięcznej nazwie "Szklana pułapka"? Nie ma chyba nikogo, kto by nie wiedział, że głównym bohaterem był tam Bruce Willis, który zresztą zyskał popularność tym filmem. Charakterystyczną rzeczą w tamtym filmie była koszulka Bruce'a, która z przebarwiła się z białego na kolor czarno-krwisty. Bruce postanowił powrócić do tej koszulki, tyle, że teraz ma na sobie mundur wojskowy, który bezczelnie miesza z błotem. "Łzy słońca" opowiadają o przewrocie wojskowym z Nigerii, taka sytuacja miała ponoć miejsce naprawdę, ale niestety ja o tym nie słyszałem. Skupmy się jednak na filmie. W Nigerii panuje ogromna siekanka obcokrajowców, misjonarzy, czy zwykłych ludzi żyjących w buszu. Porucznik Waters (Bruce Willis) ma za zadanie dotarcie do miejsca w którym znajduje się misja amerykańska i bezpieczne odtransportowanie lekarki (Monica Belluci), księdza, oraz zakonnic. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pani lekarka nie zbuntowała się. Uparła się, że wyjedzie z tego zagrożonego miejsca, ale tylko ze swoimi pacjentami. No i nasz dzielny porucznik ma nie lada kłopot, nie może zabrać wszystkich ludzi, ale lekarkę musi. Podstępem wywabia lekarkę z obozowiska i wraz z chorymi przemierza dżunglę. Na siłę wsadza nieposłuszną kobietę do helikoptera i odlatuje robiąc w bambusa zdezorientowanych, zostawionych na pastwę losu pacjentów. Będąc już w powietrzu naszego bohatera gryzie sumienie i postanawia zawrócić, wziąć na pokład najbardziej chorych ludzi, a resztę bezpiecznie odprowadzić do granicy. Musi się jednak spieszyć gdyż po piętach depczą im żądni krwi rewolucjoniści. Jak na taki film, fabuła jest niezła, co prawda mam w zwyczaju nie opowiadać Wam jej do końca, ale w tym wypadku powiedzieć coś trzeba. Jedno co mi padło na myśl, to fakt, że Amerykanie zaczynają robić filmy już nie o Wietnamie, ale o innych konfliktach. Prawdopodobne więc jest, że niedługo będziemy mieli film, o zmaganiach Amerykanów w Iraku. Co by jednak nie mówić "Łzy..." prezentują się nieźle. Bruce to aktor, który nadaje się do takich ról, żołnierza oddanego swojemu krajowi z zasadami i twardym, ale tak nie do końca, sercem. Ponoć na ekranie miało być widać wewnętrzne zmagania porucznika, czy zabrać murzynów, czy nie. Ja dowiedziałem się o tym z jakiejś recenzji. Być może mam słaby wzrok, ale na twarzy Watersa nie było tego widać. Kolejna sprawa to zachowanie się opieki medycznej misji. Ksiądz, oraz siostry zakonne zostały, aby opiekować się tymi, którzy podróżować nie mogą. Ech, to oddanie za słuszną sprawę czasami jest dziwne. Podobnie sprawa się ma w przypadku lekarki, która pokazuje temperament i chce postawić na swoim. No i niby jej się to udaje. Inna rzecz to zachowanie się żołnierzy, którym ich dowódca mówi, że nie wykonują powierzonej misji, ale działają na własną rękę. Nie trudno się domyśleć, że za swoim porucznikiem wskoczą w ogień, ale to już jest charakterystyczna cecha wszystkich tego typu filmów akcji. Sceneria filmu jest bardzo klimatyczna. Nasi bohaterowie biegają po dżunglii, a jak wygląda dżungla każdy wie. Jest ciepło i wilgotno, wszędzie roi się od owadów wszelkiego rodzaju, a idąc ludzie pocą się. I tutaj jest ciekawie dla męskiej części widowni. Monica Belluci to ładna aktorka, a stylowo rozpięta bluzka i spocone ciało pod nią wygląda bardzo apetycznie. ale to tylko taki bonus dla znudzonych widzów :). Film nie zaskakuje zakończeniem, czyli kończy się..., a nie powiem, sami się domyślcie, ale jak już wspomniałem nie ma tam nic nadzwyczajnego. Ogólnie narzekać nie powinniśmy. Fajna muzyka, gra aktorów na przeciętnym poziomie, scenografia i efekty pirotechniczne jak na film produkcji amerykańskiej przyzwoite, aczkolwiek nie zapierają tchu w piersiach. A piersi Monici Belluci nie zobaczymy bo to nie ten typ filmu. Co Wam będę żałował, obejrzyjcie go sobie. Ocena: 6.5/10 Dishman dishman@poczta.fm |
|
|