spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Czas|

Obejrzałem przed chwilą film "Boys & girls". Oglądałem go już kilka razy, raz nawet zgubiłem, hihi, ale lubię go. Jest kilka filmów, które lubię oglądać wiele razy i nie nudzą mi się (tak jak moja mama lubi wiele razy czytać trylogię Sienkiewicza). Filmy to moje hobby. Oczywiście mam parę takich, które uważam za bardzo dobre. Niektóre z tych bardzo dobrych po ponownym obejrzeniu tracą wiele ze swojej wartości, ale są też takie, które po wtórym obejrzeniu nic nie tracą. Tzn. ciągle wtedy uważam dany film za bardzo dobry. Filmy to moja ucieczka od szarej rzeczywistości - uświadomiłem sobie to już dawno. Każdy człowiek powinien mieć coś w tym rodzaju. Coś, przy czym cały świat uchodzi w dal. Zapominasz o realnym świecie. Interesuje cię tylko to jedno. Kilka dni temu braliśmy na WOS-ie (nie żebym lubił ten przedmiot - bynajmniej!) bodaj rodzaje patologii społecznych. I tak, wymieniliśmy np. alkoholizm, narkotyki, przemoc, nałóg komputerowy (tak, tak, wiesz o co mi chodzi! ;). Pomyślałem, że to wszystko ucieczki od rzeczywistości. Ale są to ucieczki ludzi, którzy nie potrafią sobie poradzić z życiem. Ich ucieczki ich rujnują. Moją ucieczką są filmy. Między innymi, oczywiście. Bo kto powiedział, że nie wolno mieć wielu ucieczek? Dla mnie są to też piłka nożna (czynna i bierna), rysowanie, gry komputerowe. Powiesz, że to hobby. Tak, można tak powiedzieć. Ale nie do końca. Moje ucieczki to hobby, ale alkohol, dragi, papierosy itd. to już nie hobby.

Aha, zapomniałbym - takie filmy, które mogę oglądać wiele razy i za każdym razem coraz bardziej je lubię, to jeszcze: Shrek i Matrix (na razie pierwsze 2 części, gdyż premiera trójki jest za 5 dni :) Oblicz, kiedy pisałem ten text! ;)

Siedzę sobie w domq, bo mam złamaną nogę i na zewnątrz ani rusz, więc mam trochę czasu do pomyślenia :). Ale nie chciałem pisać o filmach. Akapity powyżej, są jakby btw, takie przemyślonka wrzucone przy okazji. Przy oglądaniu dziś właśnie "Boys & girls" wzięło mi się na myślenie. Dlaczego tak podoba mi się ten film? Odpowiedź była prosta: bo przypomina mi gimnazjum, piękne chwile, wspomnienia na długo. Ale ja nie zadowalam się prostymi odpowiedziami, zawsze grzebię głębiej. Gdy czegokolwiek się uczę to staram się to zrozumieć, dlatego czasem większą część czasu kiedy się uczę, przeznaczam na zrozumienie czegoś. Dlatego potem śmieję się, że rozumiem temat, ale go nie umiem (sic). Jeśli ciągle wiesz co mam na myśli, to przeczytaj i weź sobie do serca ostatni wers tego arta. Wracam do tematu - ta odpowiedź nie satysfakcjonowała mnie. Kto oglądał film, ten wie o co w nim chodzi. Jest to jeden z filmów typu komedia młodzieżowa (np. "American Pie", "Legalna blondynka", "Ostra jazda").

