| |
Kim Newman - "Anno Dracula"
Da się zauważyć, że przez wszystkie lata istnienia cały świat
fantastyki oraz żyjące w nim stworzenia w znaczącym stopniu ewoluowały. Weźmy na
przykład takie krasnoludy: niegdyś były przedstawiane jako pocieszne skrzaty w
różowiutkich ped-czapeczkach oraz ped-bucikach, pląsające radośnie wśród drzew w
równie różowym jak ich odzienia świecie. Teraz zaś są hardymi wojownikami z
toporami za pazuchą, są łase nie na cukierki a na złoto, nie przepadają za
przedstawicielami innych ras, a całe dnie spędzają na fedrowaniu ziemi w ciemnych
niczym wnętrze głowy mojego nauczyciela historii, tunelach. No chyba, że zdarzy im
się akurat wyruszyć na wojnę, co - mówiąc szczerze - zdarza im się dosyć
często :D. Nie inaczej jest z wampirami - jakkolwiek kiedyś wizerunkiem wampira
była postać odziana w czarny jak smoła płaszcz z wysokim jak Pałac Kultury
kołnierzem, skradająca się po gotyckich zamkach w poszukiwaniu niewiast, w których
gardziołko mógłby wbić kły i dać upust swojemu nałogowi, tak teraz wampiry
podzielone są na oddzielne, walczące ze sobą klany. Teraz już nie działają
niezauważenie - teraz, jak często się zdarza, są częścią zwykłej, codziennej
społeczności - są tolerowane przez ludzi. I właśnie mniej więcej tak to wygląda w
opisywanej tu książce.
Rzecz dzieje się w realiach osiemnastowiecznego Londynu. Wtedy to właśnie do
Anglii przybywa Dracula - znany zresztą zapewne wszystkim skądinąd - i poślubia
królową Wiktorię, stając się tym samym władcą Imperium Brytyjskiego. Od tego czasu
po całej Anglii rozpanoszają się przedstawiciele jego rasy - bo jakżeby inaczej -
obejmując wszystkie wysokie stanowiska polityczne i - prawdę rzekłszy - właściwie
stając się większością w społeczeństwie. Z tego też powodu nastąpiło wiele zmian,
jak choćby zmiana czasu pracy wszelkich instytucji na godziny nocne, czy napoje
serwowane w tamtejszych lokalach (świńska krew na ten przykład). Kiedy już
zwykłych ludzi spotkać można było tak rzadko, jak niegdyś same wampiry, pojawiło
się pytanie: "co stanie się, gdy ciepłych w zupełności już zabraknie?
Czy wampiry będą musiały głodować?". Problem faktycznie zaczął narastać coraz
szybciej a w slumsach londyńskich pojawiało się coraz więcej wycieńczonych i
głodnych karkogryzów. Mało tego: do akcji wkroczył ktoś, komu wyraźnie nie w smak
była obecność wampirów na ulicach i zaczął po nocach ciąć przypadkowe prostytutki
srebrnym skalpelem. Tak, nie mylicie się - ten ktoś to we własnej osobie Kuba
Rozpruwacz. Od tej pory media zaczęły szaleć, policja nie może dorwać owego
mordercy a coraz więcej wampirzych dziwek zostaje znalezionych w kawałkach
porozrzucanych po rynsztokach. Do przeprowadzenia śledztwa wkrótce zostaje wysłany
specjalny agent na usługach jej królewskiej mości - James, TFU! Charles
Beuregaurd, który wkrótce spotyka atrakcyjną i wojowniczą wampirzycę, wraz z którą
zaczyna poszukiwania Rozpruwacza.
I to tyle należałoby napisać o fabule książki - jest ona jednak, rzecz jasna,
ZNACZNIE bardziej rozwinięta i wielowątkowa, a - jak się później okazuje - cała
sprawa ma drugie - a nawet i trzecie - dno. Żeby jednak za wiele nie zdradzać i
nie psuć Waz tym samym zabawy powiem jedynie, że - jakkolwiek z początku może to
tak się nie prezentuje - cała zawarta w książce historia jest naprawdę ciekawa i
wciągająca. Zwłaszcza ze względu na same, niezwykle wyraziste, postacie - jak
choćby wspomniany wcześniej Jakub Rozpruwacz, czy wampirzyca Gienevieve. Całości
dopełnia sposób, w jaki książka została napisana - zawarto w niej około 55
krótkich - bo na, w przybliżeniu, 5 stron każdy - rozdziałów. Czyta się to
świetnie, także dlatego, że przekład na polski okazał się co najmniej bardzo
dobry. Wracając do samych postaci: znajduje się tu dość sporo takich, które każdy
powinien znać z innych historii, jak np. - znowu się do niego odwołam - ów
Rozpruwacz, czy policjant Lestrade, o szkocie Mackenzim oraz doktorze Jekyllu nie
wspominając. Jest tu także pewna postać istniejąca w rzeczywistości - mowa o
Jossefie Merricku, tak zwanym "człowieku - słoniu", który ów przydomek zyskał ze
względu na nigdy wcześniej, ani później nie spotykaną chorobę, na którą cierpiał.
Chodziło o znaczne zniekształcenie całego ciała oraz szkieletu. Zainteresowanych
odsyłam do wszelkiego rodzaju książek o tematyce medycznej oraz do filmu
dokumentalnego o tej postaci. Tak czy inaczej - on w Anno Dracula niewielką rolę
pod koniec całej historii zagrał - i nawet wspomniane było o jego
zniekształceniach.
Cokolwiek by rzec o książce, jako o całości - jest naprawdę świetna. Wprawdzie na
początku może okazać się niezbyt wciągająca, ale poczytajcie chociaż do
dwudziestego rozdziału a przechadzając się później po ulicy będziecie marzyć o
tym, by mieć ukryty za pazuchą srebrny skalpel chirurgiczny - na wszelki
wypadek...
Snake
|
|