Druga dziennikarska twarz
Marzyłeś kiedyś, by być kimś innym? Zostać fryzjerem, wykładowcą, dyrygentem, kucharzem, astronautą? ;) Umożliwia to nowy (no, nie taki już nowy ;)) program TVN-u o znaczącym tytule "Druga twarz". Zadaniem uczestnika jest jak najlepsze wcielenie się w nową rolę zawodową. Na przygotowanie ma jeden miesiąc. To niewiele, zważywszy na to, że nauka zawodu trwa CO NAJMNIEJ kilka lat. Po owych trzydziestu dniach ma miejsce finał. Przyuczany do ostatniej chwili uczestnik ma stanąć przed komisją złożoną ze specjalistów. Przed tym samym jury staną także profesjonaliści... Zadaniem jurorów będzie odgadnięcie, który egzaminowany jest "podstawiony".
Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do sedna. Do tej pory widziałam tylko jeden odcinek programu; nie wiem, czy skuszę się na więcej. Na pewno za to nie skuszę się na typową recenzję - nie znam "Drugiej twarzy" na tyle dobrze, by ocenić ją w miarę obiektywnie. Odcinek, który zobaczyłam, dotyczył przemiany Pawła, bydgoskiego listonosza, w dziennikarza TVN24. Nie zabrakło oczywiście promocji stacji i popularnych dziennikarzy z Tomaszem Lisem na czele :). Przyznam, że chyba nie obejrzałabym programu, gdyby właśnie nie "telewizyjno-dziennikarska" tematyka. Miałam nadzieję na zobaczenie TV zza kulis. Właściwie niewiele kulis zobaczyłam, program musiał być natomiast potężnym ciosem dla tych wszystkich, którzy myślą, że dziennikarstwo to robota łatwa i przyjemna, a wygłoszenie kilku linijek stand-upu to banalna igraszka. Przykład Pawła pokazuje, że dziennikarzem chyba jednak trzeba się urodzić ;).

Kariera Pawła w telewizji zaczęła się (pomijając to, że włączyłam TV ciut za późno i parę minut burzliwej historii listonosza ominęło mnie... co za szkoda ;)) od ćwiczeń wymowy (ma mammamia i takie tam ;)). Wkrótce został wysłany z dziennikarską misją - miał zrobić stand-upa (a możliwe, że i materiał - przegapiłam :( ) z jakiejś imprezy harleyowo-motocyklowej ;). Kiedy usłyszałam jego "dzieło" od razu wiedziałam, że nie ma szans... Pomińmy już brak charakterystycznej intonacji, jaka charakteryzuje większość reporterów (swoją drogą, to dość monotonne, gdy wszyscy mówią w ten sam sposób ;)) - już specyficzna wymowa mogła zdemaskować bydgoszczanina. Przede wszystkim komentarz był zwyczajnie słaby - zbyt poetycki, wybitnie mało konkretny i wygłoszony bez przekonania. Szkoda, że nie widzieliście, jak wypowiadał się na temat materiału Lis - robił wszystko, żeby nie powiedzieć za dużo i nie dobić biedaka ;). Mimo to Paweł załamał się, ale nie na długo - już wkrótce wyjechał z kolejną misją dziennikarską, tym razem do... Moskwy.

Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że wyjazd odbył się tylko po to, by można było pokazać malownicze ulice miasta i puścić w tle rosyjskojęzyczną piosenkę. (Swoją drogą, podobała mi się rosyjska Ikea :) i napis bodaj "Techno" (nie znam dobrze alfabetu, więc pomyłka całkiem możliwa) gdzieś za demonstrującymi zwolennikami komunizmu). Nie mam pojęcia, co dała ta eskapada Pawłowi - materiały i stand-upy mógł równie dobrze robić na miejscu. No, ale "korespondent zagraniczny" to brzmi dumnie, a daleki wyjazd będzie ładnie wyglądał w programie...
Mimo sceptycznego podejścia, żałowałam, że program trwał tak krótko (ale jestem niekonsekwentna ;)) - wkrótce dobiegły końca przygotowania (przynajmniej ta część, którą zaprezentowano nam na wizji) i nadeszła chwila prawdy ;). Przed jury zasiadło trzech prawdziwych reporterów TVN24 + nasz podstawiony Pawełek. I... wyłożył się. Primo: zaczął się plątać przy najprostszym możliwym pytaniu - o jego życie, karierę, najlepsze zrobione materiały (oczywiście chodzi tu o alternatywną historię jego żywota ;)), co bezlitośnie wypomniała mu później Bukowska z jury. Secundo, jego odpowiedzi były aż nazbyt dyplomatyczne i wyważone - tak jakby chciał wszystkim dogodzić ;). I najgorsza rzecz - parę razy wyraźnie nie zrozumiał pytania... Ponadto był wyraźnie skrępowany, zestresowany, a odpowiedzi miał wyraźnie przygotowane. Prof. Jerzy Bralczyk - drugi członek jury zarzucił mu używanie "schematów językowych". I jednej rzeczy tylko nie zrozumiem - gdzie Bralczyk słyszał u Pawła charakterystyczną intonację reportera? Ja jakoś jej nie zauważyłam...

Przydałoby się na podsumowanie kilka słów o samym programie. Obejrzałam go z przyjemnością i, jak wspomniałam, mógłby potrwać dłużej, co chyba najlepiej o nim świadczy :). Nie wykluczam jednak, że być może powodem była tematyka - ciekawe, czy z równym zainteresowaniem oglądałabym, dajmy na to, przemianę elektryka w piekarza ;). I jedna myśl na pocieszenie - nie wystarczy ubrać się w garnitur, miec dobrego stylistę i poćwiczyć dykcję, żeby być dziennikarzem :)). Choć ćwiczenia wymowy na pewno w tym nie przeszkodzą ;).
Tawananna
tawananna@pf.pl
Dziękuję za udostępnienie zdjęć serwisowi tvn.akcja.pl.