|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
Nie wiem czy to tendencja kina ostatnich lat, ale coraz częściej moje chciwe oczka analizują sentymentalne filmy, takie które nie pokazują dużej ilości wybuchów, ale raczej działają na wyobraźnie, wymuszając dłuższe przemyślenia nad takową produkcją. Od czego by tu zacząć recenzje Łowcy snów, hm. Jest to ekranizacja powieści Stephena Kinga, mówi wam coś to nazwisko? Tak to ten sam facet, który był pomysłodawcą "Zielonej Mili" oraz "Ucznia szatana". Mistrz nietypowej opowieści, gwałtownie wywołanych uczuć, pan i władca współczesnego fantasy-horroru. Potrafi w swoich książkach zbudować przytłaczający praktycznie bolesny nastrój, by za chwile przejść do sielankowego spojrzenia na sprawę. Czego można się spodziewać po Dreamcatcherze?
Ukazano tu sylwetki pięciu przyjaciół, czterech z nich było kumplami od zawsze, a piątego upośledzonego fana "Scoobiego Doo", uratowali w dzieciństwie przed znęcającymi się nad nim starszakami. Tak nawiązała się między nimi więź. Duddits niepełnosprawny, członek grupy, miał niespotykane zdolności, którymi wkrótce podzielił się z przyjaciółmi. Na ekranie widzimy ich, gdy są dorośli, trzech potrafi czytać w myślach inny znajdywać zagubione przedmioty, regularnie spotykają się w domku w górach. Tym razem także wyjechali do "zimowego apartamentu", jeden z nich miał wcześniej wypadek, bardzo dziwny prawie umarł, jednak coś podtrzymało go przy życiu. Na czym to ja? Mamy czterech facetów w górach, dużo śniegu, polowania, rozmowy, zaskakujące migracje zwierzyny, nieznajomy człowiek pukający do drzwi ich chatki, jego okrutna śmierć na sedesie, kosmici..... Ze strony technicznej, wielkie uznanie dla twórców czołówki (gra świateł, ożywienie sopli lodu, woda, plamy...), która daje przedsmak "dziwnego" filmu, jaki właśnie za chwile mają ujrzeć nasze oczy. Gra aktorska, dość dobra, mimo że nie mogę wiele powiedzieć, bo się na tym nie znam, ważne jest, że nie przeszkadza ani nie burzy nastroju, a wręcz go wzmaga. Znane twarze odtwórców głównych ról. Muzyka dobra, nastrojowa, czyli taka, jaka powinna być, wszelkie inne dźwięki doskonale wyważone. Dobre efekty specjalne, przykładowo zaskakująca autodestrukcja statku UFO. Co jest takiego niesamowitego w całym obrazie? Może to, że działa na zaskoczenie, nie wiemy do samego końca, co się za chwile wydarzy, nie mamy zielonego pojęcia, o czym jest ten film, a na końcu zastanawiamy się, dlaczego mamy takie a nie inne uczucie. Przedstawiono tu kilka bardzo skrajnych bohaterów, przywódca brygady antykosmicznej, przyjaciele, a nawet zaborczy kosmita. Czy warto to zobaczyć? Oczywiście pod warunkiem, że jesteście gotowi wczuć się w wydarzenia, nie zwracając uwagi na specjalnie wstawione sceny lekko przynudzające, po których następuje rozwiązanie i emocje uderzają w nas jak fala gorącego powietrza, po prostu trzeba to poczuć, całą ekranizację należy poczuć wszystkimi zmysłami, mimo że do jej obejrzenia używamy tylko dwóch, inne trzeba oszukać za pomocą wyobraźni.
Ocena: 8/10 Co podobało mi się najbardziej? Jestem fanem filmów, które starają nam się udowodnić, że przeznaczenie istnieje, a opisany powyżej "twór", jest takim właśnie bardzo dobrym ukazaniem tej teorii. Niestety nie czytałem powieści która była piedestałem jego fabuły, dlatego ocena jest tylko spojrzeniem widza na film bez porównywania z drukowana wersją. Obsada: Morgan Freeman Ingrid Kavelaars Thomas Jane Jason Lee Odi metalowy_Odi@poczta.fm P.S. Słuchajcie U2! (Miś Eryk zapoczątkował dziwną, tradycję, której jak widać i ja uległem;) |
|
|