Master Cup Houston

Turniej tenisowy Tennis Maters Cup Houston 2003 był ostatnim turniejem w tym sezonie. Zapraszana do niego jest najlepsza ósemka zawodników sezonu. W tym roku byli to (w kolejności rozstawienia): Andy Roddick, Juan Carlos Ferrero, Roger Federer, Guillermo Coria, Andre Agassi, Rainer Schuettler, Carlos Moya, David Nalbandian. Jak widać, zabrakło zeszłorocznego triumfatora Lleytona Hewitta (i bardzo dobrze :D). Tenisiści zostali podzieleni na dwie grupy: czerwoną i niebieską. Nie ma sensu opisywać wszystkich spotkań, dlatego skupię się tylko na meczech mojego ulubionego tenisisty, wspaniałego Andre Agassiego! Wyniki innych zamieszczę dla formalności ;-).

To był pierwszy oficjalny mecz Agassiego po trzymiesięcznej przerwie, spowodowanej narodzinami córki (gratulacje!)... Wszyscy byli ciekawi, jak zagra nasz wielki mistrz, po tak długim okresie czasu. I co się okazało? Otóż było widać, że Andre nie jest już w tak dobrej formie. Głównie chodziło o kondycję, ale ta stanowi jego problem już od dłuższego czasu. Nie ma się co dziwić, w końcu 33 lata to już całkiem pokaźny wiek jak na tenisistę... Wróćmy jednak do relacji. Przeciwnikiem był Roger Federer, niezwykle trudny do pokonania, bo grał bardzo dobrze i mądrze. Jednak Agassi chciał pokazać, na co go stać po takiej przerwie. Wygrał pierwszego seta 7-6 (3). Niestety, w drugiej części Federer grał jeszcze lepiej, a Andre starał się oszczędzać siły, co sprawiło, że Roger wygrał 6-3. Ostatni set to prawdziwa walka: punkt za punkt, gem za gem. O zwycięstwie musiał zdecydować tie-break. I tu toczyła się bardzo wyrównana walka. Niestsety Andre nie wykorzystał dwóch piłek meczowych, co skrzętnie wykorzystał Szwajcar, który dzięki swojemu serwisowi wygrał seta 7-6 (7). No cóż, początek mógł wyjść znacznie lepiej Amerykaninowi, ale pokazał, że tanio skóry nie odda w meczach z dużo młodszymi zawodnikami.

Schuettler - Coria 6-3 4-6 6-2
Roddick - Moya 6-2 3-6 6-3

D Nalbandian - JC Ferrero 6-3 6-1
R Federer A Agassi 6-7(3) 6-3 7-6 (7)

Druga runda i Andre spotyka sie z Ferrero. Było na co popatrzeć :D. Pierwszy set był niezbyt dobry w wykonaniu Andre; tenisista ruszał się tak jakoś bez przekonania i popełniał masę niewymuszonych błędów. Ale następne sety to już dużo lepsza gra Amerykanina. Moment przełomowy nastąpił, gdy Agassi wygrał gema, choć przegrywał 0-40 przy podaniu Ferrero. Po tej piłce zaczął grać na swoim, bardzo wysokim poziomie. Mimo kilku błędów już kontrolował grę i wygrał ostatecznie z Juanem Carlosem 2-6 6-3 6-4. Wynik ten spowodował, że numerem pierwszym na zakończenie sezonu został Roddick :-(. Ale liczy się zwycięstwo Andre, a nie przypadkowe sukcesy jakiegoś cieniasa ;-).

R Schuettler - A Roddick 4-6 7-6 (4) 7-6 (3)
G Coria - C Moya 6-2 6-3

R Federer - D Nalbandian 6-3 6-0
A Agassi - JC Ferrero 2-6 6-3 6-4

Trzeci mecz Agassiego w turnieju był najlepszy pośród spotkań grupowych. Przeciwnikiem był David Nalbandian, stawką meczu - awans do pófinału turnieju, bo obaj zawodnicy mieli po jednej wygranie i porażce. Tak więc gra zapowiadała się fascynująco. I taka była! Pierwszy set: dosyć wyrównany, ładne akcje i dużo niewymuszonych błedów (głównie po stronie Agassiego). Główną bronią Argentyńczyka były crossowe uderzenia wzdłuż lini bocznej kortu, do których Amerykanin ani razu nie podbiegł. Wynikało to z taktyki Agassiego, by się nie przemęczać, gdy brak szans na dobiegnięcie do piłki. Nalbandian zdobywał dużo punktów w taki sposób, lecz Agassi zagrywał świetne piłki, dlatego o zwycięstwie w tym secie musiał decydować 13 gem. I tu panowała wyrównana walka, punkt za punkt. W końcu David, wcześniej zdobywając przewagę, zagrał piłkę prosto w linię. Przynajmniej tak mi się wydawało i aż mi mina zrzedła - oznaczało to przegraną seta przez Agassiego. Nagle jednak sędzia wywołuje aut, co wywołuje zdziwienie Nalbandiana. Sportowiec próbował jeszcze dyskutować z arbitrem, jednak to nic nie pomogło. Na powtórce było widać, że piłka była za kortem... Zdenerwowany zawodnik nie był w stanie dobrze grać w tym secie, co wykorzystał Andre, który zwyciężyłostatecznie 7-6 (10). A było już blisko przegranej... Nadmienię jeszcze, że Argentyńczyk miał kilka razy pretensję do sędziów, jednak powtórki zawsze wskazywały, że mieli oni rację. Mimo to po przegraniu seta David wezwał supervisora, co się zdarza niezmiernie rzadko, a właściwie to nigdy na poważnym turnieju :-). Interwencja ta też nic nie pomogła i seta bezwzględnie wygrał Andre Agassi! W tej sytuacji niezastąpione były replaye, które w sposób jednoznaczny oceniały, czy wystąpił aut. Zawiódł za to komentarz, bo komentatorzy przy spornej sprawie myśleli, że to już koniec i rozmawiali tak, jakby seta wygrał Federer... Z błędu wyprowadziła ich dopiero gra na korcie :-), Ale to jedyna tak poważna wpadka komentujących spotkania.