Większość wybitnych panów recenzentów bluzga na nie ile wlezie, ale ja lubię pośmiać się i obejrzeć taką historyjkę. Zazwyczaj obejrzę film i koniec, ale z tym tytułem jest inaczej. Opowiada o dwojgu ludzi - Jennifer i Ryanie - którzy spotykają się jako dzieci w samolocie, potem w jednym liceum, aż w końcu przypadkiem na jednym college'u. I tam początkowo dogryzają sobie, z czasem spotykają się, rozmawiają, stają się przyjaciółmi. W końcu spostrzegają, że się w sobie zakochali. Po "punkcie kulminacyjnym filmu" ich związek ulega ochłodzeniu i nie widują się. Aż dziewczyna kończy studia i wyjeżdża do Włoch. Na szczęście oboje opamiętali się w porę i zostali razem. Fabuła jak w większości takich komedii, jednak każda ma w sobie haczyk, coś głębszego. Najbardziej daje mi do myślenia okres właśnie po "punkcie kulminacyjnym". Nie będę owijał w bawełnę - po prostu kochali się tamtej nocy. Potem chłopak nie chce znać dziewczyny, a ta chce jak najbardziej dalej się z nim spotykać mając świadomość, że za kilka tygodni rozstaną się na zawsze. I tu jest właśnie pies pogrzebany; to jest pełna, acz, że tak powiem: metaforyczna, odpowiedź na moje pytanie. To samo przeżyłem w gimnazjum, w trzeciej klasie. Ostatnie miesiące szkoły mijały mi w atmosferze melancholii, refleksji, zbierania wspomnień, myślenia. Wiedziałem już dobrze, że z żadną z osób z klasy nie będę chodził do klasy w liceum; nie będę nawet chodził z żadną z nich do jednej szkoły. A trzeba wiedzieć, że w gimnazjum czułem się świetnie, niemal pod każdym względem. Każdego dnia bawiłem się świetnie (bynajmniej nie kosztem nauki). Co tu dużo mówić, byłem też, a raczej przede wszystkim zakochany. W marcu, kwietniu, maju i czerwcu wiedziałem, że to wszystko się kończy, nieuchronnie zbliża do definitywnego końca. Chciałem jak najdłużej cieszyć się chwilą (carpe diem!), jak najdłużej żyć tym, co miałem wtedy jeszcze na co dzień. Tak jak Jennifer - dziewczyna z ?Boys & girls? wiedziałem, że to zbliża się do końca, ale ja nie chciałem tego końca.

Chciałem "zatrzymać ten czas". A tak nie powinno być! Czasem za dużo myślę. Wtedy właśnie za dużo myślałem. Powinienem cieszyć się chwilą, a nie myśleć, jak by tu ją zatrzymać. Od tego czasu, gdy wiem, że coś zbliża się i jest pewne, np. mam jakiś egzamin, stresującą sytuację, złe ale nieuchronne wydarzenie (a la dentysta :) to nie myślę o nim.

"Jeśli będziemy patrzeć daleko w przyszłość sparaliżuje nas strach."
William Wharton

To po prostu samo przyjdzie i dopiero wtedy będę o tym myślał. Teraz wg mnie właśnie na tym polega motto Carpe diem! I chyba doszedłem do tego samego, do czego kiedyś Horacy (nie znając uprzednio jego słów): "Carpe diem, quam minimum credula postero." Może taka postawa jest nieco tchórzowska (choć gardzę tą cechą i wystrzegam się jej), ale tak jest mi lepiej, cieszę się teraźniejszością. Pozostawiam złą przyszłość samej sobie, gdyż i tak nadejdzie. Przeszłości nie zapominam, ale nie żyję tylko wspomnieniami.

"Często chwalimy odległą przeszłość, a nie doceniamy współczesności."
Tacyt

A teraz coś z innej beczki. Zastanawiałeś się kiedyś, Czytelniku, jak mańkut podaje rękę? Do przywitania się. Zakładam, że jesteś praworęczny (jak ja). Taki ktoś musi czuć się przy witaniu kogoś niezręcznie. Jak gdybym podawał lewą rękę do uścisku dłoni, albo lewą ręką obsługiwał myszkę. Aż nie mogę sobie wyobrazić!

"Chcę zatrzymać ten czas" (vide Coca Cola) - piosenka Kasi Kowalskiej

"Nie biegnij za szybko przez życie, gdyż najlepsze rzeczy zdarzają nam się wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy."
G. Garcia Marquez

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu. Czas i tak upłynie."
H. Jackson Brown


Tekst popełnił
Always Second
asecond17@wp.pl


|strona 5|