Drugi set to, po przegranych dwóch gemach, zastosowanie sprytnej techniki przez Agassiego. Polegała ona na oddaniu seta prawie bez walki, tak by się nie zmęczyć, ale tak żeby przeciwnik nieźle się nabiegał. I tak też się działo - Andre nie poruszał się prawie wcale po korcie, oddawał bardzo łatwe piłki i nie przykładał się do gry. Ale to były tylko pozory! W rzeczywistości musiał sporo myśleć nad dobrym odegraniem, by zapewnić dużo ruchu Nalbandianowi. Plany zostały zrealizowane - komentatorzy myśleli, że to koniec, że Agassi już nie może dobrze grać, a przegrana 3-6 także na to wskazywała. Jednak ja byłem pełen nadziei przed decydującym setem!

A w trzeciej części Andre pokazał, na co go stać. Po uśpieniu przeciwnika w secie drugim, teraz grał na swoim bardzo wysokim poziomie. Zaczął biegać do piłek, do których wcześniej nawet nie startował. Opłaciło się, bo Andre objął prowadzenie 5-2. Na tę grę patrzyło się z ogromną przyjemnością - Agassi returnował cudnie, a swoje serwisy wykorzystywał bezbłędnie. Jednak przy tym wyniku Andre trochę się zapomniał i Nalbandian zdołał doprowadzić do stanu 5-4 i piłki ze swoim serwisem. Było groźnie, bo David zaczął grać dużo lepiej, a Amerykanin znów popełniał błędy :-(. Doświadczenie wzięło jednak górę nad młodością i Andre Agassi wygrał gema 40-15, zaciskając pięść przy każdej wygranej piłce. Na końcu nastąpiła przepiękna chwila dla mnie. Radość na twarzy Agassiego była czymś cudownym, tak cieszyć się z wygranej potrafią tylko wielcy mistrzowie. Jego zadowolenie było tak ogromne, że aż mnie coś ścisnęło... Dla takich chwil warto jest oglądać tenis!

C Moya - R Schuettler 7-5 6-4
A Roddick - G Coria 6-3 6-7(3) 6-3

R Federer - JC Ferrero 6-3 6-1
A Agassi - D Nalbandian 7-6 (10) 3-6 6-4

W pófinałach spotakali się ostatecznie Agassi z Schuettlerem i Federer z Roddickem. Drugi mecz zakończył się łatwą wygraną Rogera, który był w świetnej formie. Dlatego zwycięzca pierwszego pojedynku wiedział, że będzie mieć trudne zdanie w finale. W tym meczu ciekawy był tylko pierwszy set, w którym wygrał Niemiec 7-5. Jednak w następnych na korcie dominował Andre i nie dał sobie już wydrzeć zwycięstwa. To tyle na temat półfinału... Wiem, że krótko, ale nie było w tych meczach zbyt wiele emocji, bo były to raczej jednostronne spotakania.

A Agassi - R Schuettler 5-7 6-0 6-4
Roger Federer - A Roddick 7-6 (2) 6-2

Wielki finał został rozegrany o 22.00 (czasu polskiego), transmisja oczywiście w EuroSporcie. Komentarzem raczyli nas Karol Stopa i Wojciech Fibak. Mecz odbył się na korcie West Side Tennis Club. Agassi miał szansę na wygranie turnieju Masters Cup jako najstarszy zawodnik w historii, ale Federer był bardzo zmobilizowany na to spotkanie. To miał być pojedynek doświadczenia z młodością. Jak było? - zaraz się przekonacie.

Set 1 (Andre Agassi - Roger Federer):
0-1 - Szwajcar wygrywa do 0 dzięki świetnemu serwisowi.
1-1 - pierwsze punkty Agassiego! :-) Dwie bardzo ładne wymiany, w których górą był Andre.
1-2 - mimo pięknych returnów wygrywa Roger
1-3 - pierwsze w meczu przełamanie Federera, który grał bardzo mądrze. Agassi robi co może (nawet podskakuje do lobu), ale to nic nie daje
1-4 - serwis wygrany do 0. Fantastyczna gra Federera!
2-4 - tym razem bez straty piłki pozostaje Andre
2-5 - mimo jednego podwójnego błędu wygrywa Szwajcar
3-5 - Amerykanin gra jak tylko może najlepiej, podbiega do drop shota i wygrywa gema
3-6 - ponownie znakomity serwis Federera, który wygrywa pierwszy set

Tak więc po 22 minutach ładnego meczu wygrywa Roger Federer, który jest w świetnej dyspozycji. Będzie trudno Agassiemu odrobić tę stratę, ale zobaczmy, co się działo dalej.

Set 2: 0-1 - serwuje Agassi, ale to nie pomaga. Ostatnia piłka to podwójny błąd serwisowy
0-2 - 0-40, po chwili 40-40, ale i tak wygrywa Roger

I na tym kończy się relacja "minuta po minucie" (pewnie się cieszycie :-)). Jaki jest tego powód? Otóż w następnym gemie, przy stanie 0-30, zaczął padać deszcz, który uniemożliwił dalsze rozgrywanie meczu. Po kilkunastu minutach zawodnicy zeszli z kortu, a pojedynek rozpoczęto dopiero po dwóch godzinach. I nie będę dalej opisywał tego, co działo się na korcie, bo nie wytrzymałbym tego. Agassi był bezsilny wobec świetnie dysponowanego Federera, aż żal było patrzeć na zasmuconą twarz Andre.. Drugi set wygrany przez Rogera 6-0 przesądził definitywnie o jego wygranej. W trzecim secie Federer dał trochę pograć Amerykaninowi, ale cały czas kontrolował sytuację. Przełamał jedno podanie Andre i poźniej mógł cieszyć się z wygranej w ostatnim secie 6-4 i w całym meczu 3:0.

Roger Federer (Szwajcaria, 3) - Andre Agassi (USA, 5) 6-3 6-0 6-4

Turniej zdecydownie stał na wysokim poziomie. Warunki dyktował Federer (zgarnął 1,5 mln $), który stracił zaledwie jednego seta w meczu pierwszym (z Agassim właśnie :-)). Nie miał sobie równych, dlatego drugie miejsce Agassiego ("tylko" 700 tys. dolarów) to bardzo dobry wynik, zwłaszcza, jeśli wspomnieć dwumiesieczną przerwę i przede wszystkim wiek (33 lata to już słuszny wiek). Z drugiej strony szkoda przegranej, bo to mógł być jeden z ostatnich triumfów tego genialnego tenisisty, który potrafi wygrywać z dwudziestolatkami. I dlatego go uwielbiam...

Gratulacje dla wszystkich tenisistów, biorących udział w turnieju, szczególne wyrazy podziękowania dla (mimo wszystko piękne gra) Rogera Federera i (oczywiście) Andre Agassiego (najlepszy tenisista na świecie) za przepiękne chwile spędzone przed telewizorem! Sezon 2003 uznaję za skończony! (i czekam na następny :D).

Na koniec słówko o stronie technicznej widowiska: EuroSport jak zwykle przedstawił nam rzetelne relacje na żywo, dokładnie takie, jakie powinny być. Komentarz bez zastrzeżeń (oprócz tej jednej sytuacji), miły głos sprawiał, że chciało się oglądać, to znaczy słuchać ;-). A realizacja też niczego sobie, powtórki w spornych momentach i po ciekawych akcjach. Dobrym pomysłem było też pokazywanie widzów, którzy widząc siebie na ekranach robili różne rzeczy (uśmiechali się). Należałoby wspomnieć, że mecze odbywały się w sesji popołudniowej lub wieczornej. Dla polskiego widza oznczało to transmisje o 20.00 lub 02.00, ale warto było nie spać :D.

Relacjonował dla Was zaspany
Rafałek
xfiles1@go.pl

1. Andre Agassi jest najlepszy i nie zmieni tego nic!
2. Kto oglądał, ten wie, że było warto!
3. Napisałem, że relacjonowałem to dla Was? Nie, robiłem to dla własnej satysfakcji, bo oglądać Agassiego to przepiękna sprawa ;-).
4. Wiecie, jak fajnie jest prawie nie spać? Nie? To słuchajcie: położyłem się spać o 01.00, a o 02.00 wstałem, bo grał Andre, zaraz po meczu zaczął się pojedynek siatkarek na Pucharze Świata (ech ta Skowrońska... :P), który skończył się o 06.00. Położyłem się jeszcze na dwie godziny, a później do szkoły. Było jak najbardziej warto! :D
5. Szkoda, że jeszcze nie ma relacji z meczy Roberto Carlosa :-(.
6. Kończę, bo znowu późna godzina jest...